Rozdział zawiera treści wulgarne i erotyczne, przeznaczone dla osób... a zresztą wiecie :D
Obudziłem się jakoś po jedenastej. Późno wczoraj wróciłem od
Maggie, więc musiałem odespać. Jej starzy uparli się, żebym został, co było mi
na rękę, bo mogłem być bliżej niej. Cholera, co się ze mną dzieje?! Na pewno
nic dobrego. Usiadłem na łóżku i przetarłem zaspane oczy. Odruchowo spojrzałem
w jej okno. Chyba jeszcze spała. Zszedłem na dół zastając moją mamę krzątającą
się w kuchni.
- Dzień dobry – przywitała mnie z uśmiechem.
- Cześć – rzuciłem i opadłem na krzesło.
- Zrobiłam jajecznicę, nałożyć ci?
- Taa, możesz.
- Więc… masz jakieś plany na dziś? – spytała stawiając przede mną talerz.
- Tak.
Chyba zauważyła, że nie mam zamiaru się rozwodzić, więc odpuściła.
- Mam dziś dwa dyżury w szpitalu, bo Katie jest chora.
- Spoko. – A mnie to tak interesuje…
- To do zobaczenia dziś w nocy – pożegnała się i wyszła.
Dokończyłem śniadanie i trochę się ogarnąłem. Wziąłem szybki prysznic i założyłem czyste ciuchy. Od razu wyszedłem z domu. Już po chwili stałem pod drzwiami Meg. Zadzwoniłem dzwonkiem, licząc na to, że ktoś mnie wpuści do środka.
- Niall – jej mama jak zwykle dobrze się prezentowała i szeroko do mnie uśmiechała.
- Dzień dobry – odpowiedziałem i wszedłem do środka.
- Maggie jeszcze śpi – poinformowała mnie.
- Cóż – zacząłem.– Poniekąd dobrze się składa, bo chciałem z panią porozmawiać.
- Ze mną? – zdziwiła się.
- Tak. Chciałem dziś gdzieś zabrać Maggie, ale niezbyt wiem, co lubi.
- Oh, to bardzo miło z twojej strony, Niall. Myślę, że będzie zachwycona.
Nie powiedziałbym, ale ok.
- Niezbyt nadaje się na jakiekolwiek imprezy, jest strasznie nieśmiała – stwierdziła śmiejąc się. – Sama nie wiem, po kim to ma. Może powinieneś ją zabrać w jakieś spokojniejsze miejsce.
Pokiwałem głową zastanawiając się nad odpowiednim miejscem.
- Na pewno coś wymyślisz. Ja niestety muszę już lecieć do pracy i tak jestem spóźniona. Możesz poczekać na górze, aż wstanie. Właściwie to nie będzie nas cały dzień. Musimy załatwić parę spraw w Crawley i wrócimy dopiero jutro rano. Czuj się jak u siebie – powiedziała ściągając swoją torebkę z wieszaka. Pożegnałem się i zamknąłem za nią drzwi, jak mnie o to poprosiła. Upewniając się, że ojca Meg nie ma w domu poszedłem na górę. Dziewczyna spokojnie spała, a jej brązowe włosy falami układały się na poduszce. Bez pozwolenia wziąłem jej laptopa i położyłem się obok niej. Poprawiłem się na łóżku czekając, aż urządzenie się uruchomi. Na szczęście jej komputer był w miarę cichy, więc się nie obudziła, a ja mogłem spokojnie szukać tego, co mnie interesowało.
Obudziłam się, kiedy poczułam miękkie usta na swoim policzku. Natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla. Był zdecydowanie za blisko mnie, a jego niebieskie oczy intensywnie się we mnie wpatrywały. Uśmiechał się przez co wyglądał naprawdę uroczo.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha – odezwał się jako pierwszy.
- Jak zasypiałam byłam sama w pokoju – mruknęłam przecierając oczy.
- Od razu uprzedzę twoje pytanie, które prędzej czy później zadasz. Nie, nie włamałem się do ciebie do domu. Twoja mama mnie wpuściła. Na początku grzecznie leżałem, ale długo nie wstawałaś. Nudziło mi się, więc postanowiłem cię obudzić.
- Długo to znaczy ile?
- Jakieś dwie godziny. Już po pierwszej.
Aż tak długo spałam?! Musiałam być naprawdę zmęczona.
- Po co przyszedłeś?
- No wiesz? Mało przyjemne powitanie – powiedział bawiąc się moimi włosami, co wywołało u mnie gęsią skórkę. Moje ciało odmawiało współpracy. – Zabieram cię gdzieś.
- Skąd pomysł, że chcę gdziekolwiek z tobą jechać?
Westchnął, a kąciki jego ust uniosły się w łobuzerskim uśmieszku.
- Mówiłaś moje imię przez sen. Wiem, że chcesz.
Co?! Super. Chyba gorzej być nie może zwłaszcza, że chłopak naprawdę mi się śnił, a rodzice już kilka razy przyłapali mnie na gadaniu przez sen. Chciałam się zapaść pod ziemię.
- To nic złego – pogłaskał mój czerwony do granic możliwości policzek. – Mam nadzieję, że była tam jakaś erotyczna scena.
- Nie licz na to… - powiedziałam i wstałam z łóżka. Właściwie to niechętnie oddaliłam się od chłopaka. Naprawdę powinnam przestać tak myśleć.
- Wystarczy ci godzina na naszykowanie się? – spytał bawiąc się telefonem.
- Myślę, że tak. A jak powinnam się ubrać?
- Wygodnie. Nie będzie nas cały dzień.
Cały dzień z Niallem! Przygryzłam dolną wargę, kiedy wyciągałam z szafki odpowiednie ubrania. Moje serce zdawało się wykręcać koziołki, kiedy poczułam jak chłopak staje za mną. Czułam jego oddech na czubku głowy.
- Możesz się przebrać tu – jego głos raptownie stał się niższy. – Nie będę miał nic przeciwko temu.
- Wiem – wywróciłam oczami. – Jednak przebiorę się w łazience.
Wzięłam z pokoju swoje rzeczy. Zanim weszłam do łazienki upewniłam się, że mam wszystko czego potrzebowałam. Nie miałam ochoty paradować przy Niallu w samej bieliźnie, czy coś.
Nie mogłam sobie pozwolić na pośpiech pod prysznicem. Po prostu stałam pod ciepłym strumieniem wody, dopóki nie usłyszałam pukania do drzwi.
- Utopiłaś się tam, czy jak?! – Niall bez problemu przekrzyczał dźwięk lecącej wody.
- Zaraz wychodzę – odpowiedziałam mu zakręcając wodę.
Czy on musi mnie tak denerwować? Nie daje mi się wyspać, spokojnie wykąpać i jeszcze nie chce mi powiedzieć dokąd mnie zabiera. Kiedy już wyglądałam jak człowiek, opuściłam łazienkę. Niall siedział u mnie w pokoju.
- Ślicznie wyglądasz – skomplementował mnie, a ja cicho podziękowałam. – Możemy jechać?
- Tak – odpowiedziałam zabierając swoją torebkę.
Zdziwiłam się, ale pozytywnie, kiedy złapał moją dłoń w swoją. Jego duże palce owinęły się wokół moich. Moje serce wybijało szaleńczy rytm na kontakt z jego skórą. Tylko dlaczego ten chłopak tak na mnie działa? Przeszliśmy do jego garażu, gdzie stał znany mi już samochód. Niall otworzył mi drzwi, a po chwili sam już siadał na miejscu kierowcy. Zapięłam pasy znając jego styl jazdy. Przewróciłam oczami, gdy wyjechał na jezdnię z piskiem opon.
- Nadal nie masz zamiaru powiedzieć mi gdzie jedziemy?
- Zaraz się przekonasz – odpowiedział patrząc na mnie.
Ma jakieś nadprzyrodzone zdolności, że nie musi patrzeć na to, co robi?!
Jechaliśmy dosyć długo. Już pół godziny temu zauważyłam, że opuściliśmy Londyn. Siedziałam w samochodzie z chłopakiem, którego słabo znałam, a mimo to czułam się przy nim dziwnie bezpiecznie. Jeszcze dwa tygodnie temu nie pomyślałabym, że moje życie tak się zmieni. Z początku przeklinałam to duże miasto, ale teraz myślę, że się myliłam. To tutaj zdobyłam przyjaciółkę i poznałam Nialla. Mimo tego, że jest zarozumiały, chamski i ma rozdwojenie jaźni, to potrafię się z nim dogadać. Jest ciężko, nie powiem, ale podoba mi się w nim to, że nikogo nie udaje. Jest sobą, zawsze mówi to, co myśli, nie zmienia się tylko dlatego, że ktoś tak chce. Broni swojego zdania, a mimo tego, że przyjmuje postawę tajemniczego kobieciarza, to i tak wiem, że w środku jest zabawnym i uroczym chłopakiem. Nawet, jeśli stara się to ukryć, ja potrafię to dostrzec. Lubię kiedy się uśmiecha, jest miły i opiekuńczy, ale wkurza mnie to, że tak szybko zmienia zdanie. W jednej chwili potrafi się zdenerwować…
- O czym myślisz? – wyrwał mnie z zamyślenia, przerywając tym samym panującą w samochodzie ciszę.
Nie chciałam się przyznawać, że myślę właśnie o nim, bo wpadłby w jeszcze większe samouwielbienie.
- Daleko jeszcze?
Uśmiechnął się łobuzersko, jakby doskonale zdawał sobie sprawę co przed chwilą zajmowało moje myśli, a raczej kto.
- Już dojeżdżamy, skarbie – powiedział i jakby na potwierdzenie swoich słów skręcił w wąską ulicę. Skarbie… Lubiłam jak tak do mnie mówi, chociaż zdawałam sobie sprawę, że nie mnie pierwszą tak nazywa. –Dalej musimy iść pieszo – zatrzymał samochód i wysiadł.
Chciał otworzyć moje drzwi, ale ubiegłam go. Po raz kolejny tego dnia złapał moją rękę i poprowadził w stronę ściany lasu. Zachciało mu się grzybobrania?
Co chwilę potykałam się o wystające gałęzie. Niall ewidentnie miał ze mnie ubaw, ale za każdym razem mnie łapał nie pozwalając mi upaść.
- Straszna z ciebie niezdara – śmiał się głośno, a dźwięk rozchodził się po całym lesie.
- Spadaj – mruknęłam pod nosem.
Po kilku minutach spaceru dotarliśmy na miejsce. Widok, który się przed nami rozciągał dosłownie zapierał dech w piersiach. Staliśmy jakby nad klifem, z którego było widać cześć lasu położoną u jego stóp. Krajobraz jak z bajki lub jakiegoś romantycznego filmu. Ciekawiło mnie tylko skąd Niall zna takie miejsce. Chłopak pociągnął mnie w stronę wielkich kamieni i pomógł mi się na nie wdrapać.
Usiadłam tak, aby mieć widok na wszystko dookoła. Starałam się zapamiętać każdy szczegół tego miejsca, bo nie wiedziałam, czy kiedykolwiek jeszcze je zobaczę. Jeśli miałabym tu nawet wrócić za kilka dni, sama w życiu bym tam nie dotarła. Droga wydawała się strasznie skomplikowana. Niall usiadł za mną i objął mnie układając swoją głowę na moim ramieniu.
- I jak ci się podoba? – wyszeptał mi do ucha.
- Tu jest… pięknie. – Ciężko było mi ułożyć proste zdanie. Moja koncentracja została całkowicie zburzona.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Właściwie to jesteś pierwszą osobą, którą tu przywiozłem. Do tej pory to było tylko i wyłącznie moje miejsce.
Dlaczego moje serce bije tak szybko? Dlaczego on mi to mówi? Dlaczego to robi? Spośród tylu dziewczyn, które mógł mieć na wyłączność, to właśnie mnie tutaj zabrał. Czułam się cholernie wyjątkowa i nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że powiedział to tylko po to, żeby się do mnie zbliżyć, a potem powiedzieć, że to nic nie znaczy.
- Jak znalazłeś to miejsce?
- Cóż… parę lat temu trochę się buntowałem. Kiedyś po prostu wsiadłem w samochód i jechałem przed siebie. Nie miałem wtedy prawa jazdy. Nie chciałem zostać złapany, więc skręciłem w leśną drogę. Wysiadłem żeby trochę ochłonąć. Łaziłem po lesie parę godzin, aż dotarłem tutaj. Od tamtej pory często tu przyjeżdżam.
- Udało ci się potem znaleźć drogę powrotną?
- Mam dobrą orientację w terenie. – splótł swoje ręce na moich brzuchu.
- Jeśli to twoje miejsce – zaczęłam niepewnie – to czemu mnie tu przywiozłeś?
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, bo parę sekund panowała cisza.
- Dobre pytanie. Po prostu chcę, żebyś mi zaufała. Widziałaś, że miałem rację, jeśli chodzi o Harrego. Ostrzegałem cię przed nim, ale ty nie słuchałaś.
- Wiem… - przyznałam. – Nadal nie mogę w to uwierzyć, że handlował narkotykami. Zmarnował sobie życie.
- Nie gadajmy o nim – urwał krótko kończąc temat.
Przytaknęłam mu i na powrót zatraciłam się w malowniczym widoku, który się przed nami rozciągał. Nie wiem ile tak trwaliśmy. Żadne z nas się nie odzywało, ale cisza, która panowała nie była niezręczna. Słońce powoli zachodziło zmieniając kolory.
- O czym myślisz? – tym razem to ja postanowiłam zadać mu to pytanie.
- O tym jak bardzo nawaliłem mówiąc ci to całe gówno ostatnim razem i o tym jak świetnie całujesz.
Uśmiechnęłam się pod nosem zadowolona, że nie może on tego zobaczyć.
- Pocałuj mnie, Maggie. Pocałuj mnie jeszcze raz – wyszeptał zahaczając wargami o płatek mojego ucha. Obróciłam głowę lekko w lewą stronę, a jego usta od razu naparły na moje. Na początku całował mnie bardzo delikatnie. Jego język badał fakturę moich ust, by po chwili je rozchylić. Byłam w siódmym niebie, kiedy czułam jak muska moje podniebienie. Jego zęby delikatnie złapały za moją dolną wargę i lekko ją pociągnęły.
Gwałtownie podskoczyłam, gdy przestraszył mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Niall z początku nie wydawał się tym faktem poruszony. Ujął moje policzki i kontynuował pocałunek. Telefon nie dawał jednak za wygraną. W końcu chłopak oderwał się ode mnie i przeprosił, po czym odebrał.
Nie wydawał się zbytnio zadowolony z faktu, że ktoś mu przeszkadza. Rzucał do słuchawki zdawkowe odpowiedzi, ale po chwili widać było, że naprawdę jest zły. Widziałam to po sposobie w jaki zaciska szczękę i napina wszystkie miejsce.
- Zamknij mordę. Zaraz kurwa będę – wykrzyczał i przerwał połączenie.
Nawet nie na mnie nie spojrzał, tylko po prostu zaczął iść przed siebie, za pewne do samochodu. O tym właśnie mówiłam. Teraz pokazywał swoją drugą stronę, której bardzo nie lubiłam. Starałam się dorównać mu kroku, ale złość tylko pomagała mu iść szybciej.
- Niall, poczekaj – rzuciłam zdyszana, a moje ręce lekko krwawiły poobcierane o gałęzie i wszystko inne, czego próbowałam się złapać.
Chłopak w jednej chwili się zatrzymał, jakby przypomniał sobie o mojej obecności. Bez słowa podszedł do bliżej i przerzucił mnie sobie przez ramię. Zupełnie tak, jakbym ważyła dziesięć kilo. Nadal był zły, chociaż nie wiem dlaczego. Nie chciałam go denerwować jeszcze bardziej więc posłusznie wgramoliłam się na siedzenie i zapięłam pas. Niall od razu ruszył, a jego samochód szybko przemierzał kolejne kilometry. Znaleźliśmy się w nieznanej mi dotąd dzielnicy Londynu. Stanęliśmy pod dużym domem, gdzie trwała jakaś impreza. Kolejna. Spojrzałam pytająco na chłopaka, ale on wyraźnie nie był mną zainteresowany. Wyjął kluczyki ze stacyjki pociągnął za klamkę od swoich drzwi.
- Poczekaj tutaj. Zaraz wracam – powiedział i zostawił mnie samą.
Widziałam jeszcze jak przeciska się między ludźmi i wbiega po schodach. Gdy wszedł do środka, zniknął mi z pola widzenia.
Sama nie wiem ile czasu spędziłam w tym samochodzie. Myślałam, że chłopak szybko wróci i uda nam się jeszcze uratować ten wieczór. Tymczasem wciąż nie wracał, a ja z nudów odchodziłam od zmysłów. Pograłam na telefonie, przeszperałam płyty, które miał w schowku. Nawet wyjadłam mu wszystkie orzeszki. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak głodna byłam, ale nie powinnam być zaskoczona, w końcu nic nie jadłam od rana. Mógł mi chociaż zostawić radio – westchnęłam w myślach.
- Co ty tam robisz tyle czasu ?– zapytałam na głos i po raz kolejny przekręciłam się fotelu. Był wygodny, ale moje nogi zbyt długo pozostawały nieruchome. Zniecierpliwiona wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer blondyna. W głowie odliczałam kolejne sygnały, do momentu w którym nie włączyła się automatyczna sekretarka. Byłam już lekko podirytowana. Za każdym razem, kiedy jest miło, on musi coś zepsuć. Albo powie coś, co mnie zrani albo coś zrobi. W tym wypadku po naszym pocałunku wstał jak gdyby nigdy nic i poszedł, a teraz siedzę godzinę w tym samochodzie, a on na pewno świetnie się bawi na imprezie. To jest chyba znak, ze nie powinniśmy się całować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Często o nim myślę, nawet gdy tego nie chcę. Chłopak pojawia się w moich snach, w dodatku moja mama ma na jego punkcie obsesje. Gdyby tylko wiedziała, że jest bipolarny…
Po raz setny zerknęłam na telefon. Czekałam dokładnie godzinę i dwadzieścia osiem minut. Straciłam cierpliwość. Szarpnęłam za klamkę i wysiadłam z auta trzaskając drzwiami. Chciałam wrócić do domu samodzielnie, ale nie znałam Londynu. Nawet nie wiedziałam na jakiej ulicy się teraz znajduję. Cudownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu postoju taksówek, przystanku autobusowego, ale nic takiego tam nie było. Zaraz… jeśli Niall mnie tu przywiózł, kazał na siebie tyle czekać, to niech teraz odstawi mnie do domu! Zdeterminowana wtargnęłam na teren imprezy, a moja pewność siebie natychmiast się ulotniła. Nigdy nie lubiłam takiego tłumu, zwłaszcza wtedy, gdy był to pijany tłum. Rozglądałam się dookoła starając się wypatrzeć charakterystyczne blond włosy lub mnóstwo tatuaży. Czułam się dziwnie nieswojo, kiedy chodziłam po całkowicie obcym domu wśród tylu nieznajomych osób. Idąc musiałam stawać na palcach, ponieważ mój niski wzrost zdecydowanie nie był w tamtej chwili pomocny.
- Ostrożnie maleńka – powiedział do mnie pijany chłopak, na którego wpadłam przez nieuwagę.
- Przepraszam – bąknęłam nie patrząc na niego.
- Szukasz kogoś? – mówił strasznie niewyraźnie przez co miałam niemały problem, żeby go zrozumieć. – Mam nadzieję, że mnie.
- Nie, szukam Nialla. Widziałeś go?
- Nialla? – powtórzył za mną. – Pewnie, że widziałem. Jest na górze, ale nie powinnaś mu teraz przeszkadzać – jego wyraz twarzy świadczył o tym, że coś go bardzo bawiło.
- Trudno… - odpowiedziałam mijając go. Bez problemu udało mi się znaleźć schody. Dom nie był zbyt duży, a pokoi na piętrze też nie było wiele. Zapukałam do pierwszego pomieszczenia, które okazało się łazienką. Zza drugich drzwi dochodziły dziwne odgłosy. Mimo to postanowiłam to sprawdzić, ale zdawało się, że nikt nie słyszał mojego pukania. Nieśmiało uchyliłam drzwi, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
- Dzień dobry – przywitała mnie z uśmiechem.
- Cześć – rzuciłem i opadłem na krzesło.
- Zrobiłam jajecznicę, nałożyć ci?
- Taa, możesz.
- Więc… masz jakieś plany na dziś? – spytała stawiając przede mną talerz.
- Tak.
Chyba zauważyła, że nie mam zamiaru się rozwodzić, więc odpuściła.
- Mam dziś dwa dyżury w szpitalu, bo Katie jest chora.
- Spoko. – A mnie to tak interesuje…
- To do zobaczenia dziś w nocy – pożegnała się i wyszła.
Dokończyłem śniadanie i trochę się ogarnąłem. Wziąłem szybki prysznic i założyłem czyste ciuchy. Od razu wyszedłem z domu. Już po chwili stałem pod drzwiami Meg. Zadzwoniłem dzwonkiem, licząc na to, że ktoś mnie wpuści do środka.
- Niall – jej mama jak zwykle dobrze się prezentowała i szeroko do mnie uśmiechała.
- Dzień dobry – odpowiedziałem i wszedłem do środka.
- Maggie jeszcze śpi – poinformowała mnie.
- Cóż – zacząłem.– Poniekąd dobrze się składa, bo chciałem z panią porozmawiać.
- Ze mną? – zdziwiła się.
- Tak. Chciałem dziś gdzieś zabrać Maggie, ale niezbyt wiem, co lubi.
- Oh, to bardzo miło z twojej strony, Niall. Myślę, że będzie zachwycona.
Nie powiedziałbym, ale ok.
- Niezbyt nadaje się na jakiekolwiek imprezy, jest strasznie nieśmiała – stwierdziła śmiejąc się. – Sama nie wiem, po kim to ma. Może powinieneś ją zabrać w jakieś spokojniejsze miejsce.
Pokiwałem głową zastanawiając się nad odpowiednim miejscem.
- Na pewno coś wymyślisz. Ja niestety muszę już lecieć do pracy i tak jestem spóźniona. Możesz poczekać na górze, aż wstanie. Właściwie to nie będzie nas cały dzień. Musimy załatwić parę spraw w Crawley i wrócimy dopiero jutro rano. Czuj się jak u siebie – powiedziała ściągając swoją torebkę z wieszaka. Pożegnałem się i zamknąłem za nią drzwi, jak mnie o to poprosiła. Upewniając się, że ojca Meg nie ma w domu poszedłem na górę. Dziewczyna spokojnie spała, a jej brązowe włosy falami układały się na poduszce. Bez pozwolenia wziąłem jej laptopa i położyłem się obok niej. Poprawiłem się na łóżku czekając, aż urządzenie się uruchomi. Na szczęście jej komputer był w miarę cichy, więc się nie obudziła, a ja mogłem spokojnie szukać tego, co mnie interesowało.
Obudziłam się, kiedy poczułam miękkie usta na swoim policzku. Natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla. Był zdecydowanie za blisko mnie, a jego niebieskie oczy intensywnie się we mnie wpatrywały. Uśmiechał się przez co wyglądał naprawdę uroczo.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha – odezwał się jako pierwszy.
- Jak zasypiałam byłam sama w pokoju – mruknęłam przecierając oczy.
- Od razu uprzedzę twoje pytanie, które prędzej czy później zadasz. Nie, nie włamałem się do ciebie do domu. Twoja mama mnie wpuściła. Na początku grzecznie leżałem, ale długo nie wstawałaś. Nudziło mi się, więc postanowiłem cię obudzić.
- Długo to znaczy ile?
- Jakieś dwie godziny. Już po pierwszej.
Aż tak długo spałam?! Musiałam być naprawdę zmęczona.
- Po co przyszedłeś?
- No wiesz? Mało przyjemne powitanie – powiedział bawiąc się moimi włosami, co wywołało u mnie gęsią skórkę. Moje ciało odmawiało współpracy. – Zabieram cię gdzieś.
- Skąd pomysł, że chcę gdziekolwiek z tobą jechać?
Westchnął, a kąciki jego ust uniosły się w łobuzerskim uśmieszku.
- Mówiłaś moje imię przez sen. Wiem, że chcesz.
Co?! Super. Chyba gorzej być nie może zwłaszcza, że chłopak naprawdę mi się śnił, a rodzice już kilka razy przyłapali mnie na gadaniu przez sen. Chciałam się zapaść pod ziemię.
- To nic złego – pogłaskał mój czerwony do granic możliwości policzek. – Mam nadzieję, że była tam jakaś erotyczna scena.
- Nie licz na to… - powiedziałam i wstałam z łóżka. Właściwie to niechętnie oddaliłam się od chłopaka. Naprawdę powinnam przestać tak myśleć.
- Wystarczy ci godzina na naszykowanie się? – spytał bawiąc się telefonem.
- Myślę, że tak. A jak powinnam się ubrać?
- Wygodnie. Nie będzie nas cały dzień.
Cały dzień z Niallem! Przygryzłam dolną wargę, kiedy wyciągałam z szafki odpowiednie ubrania. Moje serce zdawało się wykręcać koziołki, kiedy poczułam jak chłopak staje za mną. Czułam jego oddech na czubku głowy.
- Możesz się przebrać tu – jego głos raptownie stał się niższy. – Nie będę miał nic przeciwko temu.
- Wiem – wywróciłam oczami. – Jednak przebiorę się w łazience.
Wzięłam z pokoju swoje rzeczy. Zanim weszłam do łazienki upewniłam się, że mam wszystko czego potrzebowałam. Nie miałam ochoty paradować przy Niallu w samej bieliźnie, czy coś.
Nie mogłam sobie pozwolić na pośpiech pod prysznicem. Po prostu stałam pod ciepłym strumieniem wody, dopóki nie usłyszałam pukania do drzwi.
- Utopiłaś się tam, czy jak?! – Niall bez problemu przekrzyczał dźwięk lecącej wody.
- Zaraz wychodzę – odpowiedziałam mu zakręcając wodę.
Czy on musi mnie tak denerwować? Nie daje mi się wyspać, spokojnie wykąpać i jeszcze nie chce mi powiedzieć dokąd mnie zabiera. Kiedy już wyglądałam jak człowiek, opuściłam łazienkę. Niall siedział u mnie w pokoju.
- Ślicznie wyglądasz – skomplementował mnie, a ja cicho podziękowałam. – Możemy jechać?
- Tak – odpowiedziałam zabierając swoją torebkę.
Zdziwiłam się, ale pozytywnie, kiedy złapał moją dłoń w swoją. Jego duże palce owinęły się wokół moich. Moje serce wybijało szaleńczy rytm na kontakt z jego skórą. Tylko dlaczego ten chłopak tak na mnie działa? Przeszliśmy do jego garażu, gdzie stał znany mi już samochód. Niall otworzył mi drzwi, a po chwili sam już siadał na miejscu kierowcy. Zapięłam pasy znając jego styl jazdy. Przewróciłam oczami, gdy wyjechał na jezdnię z piskiem opon.
- Nadal nie masz zamiaru powiedzieć mi gdzie jedziemy?
- Zaraz się przekonasz – odpowiedział patrząc na mnie.
Ma jakieś nadprzyrodzone zdolności, że nie musi patrzeć na to, co robi?!
Jechaliśmy dosyć długo. Już pół godziny temu zauważyłam, że opuściliśmy Londyn. Siedziałam w samochodzie z chłopakiem, którego słabo znałam, a mimo to czułam się przy nim dziwnie bezpiecznie. Jeszcze dwa tygodnie temu nie pomyślałabym, że moje życie tak się zmieni. Z początku przeklinałam to duże miasto, ale teraz myślę, że się myliłam. To tutaj zdobyłam przyjaciółkę i poznałam Nialla. Mimo tego, że jest zarozumiały, chamski i ma rozdwojenie jaźni, to potrafię się z nim dogadać. Jest ciężko, nie powiem, ale podoba mi się w nim to, że nikogo nie udaje. Jest sobą, zawsze mówi to, co myśli, nie zmienia się tylko dlatego, że ktoś tak chce. Broni swojego zdania, a mimo tego, że przyjmuje postawę tajemniczego kobieciarza, to i tak wiem, że w środku jest zabawnym i uroczym chłopakiem. Nawet, jeśli stara się to ukryć, ja potrafię to dostrzec. Lubię kiedy się uśmiecha, jest miły i opiekuńczy, ale wkurza mnie to, że tak szybko zmienia zdanie. W jednej chwili potrafi się zdenerwować…
- O czym myślisz? – wyrwał mnie z zamyślenia, przerywając tym samym panującą w samochodzie ciszę.
Nie chciałam się przyznawać, że myślę właśnie o nim, bo wpadłby w jeszcze większe samouwielbienie.
- Daleko jeszcze?
Uśmiechnął się łobuzersko, jakby doskonale zdawał sobie sprawę co przed chwilą zajmowało moje myśli, a raczej kto.
- Już dojeżdżamy, skarbie – powiedział i jakby na potwierdzenie swoich słów skręcił w wąską ulicę. Skarbie… Lubiłam jak tak do mnie mówi, chociaż zdawałam sobie sprawę, że nie mnie pierwszą tak nazywa. –Dalej musimy iść pieszo – zatrzymał samochód i wysiadł.
Chciał otworzyć moje drzwi, ale ubiegłam go. Po raz kolejny tego dnia złapał moją rękę i poprowadził w stronę ściany lasu. Zachciało mu się grzybobrania?
Co chwilę potykałam się o wystające gałęzie. Niall ewidentnie miał ze mnie ubaw, ale za każdym razem mnie łapał nie pozwalając mi upaść.
- Straszna z ciebie niezdara – śmiał się głośno, a dźwięk rozchodził się po całym lesie.
- Spadaj – mruknęłam pod nosem.
Po kilku minutach spaceru dotarliśmy na miejsce. Widok, który się przed nami rozciągał dosłownie zapierał dech w piersiach. Staliśmy jakby nad klifem, z którego było widać cześć lasu położoną u jego stóp. Krajobraz jak z bajki lub jakiegoś romantycznego filmu. Ciekawiło mnie tylko skąd Niall zna takie miejsce. Chłopak pociągnął mnie w stronę wielkich kamieni i pomógł mi się na nie wdrapać.
Usiadłam tak, aby mieć widok na wszystko dookoła. Starałam się zapamiętać każdy szczegół tego miejsca, bo nie wiedziałam, czy kiedykolwiek jeszcze je zobaczę. Jeśli miałabym tu nawet wrócić za kilka dni, sama w życiu bym tam nie dotarła. Droga wydawała się strasznie skomplikowana. Niall usiadł za mną i objął mnie układając swoją głowę na moim ramieniu.
- I jak ci się podoba? – wyszeptał mi do ucha.
- Tu jest… pięknie. – Ciężko było mi ułożyć proste zdanie. Moja koncentracja została całkowicie zburzona.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Właściwie to jesteś pierwszą osobą, którą tu przywiozłem. Do tej pory to było tylko i wyłącznie moje miejsce.
Dlaczego moje serce bije tak szybko? Dlaczego on mi to mówi? Dlaczego to robi? Spośród tylu dziewczyn, które mógł mieć na wyłączność, to właśnie mnie tutaj zabrał. Czułam się cholernie wyjątkowa i nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że powiedział to tylko po to, żeby się do mnie zbliżyć, a potem powiedzieć, że to nic nie znaczy.
- Jak znalazłeś to miejsce?
- Cóż… parę lat temu trochę się buntowałem. Kiedyś po prostu wsiadłem w samochód i jechałem przed siebie. Nie miałem wtedy prawa jazdy. Nie chciałem zostać złapany, więc skręciłem w leśną drogę. Wysiadłem żeby trochę ochłonąć. Łaziłem po lesie parę godzin, aż dotarłem tutaj. Od tamtej pory często tu przyjeżdżam.
- Udało ci się potem znaleźć drogę powrotną?
- Mam dobrą orientację w terenie. – splótł swoje ręce na moich brzuchu.
- Jeśli to twoje miejsce – zaczęłam niepewnie – to czemu mnie tu przywiozłeś?
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, bo parę sekund panowała cisza.
- Dobre pytanie. Po prostu chcę, żebyś mi zaufała. Widziałaś, że miałem rację, jeśli chodzi o Harrego. Ostrzegałem cię przed nim, ale ty nie słuchałaś.
- Wiem… - przyznałam. – Nadal nie mogę w to uwierzyć, że handlował narkotykami. Zmarnował sobie życie.
- Nie gadajmy o nim – urwał krótko kończąc temat.
Przytaknęłam mu i na powrót zatraciłam się w malowniczym widoku, który się przed nami rozciągał. Nie wiem ile tak trwaliśmy. Żadne z nas się nie odzywało, ale cisza, która panowała nie była niezręczna. Słońce powoli zachodziło zmieniając kolory.
- O czym myślisz? – tym razem to ja postanowiłam zadać mu to pytanie.
- O tym jak bardzo nawaliłem mówiąc ci to całe gówno ostatnim razem i o tym jak świetnie całujesz.
Uśmiechnęłam się pod nosem zadowolona, że nie może on tego zobaczyć.
- Pocałuj mnie, Maggie. Pocałuj mnie jeszcze raz – wyszeptał zahaczając wargami o płatek mojego ucha. Obróciłam głowę lekko w lewą stronę, a jego usta od razu naparły na moje. Na początku całował mnie bardzo delikatnie. Jego język badał fakturę moich ust, by po chwili je rozchylić. Byłam w siódmym niebie, kiedy czułam jak muska moje podniebienie. Jego zęby delikatnie złapały za moją dolną wargę i lekko ją pociągnęły.
Gwałtownie podskoczyłam, gdy przestraszył mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Niall z początku nie wydawał się tym faktem poruszony. Ujął moje policzki i kontynuował pocałunek. Telefon nie dawał jednak za wygraną. W końcu chłopak oderwał się ode mnie i przeprosił, po czym odebrał.
Nie wydawał się zbytnio zadowolony z faktu, że ktoś mu przeszkadza. Rzucał do słuchawki zdawkowe odpowiedzi, ale po chwili widać było, że naprawdę jest zły. Widziałam to po sposobie w jaki zaciska szczękę i napina wszystkie miejsce.
- Zamknij mordę. Zaraz kurwa będę – wykrzyczał i przerwał połączenie.
Nawet nie na mnie nie spojrzał, tylko po prostu zaczął iść przed siebie, za pewne do samochodu. O tym właśnie mówiłam. Teraz pokazywał swoją drugą stronę, której bardzo nie lubiłam. Starałam się dorównać mu kroku, ale złość tylko pomagała mu iść szybciej.
- Niall, poczekaj – rzuciłam zdyszana, a moje ręce lekko krwawiły poobcierane o gałęzie i wszystko inne, czego próbowałam się złapać.
Chłopak w jednej chwili się zatrzymał, jakby przypomniał sobie o mojej obecności. Bez słowa podszedł do bliżej i przerzucił mnie sobie przez ramię. Zupełnie tak, jakbym ważyła dziesięć kilo. Nadal był zły, chociaż nie wiem dlaczego. Nie chciałam go denerwować jeszcze bardziej więc posłusznie wgramoliłam się na siedzenie i zapięłam pas. Niall od razu ruszył, a jego samochód szybko przemierzał kolejne kilometry. Znaleźliśmy się w nieznanej mi dotąd dzielnicy Londynu. Stanęliśmy pod dużym domem, gdzie trwała jakaś impreza. Kolejna. Spojrzałam pytająco na chłopaka, ale on wyraźnie nie był mną zainteresowany. Wyjął kluczyki ze stacyjki pociągnął za klamkę od swoich drzwi.
- Poczekaj tutaj. Zaraz wracam – powiedział i zostawił mnie samą.
Widziałam jeszcze jak przeciska się między ludźmi i wbiega po schodach. Gdy wszedł do środka, zniknął mi z pola widzenia.
Sama nie wiem ile czasu spędziłam w tym samochodzie. Myślałam, że chłopak szybko wróci i uda nam się jeszcze uratować ten wieczór. Tymczasem wciąż nie wracał, a ja z nudów odchodziłam od zmysłów. Pograłam na telefonie, przeszperałam płyty, które miał w schowku. Nawet wyjadłam mu wszystkie orzeszki. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak głodna byłam, ale nie powinnam być zaskoczona, w końcu nic nie jadłam od rana. Mógł mi chociaż zostawić radio – westchnęłam w myślach.
- Co ty tam robisz tyle czasu ?– zapytałam na głos i po raz kolejny przekręciłam się fotelu. Był wygodny, ale moje nogi zbyt długo pozostawały nieruchome. Zniecierpliwiona wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer blondyna. W głowie odliczałam kolejne sygnały, do momentu w którym nie włączyła się automatyczna sekretarka. Byłam już lekko podirytowana. Za każdym razem, kiedy jest miło, on musi coś zepsuć. Albo powie coś, co mnie zrani albo coś zrobi. W tym wypadku po naszym pocałunku wstał jak gdyby nigdy nic i poszedł, a teraz siedzę godzinę w tym samochodzie, a on na pewno świetnie się bawi na imprezie. To jest chyba znak, ze nie powinniśmy się całować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Często o nim myślę, nawet gdy tego nie chcę. Chłopak pojawia się w moich snach, w dodatku moja mama ma na jego punkcie obsesje. Gdyby tylko wiedziała, że jest bipolarny…
Po raz setny zerknęłam na telefon. Czekałam dokładnie godzinę i dwadzieścia osiem minut. Straciłam cierpliwość. Szarpnęłam za klamkę i wysiadłam z auta trzaskając drzwiami. Chciałam wrócić do domu samodzielnie, ale nie znałam Londynu. Nawet nie wiedziałam na jakiej ulicy się teraz znajduję. Cudownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu postoju taksówek, przystanku autobusowego, ale nic takiego tam nie było. Zaraz… jeśli Niall mnie tu przywiózł, kazał na siebie tyle czekać, to niech teraz odstawi mnie do domu! Zdeterminowana wtargnęłam na teren imprezy, a moja pewność siebie natychmiast się ulotniła. Nigdy nie lubiłam takiego tłumu, zwłaszcza wtedy, gdy był to pijany tłum. Rozglądałam się dookoła starając się wypatrzeć charakterystyczne blond włosy lub mnóstwo tatuaży. Czułam się dziwnie nieswojo, kiedy chodziłam po całkowicie obcym domu wśród tylu nieznajomych osób. Idąc musiałam stawać na palcach, ponieważ mój niski wzrost zdecydowanie nie był w tamtej chwili pomocny.
- Ostrożnie maleńka – powiedział do mnie pijany chłopak, na którego wpadłam przez nieuwagę.
- Przepraszam – bąknęłam nie patrząc na niego.
- Szukasz kogoś? – mówił strasznie niewyraźnie przez co miałam niemały problem, żeby go zrozumieć. – Mam nadzieję, że mnie.
- Nie, szukam Nialla. Widziałeś go?
- Nialla? – powtórzył za mną. – Pewnie, że widziałem. Jest na górze, ale nie powinnaś mu teraz przeszkadzać – jego wyraz twarzy świadczył o tym, że coś go bardzo bawiło.
- Trudno… - odpowiedziałam mijając go. Bez problemu udało mi się znaleźć schody. Dom nie był zbyt duży, a pokoi na piętrze też nie było wiele. Zapukałam do pierwszego pomieszczenia, które okazało się łazienką. Zza drugich drzwi dochodziły dziwne odgłosy. Mimo to postanowiłam to sprawdzić, ale zdawało się, że nikt nie słyszał mojego pukania. Nieśmiało uchyliłam drzwi, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
Byłem cholernie wkurwiony, że Sam zadzwonił akurat wtedy. Co
było tak ważnego, że nie mogło poczekać do jutra? Wszedłem do jego domu, w
którym była impreza i od razu do moich nozdrzy dotarł odrzucający zapach.
Śmierdziało piwskiem, wódą i rzygami. Jak oni mogą tu siedzieć?
Rozejrzałem się za gospodarzem imprezy, ale znaleźć kogoś w tym tłumie to nie lada wyzwanie.
- Niall! – Sam znalazł mnie pierwszy i od razu wciągnął do kuchni, gdzie byli pozostali z naszej paczki.
- Co do kurwy się tu dzieje? – warknąłem oburzony. – Na cholerę kazałeś mi tu przyjeżdżać. Nie mam ochoty na imprezę.
- Wyluzuj stary – zaczął mnie uspokajać, co w tym wypadku raczej przyniosło odwrotny skutek.
- Po prostu mów o co chodzi – powiedziałem przez zęby.
- No wiesz Stylesa zwinęły psy, a nam nie ma kto wypłacić kasy za towar.
No tak. Nienawidziliśmy się wzajemnie, ale mimo to nadal łączyły nas interesy.
- Gadaliście z kimś od niego? – spytałem.
- Taa – Sam podrapał się po karku. – Zayn mówi, że wpłacił za niego kaucje, więc niedługo powinniśmy dostać co nasze.
- Stylesa wypuszczają? – Mogliby go trochę dłużej potrzymać w tym pierdlu.
Pokiwał twierdząco głową.
- Co mamy zrobić, jeśli się nie rozliczą do końca tygodnia? – spytał Josh.
- Wiecie co macie robić – odparłem. – Nie ma kasy, nie ma towaru. Jeśli Styles po wyjściu nie zapłaci to pokażcie mu gdzie jego miejsce.
- A jeśli to nie pomoże? – Willie jak zwykle zakładał najgorsze.
-Harry zawsze rozliczał się z nami w terminie. Za bardzo sra po gaciach, żeby tego nie robić, poza tym ma w tym taki sam interes jak my. Ale jeśli faktycznie będzie za bardzo kombinował, to zajmijcie się jego siostrzyczką, Gemmą. Sami wiecie jak on tego nie lubi. Na nic jej nie narazi. Gemma jest dla niego zbyt ważna.
- Jest tutaj dziś. Przyjechała jakąś godzinę temu.
- No jasne, że jest – przewróciłem oczami. Ta laska nie przepuści żadnej imprezy.
- Szukała cię – dodał.
- Mnie? Na cholerę… już myślałem, że jej przeszła ta cała miłość – zaśmiali się z mojego komentarza, ale taka była prawda. Każda normalna dziewczyna dałaby sobie już spokój, ale nie ona. Cały czas łazi na imprezy, na których ja się pojawiam, te same kluby, nawet mecze. Chociaż, czemu ja się dziwię? Ta rodzina jest dziwna.
- Masz Niall, napij się – Josh wcisnął mi butelkę piwa.
Byłem wkurzony i potrzebowałem się napić i jakoś zrelaksować. Całą butelkę opróżniłem praktycznie za jednym razem. Miałem mocny łeb, więc żeby się upić potrzebowałem znacznie więcej. Chwilę później na blat odstawiałem już czwartą butelkę. Nagle poczułem jak ktoś owija ramiona wokół moich bioder. Odwróciłem się i zobaczyłem Gemmę. Tylko nie to – pomyślałem.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała robiąc do mnie słodkie oczy.
- Ale przyszedłem – wziąłem do ust papierosa i mocno się zaciągnąłem.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie zadziornie i zabrała mi go. Zbliżyła się jeszcze bardziej i wypuściła dym nikotynowy prosto w moje usta.
- Naprawdę myślę, że mogłoby nam się udać, Niall – kiedy mówiła jej usta dotykały moich.
- Wiesz, że nie bawię się w to gówno ze związkami.
- Myślę, że możesz zmienić zdanie – powiedziała przesuwając swoją rękę niebezpiecznie blisko mojego krocza.
Z jednej strony cholernie brakowało mi seksu, w końcu jestem tylko facetem, ale z drugiej nie miałem ochoty, żeby potem Gemma znów myślała sobie nie wiadomo co. Miałem już ciasno w gaciach, gdy przejechała dłonią po moim przyjacielu i lekko go ścisnęła. Niewiele myśląc złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę schodów. Wpadliśmy do pierwszego lepszego pokoju i od razu przeszliśmy do rzeczy. Całowaliśmy się jednocześnie pozbywając swoich ciuchów. Gemma leżała na łóżku, kiedy ja sięgnąłem do swoich spodni, żeby wyjąć z nich małe, srebrne opakowanie.
- Ja chcę to zrobić – powiedziała i przejęła ode mnie prezerwatywę.
Rozciągnęła ją po całej mojej długości, a ja nie chciałem już dłużej czekać. Wszedłem w nią gwałtownie napotykając tym samym jej głośny jęk. Dla mnie to nic nie znaczyło. Zwykły, szybki, niezobowiązujący numerek. Cały czas zwiększałem tempo swoich ruchów i czułem, że jestem już blisko. W momencie, którym doszedłem, drzwi od pokoju uchyliły się.
Ja pierdole, ludzie naprawdę nie umieją pukać?!
- To nie jest widok dla dzieci – żachnęła się Gemma patrząc na osobę, która nam przeszkodziła.
- Przepraszam – usłyszałem cichy głos i odwróciłem głowę, żeby zobaczyć do kogo należy. Maggie. Cholera jasna, zapomniałem o niej. I w tamtej pieprzonej chwili poczułem coś dziwnego. Właśnie zwaliłem to, nad czym pracowałem od wczoraj. Jej zaufaniu. Zobaczyłem w jej oczach łzy, gdy pospiesznie wycofywała się z pokoju.
- Maggie, czekaj! – krzyknąłem wstając z łóżka.
- Niall, proszę cię. To jakaś gówniara, która nigdy nie widziała seksu na żywo. Daruj sobie. Możemy to jeszcze powtórzyć.
- Nie – warknąłem wciągając na siebie spodnie.
- Co ty w niej widzisz? – była wyraźnie oburzona tym, że nie chcę z nią zostać.
To, czego ty nie masz – odpowiedziałem w myślach i wybiegłem z pokoju. Meg zbiegała właśnie po schodach potykając się o własne nogi. Dlaczego mi ucieka?!
- Już do mnie wracasz maleńka? – Brian złapał ją i przycisnął do siebie. – Jeśli Niall jest zajęty to ja bardzo chętnie się tobą zajmę – bełkotał przypierając ją do ściany.
- Puszczaj – Meg się szarpała, ale on był silniejszy. Bez problemu przytrzymywał ją jedną ręką, a drugą przejechał po jej ciele. Po jej policzkach zaczęły ściekać łzy.
Błyskawicznie do niech podbiegłem i odciągnąłem go od niej. Złapałem go za włosy i przywaliłem jego łbem o poręcz schodów. Od razu zaczął krwawić, ale miałem to w dupie. Przywaliłem mu jeszcze kilka razy, a kiedy się przewrócił, zacząłem go kopać. Wpadłem w furię, której nie mogłem powstrzymać. Dodatkowo napędzał mnie alkohol, którego wypiłem naprawdę dużo. On chciał skrzywdzić Meg, ja chciałem go zabić. Na pewno nie miałbym wyrzutów sumienia. Poczułem, jak ktoś stara się mnie odciągnąć od niego, ale od razu odepchnąłem go od siebie.
- Niall! Wystarczy! Zaraz go zabijesz! – Sam i Josh znaleźli się koło mnie i zablokowali mi wszelkie możliwe ruchy.
- Puśćcie mnie kurwa! – wydarłem się.
- Opanuj się. Spójrz co jej zrobiłeś – Liam kucał przy Maggie, która trzymała się za głowę.
Ja jej coś zrobiłem?
- Tak, to ty. Chciała cię odciągnąć, a ty ją popchnąłeś – odpowiedział na moje nieme pytanie.
Spojrzałem na Briana, który usiłował się podnieść z ziemi, ale z marnym skutkiem. Po raz kolejny poczułem niewyobrażalną złość.
Josh i Sam zorientowali się i wciągnęli mnie do innego pokoju. Wszyscy się na nas gapili, a ja rzucałem im mordercze spojrzenie.
- Nie musicie mnie niańczyć do cholery – warknąłem gapiąc się na chłopaków, którzy mnie trzymali. – Co z Meg?
- Liam zabierze ją do domu.
- Dlaczego on? – Wiedziałem, że jest w porządku, ale to kurwa ja ją tu przywiozłem.
- Ty jesteś pijany i wkurzony. Lepiej ochłoń.
Rozejrzałem się za gospodarzem imprezy, ale znaleźć kogoś w tym tłumie to nie lada wyzwanie.
- Niall! – Sam znalazł mnie pierwszy i od razu wciągnął do kuchni, gdzie byli pozostali z naszej paczki.
- Co do kurwy się tu dzieje? – warknąłem oburzony. – Na cholerę kazałeś mi tu przyjeżdżać. Nie mam ochoty na imprezę.
- Wyluzuj stary – zaczął mnie uspokajać, co w tym wypadku raczej przyniosło odwrotny skutek.
- Po prostu mów o co chodzi – powiedziałem przez zęby.
- No wiesz Stylesa zwinęły psy, a nam nie ma kto wypłacić kasy za towar.
No tak. Nienawidziliśmy się wzajemnie, ale mimo to nadal łączyły nas interesy.
- Gadaliście z kimś od niego? – spytałem.
- Taa – Sam podrapał się po karku. – Zayn mówi, że wpłacił za niego kaucje, więc niedługo powinniśmy dostać co nasze.
- Stylesa wypuszczają? – Mogliby go trochę dłużej potrzymać w tym pierdlu.
Pokiwał twierdząco głową.
- Co mamy zrobić, jeśli się nie rozliczą do końca tygodnia? – spytał Josh.
- Wiecie co macie robić – odparłem. – Nie ma kasy, nie ma towaru. Jeśli Styles po wyjściu nie zapłaci to pokażcie mu gdzie jego miejsce.
- A jeśli to nie pomoże? – Willie jak zwykle zakładał najgorsze.
-Harry zawsze rozliczał się z nami w terminie. Za bardzo sra po gaciach, żeby tego nie robić, poza tym ma w tym taki sam interes jak my. Ale jeśli faktycznie będzie za bardzo kombinował, to zajmijcie się jego siostrzyczką, Gemmą. Sami wiecie jak on tego nie lubi. Na nic jej nie narazi. Gemma jest dla niego zbyt ważna.
- Jest tutaj dziś. Przyjechała jakąś godzinę temu.
- No jasne, że jest – przewróciłem oczami. Ta laska nie przepuści żadnej imprezy.
- Szukała cię – dodał.
- Mnie? Na cholerę… już myślałem, że jej przeszła ta cała miłość – zaśmiali się z mojego komentarza, ale taka była prawda. Każda normalna dziewczyna dałaby sobie już spokój, ale nie ona. Cały czas łazi na imprezy, na których ja się pojawiam, te same kluby, nawet mecze. Chociaż, czemu ja się dziwię? Ta rodzina jest dziwna.
- Masz Niall, napij się – Josh wcisnął mi butelkę piwa.
Byłem wkurzony i potrzebowałem się napić i jakoś zrelaksować. Całą butelkę opróżniłem praktycznie za jednym razem. Miałem mocny łeb, więc żeby się upić potrzebowałem znacznie więcej. Chwilę później na blat odstawiałem już czwartą butelkę. Nagle poczułem jak ktoś owija ramiona wokół moich bioder. Odwróciłem się i zobaczyłem Gemmę. Tylko nie to – pomyślałem.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała robiąc do mnie słodkie oczy.
- Ale przyszedłem – wziąłem do ust papierosa i mocno się zaciągnąłem.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie zadziornie i zabrała mi go. Zbliżyła się jeszcze bardziej i wypuściła dym nikotynowy prosto w moje usta.
- Naprawdę myślę, że mogłoby nam się udać, Niall – kiedy mówiła jej usta dotykały moich.
- Wiesz, że nie bawię się w to gówno ze związkami.
- Myślę, że możesz zmienić zdanie – powiedziała przesuwając swoją rękę niebezpiecznie blisko mojego krocza.
Z jednej strony cholernie brakowało mi seksu, w końcu jestem tylko facetem, ale z drugiej nie miałem ochoty, żeby potem Gemma znów myślała sobie nie wiadomo co. Miałem już ciasno w gaciach, gdy przejechała dłonią po moim przyjacielu i lekko go ścisnęła. Niewiele myśląc złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę schodów. Wpadliśmy do pierwszego lepszego pokoju i od razu przeszliśmy do rzeczy. Całowaliśmy się jednocześnie pozbywając swoich ciuchów. Gemma leżała na łóżku, kiedy ja sięgnąłem do swoich spodni, żeby wyjąć z nich małe, srebrne opakowanie.
- Ja chcę to zrobić – powiedziała i przejęła ode mnie prezerwatywę.
Rozciągnęła ją po całej mojej długości, a ja nie chciałem już dłużej czekać. Wszedłem w nią gwałtownie napotykając tym samym jej głośny jęk. Dla mnie to nic nie znaczyło. Zwykły, szybki, niezobowiązujący numerek. Cały czas zwiększałem tempo swoich ruchów i czułem, że jestem już blisko. W momencie, którym doszedłem, drzwi od pokoju uchyliły się.
Ja pierdole, ludzie naprawdę nie umieją pukać?!
- To nie jest widok dla dzieci – żachnęła się Gemma patrząc na osobę, która nam przeszkodziła.
- Przepraszam – usłyszałem cichy głos i odwróciłem głowę, żeby zobaczyć do kogo należy. Maggie. Cholera jasna, zapomniałem o niej. I w tamtej pieprzonej chwili poczułem coś dziwnego. Właśnie zwaliłem to, nad czym pracowałem od wczoraj. Jej zaufaniu. Zobaczyłem w jej oczach łzy, gdy pospiesznie wycofywała się z pokoju.
- Maggie, czekaj! – krzyknąłem wstając z łóżka.
- Niall, proszę cię. To jakaś gówniara, która nigdy nie widziała seksu na żywo. Daruj sobie. Możemy to jeszcze powtórzyć.
- Nie – warknąłem wciągając na siebie spodnie.
- Co ty w niej widzisz? – była wyraźnie oburzona tym, że nie chcę z nią zostać.
To, czego ty nie masz – odpowiedziałem w myślach i wybiegłem z pokoju. Meg zbiegała właśnie po schodach potykając się o własne nogi. Dlaczego mi ucieka?!
- Już do mnie wracasz maleńka? – Brian złapał ją i przycisnął do siebie. – Jeśli Niall jest zajęty to ja bardzo chętnie się tobą zajmę – bełkotał przypierając ją do ściany.
- Puszczaj – Meg się szarpała, ale on był silniejszy. Bez problemu przytrzymywał ją jedną ręką, a drugą przejechał po jej ciele. Po jej policzkach zaczęły ściekać łzy.
Błyskawicznie do niech podbiegłem i odciągnąłem go od niej. Złapałem go za włosy i przywaliłem jego łbem o poręcz schodów. Od razu zaczął krwawić, ale miałem to w dupie. Przywaliłem mu jeszcze kilka razy, a kiedy się przewrócił, zacząłem go kopać. Wpadłem w furię, której nie mogłem powstrzymać. Dodatkowo napędzał mnie alkohol, którego wypiłem naprawdę dużo. On chciał skrzywdzić Meg, ja chciałem go zabić. Na pewno nie miałbym wyrzutów sumienia. Poczułem, jak ktoś stara się mnie odciągnąć od niego, ale od razu odepchnąłem go od siebie.
- Niall! Wystarczy! Zaraz go zabijesz! – Sam i Josh znaleźli się koło mnie i zablokowali mi wszelkie możliwe ruchy.
- Puśćcie mnie kurwa! – wydarłem się.
- Opanuj się. Spójrz co jej zrobiłeś – Liam kucał przy Maggie, która trzymała się za głowę.
Ja jej coś zrobiłem?
- Tak, to ty. Chciała cię odciągnąć, a ty ją popchnąłeś – odpowiedział na moje nieme pytanie.
Spojrzałem na Briana, który usiłował się podnieść z ziemi, ale z marnym skutkiem. Po raz kolejny poczułem niewyobrażalną złość.
Josh i Sam zorientowali się i wciągnęli mnie do innego pokoju. Wszyscy się na nas gapili, a ja rzucałem im mordercze spojrzenie.
- Nie musicie mnie niańczyć do cholery – warknąłem gapiąc się na chłopaków, którzy mnie trzymali. – Co z Meg?
- Liam zabierze ją do domu.
- Dlaczego on? – Wiedziałem, że jest w porządku, ale to kurwa ja ją tu przywiozłem.
- Ty jesteś pijany i wkurzony. Lepiej ochłoń.
Podziękowałam chłopakowi, który mnie odwiózł do domu i czym
prędzej zamknęłam się w środku. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko właśnie się
stało. Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo mnie zranił. Nie fizycznie, ale
psychicznie. Dlaczego za każdym razem coś musi się stać? Czemu to ja mam tak
cholernego pecha? Pomijając fakt, że był pijany, wkurzony - spał z Gemmą i to mnie dotknęło najbardziej.
Ścierałam swoje łzy, które wciąż nie przestawały lecieć. Głowa bolała mnie
niesamowicie i czułam, że będzie z tego niezły guz. Dziękowałam w duszy za to,
że rodziców nie ma w domu. Wyjęłam z szafy małą torbę podróżną i spakowałam do
niej najpotrzebniejsze rzeczy. Chciałam stąd po prostu uciec. Widziałam, że
Niall prędzej czy później przyjdzie, a ja nie miałam ochoty na jego
towarzystwo, a już tym bardziej na rozmowę z nim. Byłam już tym wszystkim
zmęczona. Kłamstwami, Niallem, Harrym… Musiałam się od tego odciąć. Zostawiłam
rodzicom kartkę, żeby się nie martwili, ale nie zdradziłam im dokąd jadę. Zadzwoniłam
po taksówkę, bo stwierdziłam, że autobus o tej godzinie jest mało bezpiecznym
rozwiązaniem. Wzięłam swoje rzeczy, a z gabinetu ojca zabrałam kluczyk od
naszego małego domku na działce. Kupili go, żeby spędzać tam weekendy, ale i
tak rzadko tam bywali. Nie wiem, czy w ogóle o nim pamiętają, zwłaszcza, że w soboty i niedziele pracują. Mój telefon cały czas dzwonił, ale za każdym
razem odrzucałam połączenie. Niall wysłał mi kilkanaście smsów. Żadnego nie
odczytałam. Zostawiłam komórkę w pokoju i wyszłam. Taksówka akurat parkowała, a
kierowca zaproponował, że weźmie mój bagaż. Byłam wdzięczna rodzicom, że
zapobiegawczo zostawili mi kieszonkowe. Droga
minęła dosyć szybko, ponieważ nie było dużego ruchu. Zapłaciłam
mężczyźnie, a po chwili męczyłam się z zamkiem w drzwiach.
W środku było dosyć brudno, ale lepsze to niż nic. Z nadmiaru wrażeń dzisiejszego dnia i tak bym prędko nie zasnęła, więc postanowiłam posprzątać. Kiedy zerknęłam na zegarek dochodziła już trzecia. Położyłam się na kanapie ze swoją ulubioną książką i całkowicie zatraciłam się w lekturze. To było dla mnie oderwanie się od rzeczywistego świata. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.
W środku było dosyć brudno, ale lepsze to niż nic. Z nadmiaru wrażeń dzisiejszego dnia i tak bym prędko nie zasnęła, więc postanowiłam posprzątać. Kiedy zerknęłam na zegarek dochodziła już trzecia. Położyłam się na kanapie ze swoją ulubioną książką i całkowicie zatraciłam się w lekturze. To było dla mnie oderwanie się od rzeczywistego świata. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.
____________________________________________________________
Cześć Kochani! Przede wszystkim bardzo przepraszamy za to, że tak późno dodałyśmy ten rozdział... Na swoje usprawiedliwienie mamy to, że niedługo są egzaminy gimnazjalne, mnóstwo sprawdzianów, kartkówek i nie wyrabiamy się z tym wszystkim. Mamy nadzieję, że ten rozdział Wam to wynagrodził :)
Następny postaramy się dodać za tydzień, ale jeśli nam się nie uda, to możecie się spodziewać 10 już po egzaminach. Bardzo Wam dziękujmy za wszystkie komentarze! ♥
Love xx
Wera&Asia
Cześć Kochani! Przede wszystkim bardzo przepraszamy za to, że tak późno dodałyśmy ten rozdział... Na swoje usprawiedliwienie mamy to, że niedługo są egzaminy gimnazjalne, mnóstwo sprawdzianów, kartkówek i nie wyrabiamy się z tym wszystkim. Mamy nadzieję, że ten rozdział Wam to wynagrodził :)
Następny postaramy się dodać za tydzień, ale jeśli nam się nie uda, to możecie się spodziewać 10 już po egzaminach. Bardzo Wam dziękujmy za wszystkie komentarze! ♥
Love xx
Wera&Asia

O ja cie!
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się takiego obrotu spraw!! :D
Rozdział świetny!
Pozdrawiam
G xx
KURWA ZAJEBIE NIALLA ZA COŚ TAKIEGO!!!!
OdpowiedzUsuń@swaggyniall69
Powodzenia na testach ^^
OdpowiedzUsuńSama za niedługo pisze więc rozumiem :))
Rozdział cudowny ale Meg wydaj mi się za ciotowata, taka nie nastolatkowa rozumiem że nie powinna się pakować zaraz do łóżka ale powinna raz a porządnie przydzwonic Niallowi w twarz :-)
Najwieksza fanka **
@pamii_love
BOŻE NIALL CO TY ROBISZ IDIOTO!? Rozumiem, że jesteś mężczyzną ale Meg czekała w samochodzie! MASAKREJSZYN! Oby nie wiem Nialler namierzył jakoś Meg i pojechał do tego domku nie wiem...
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle b o s k i. Czekam z niecierpliwością na nexta słoneczka!
@Hazz_You_And_I
http://badsidefanfiction.blogspot.com/
Zajebisty rozdział czekam na next
OdpowiedzUsuńNo nie wierzę. On musi ją znaleźć, bo jak nie to chyba się załamię.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny xx
super rozdział czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńPo 1 Niall dostanie wpierdol -,-'. Po 2. Uuuuuuuuuuuuuu Liam w akcji :D. Ha ha :D. Ale w sumie mówiłam że Niall nie jest święty -,-'. Dla niego lepiej żeby przeprosił Meg -,-'.
OdpowiedzUsuńW sumie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw O.o. Ale i tak czad ^^. / Pojebusek
Prosze dodawaj częściej rozdziały
OdpowiedzUsuńCzekam na next xx
proszę dodaj następny nie mogę się doczekać dalszej części!!!<3<3<3
OdpowiedzUsuń