piątek, 14 marca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się, gdy poczułam jak coś ciężkiego przygniata moje ciało. Niechętnie rozchyliłam powieki, a moim oczom ukazało się umięśnione, wytatuowane ramię. Zaskoczona spojrzałam na  śpiącego Nialla. Co on do cholery robi w moim łóżku?! W dodatku w samych bokserkach! Byłam przerażona. Nie pamiętałam za wiele z wczorajszego wieczora. W głowie miałam mnóstwo scenariuszy tej nocy. Gwałtownie usiadłam na łóżku. Wierciłam się, żeby wydostać się z koca, którym byłam szczelnie owinięta. Spłonęłam rumieńcem, gdy przez przypadek dotknęłam jego męskości.
- Miła pobudka, kochanie. Możesz odrobinę mocniej.
- Niall – jęknęłam zniesmaczona i zawstydzona jednocześnie. – Co ty robisz w moim łóżku? Znów się włamałeś?
Chłopak podparł się na łokciu i spojrzał na mnie wielkimi niebieskimi oczami.
- Włamałem? – prychnął – Chciałaś żebym został. Poza tym, to ty próbowałaś się włamać do mnie. Musiałem cię holować do domu. Twój nowy kolega, Harry poczęstował cię jakimś magicznym proszkiem.
- O czym ty mówisz?
- O tym, że byłaś naćpana. Domyślam się, że sama go nie wzięłaś, więc musiał ci go dosypać.
- Nie zrobiłby tego.
- Nie?! Znam go trochę dłużej niż ty. Nie wyobrażasz sobie do czego jest zdolny.
- Z nim przynajmniej nie kłócę się dzień w dzień. Ty ciągle masz do mnie pretensje. Dlaczego w ogóle cię to obchodzi?
- Nie obchodzi – mruknął pod nosem i wstał z łóżka.
Założył swoje spodnie nawet na mnie nie patrząc.  Zmarszczyłam brwi nie wiedząc, co powinnam teraz zrobić. Nie znam się na relacjach z chłopakami. Nie mam żadnego doświadczenia, ale wiem, że Niall jest szczególnie trudnym przypadkiem. Widać, że nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć. Chce wszystkich zrazić do siebie, żeby trzymali się z daleka. Cóż… pomaga mu w tym wygląd. Jego mięśnie na brzuchu się napięły, kiedy zakładał swoją koszulkę. Bez słowa wyszedł z pokoju rzucając mi tylko zdawkowe spojrzenie. Usłyszałam jak trzaska drzwiami. Po jego wyjściu zrobiło mi się dziwnie nieprzyjemnie. Sama nie wiem dlaczego, po prostu… Prawda była taka, że chciałam żeby został. Zaczynam świrować – pomyślałam i nerwowo przeczesałam włosy. Nadal byłam we wczorajszych ciuchach, więc postanowiłam doprowadzić się do ładu. Wzięłam długą kąpiel i przebrałam się w świeże ubrania. Gdy wychodziłam z łazienki usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Na ekranie pojawiło się imię Lucy, więc z uśmiechem na ustach odebrałam połączenie.
- Halo?
- Cześć Maggie – mogłam wyczuć w jej głosie, że się uśmiecha. – Pamiętasz mnie z imprezy?
- No pewnie, nie da się zapomnieć.
- Masz ochotę gdzieś dziś razem wyskoczyć? Jakieś kino, zakupy, kawa?
- Z chęcią – przytaknęłam od razu.
- Super, to może spotkamy się za godzinę przed centrum handlowym? Wyślę ci adres smsem.
- Mi pasuje.
- To do zobaczenia .
Pożegnałyśmy się i schowałam telefon do kieszeni. Lucy przysłała mi chwilę później adres, więc w Internecie znalazłam trasę. Musiałam niedługo wyjść, żeby zdążyć na autobus. Zgarnęłam swoją torebkę, do której spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu.


Mój dzień nie zaczął się najlepiej. Jak zwykle kurwa się pokłóciliśmy.  Miałem już powoli tego dosyć. Gdyby nie ja, to by się dalej pałętała po nocy naćpana. Założę się, że nawet by nie wpadła na to, że stoi pod niewłaściwymi drzwiami. Wkurzony wszedłem do domu. Mojej matki jeszcze nie było. I dobrze. Przynajmniej nie będzie mnie denerwować – pomyślałem.
Szybko wbiegłem na górę zrzucając z siebie wczorajsze ciuchy. Wszedłem pod prysznic i trochę się uspokoiłem. Chociaż nie. Teraz byłem wkurwiony na Stylesa. Ostrzegałem go, żeby zostawił Meg w spokoju, ale nie posłuchał. Widocznie chce dostać w ryj. Kiedy już się ogarnąłem wyszedłem z domu. Wsiadłem do wozu i od razu ruszyłem w stronę jego bloku. Sam nie wiem dlaczego to robiłem. Nie ze względu na Maggie…  Po prostu powinien przestać zachowywać się jak gówniarz i wtrącać się w nieswoje sprawy. Szybko znalazłem się pod jego mieszkaniem. Wiedziałem, że ma nawyk niezamykania drzwi, więc pewnym krokiem wszedłem do środka.
- Co jest do cholery?! – krzyknął kiedy wychodząc z łazienki owijał się ręcznikiem.
- Jajco – warknąłem. – Co ty odwalasz idioto?! Dosypałeś jej czegoś wczoraj? – Przycisnąłem go do ściany i mierzyłem go groźnym spojrzeniem.
- Mówisz o tej swojej laluni? – prychnął. – Nawet się nie zorientowała, że wypiła aż dwie szklanki.
Jego uśmiech sprawił, że wkurzyłem się jeszcze bardziej. Uderzyłem jego głową o ścianę.
- Naprawdę nie radzę ci tego powtarzać. Odpierdol się od niej. Kolejnego ostrzeżenia nie będzie.
Zapobiegawczo przywaliłem mu jeszcze kilka razy. Biłem tak, żeby jak najbardziej bolało i jak najmniej było widać.
- I naucz się zamykać drzwi. – zabrałem mu jeszcze ścierkę z kuchni i wycierałem sobie nią poranione kłykcie, kiedy wychodziłem z klatki. Wyrzuciłem ją do śmietnika i wsiadłem do samochodu. 
Głośno włączyłem muzykę, aż ludzie, który przechodzili nieopodal krzywo na mnie spojrzeli, ale miałem to w dupie. Ruszyłem z piskiem opon i zdecydowałem się pojechać na siłownie.


Lucy czekała na mnie na przystanku. Czy jej nie drętwieje czasem twarz od ciągłego uśmiechu? Ja pewnie już dawno miałabym zakwasy policzków… Przytuliłam ją na powitanie.
-To gdzie idziemy? Kawiarnia, czy jakieś zakupy? - uradowana patrzyła na mnie wyczekując odpowiedzi.
- Proponuje uczcić udane zakupy lodami – jej nastrój wyraźnie mi się udzielał.
- Jestem za!
Zaczęłyśmy wędrówkę po niezliczonych butikach. Centrum handlowe, w którym się umówiłyśmy było ogromne. Sama nie wiem ile godzin tam spędziłyśmy i ile rzeczy przymierzyłyśmy. Raczej dużo – pomyślałam patrząc na dużą ilość toreb, które leżały na jednym z krzeseł w kawiarni. Wreszcie moje nogi mogły trochę odpocząć. Zamówiłyśmy po pysznym deserze i pogrążyłyśmy się w rozmowie.
- A jak tam po wczorajszej imprezie? – spytała nagle.
- Cóż… dziwnie. Szczerze to nie pamiętam za wiele, odkąd poszłaś do Zayna. Obudziłam się w pokoju… a obok mnie Niall.
- Czekaj… ten Niall?
- Tak. Myślałam, że znów się włamał i bezczelnie wpakował mi się do łóżka, ale upiera się, że mnie tylko odstawił do domu i to ja chciałam, żeby został.  Znów się pokłóciliśmy, ale to nie pierwszy raz zresztą. Uważa, że Harry mi czegoś dosypał do szklanki, ale ja sądzę, że to niemożliwe.
- Maggie, mówiłam ci, żebyś na niego uważała. Nie wierz w to, co mówi. Jeśli masz problem z nim, jako nieproszonym gościem, po prostu powiedz o tym rodzicom. Wymienią zamki, a przy okazji może go zamkną.
- Nie ma dowodów, że to robił. Tylko jego słowo, przeciwko mojemu.
- Nie wiem, co powinnam ci w tej sytuacji poradzić… Po prostu staraj się go unikać, a jeśli on będzie próbował się do ciebie zbliżyć, to powiedz Haremu. Może on coś na to poradzi.
- Chyba się nie lubią – zauważyłam.
- Ta… Kiedyś byli przyjaciółmi. Takimi wiesz, od piaskownicy. Wszędzie łazili razem.
- I co się stało?
- Poszło chyba o Gemmę, siostrę Harrego. Dokładnie nie wiem, bo Zayn  nic mi więcej nie powiedział. Próbowałam kiedyś wypytać Hazzę o to, ale strasznie się wkurzył, więc odpuściłam.
Pokiwałam tylko w zamyśleniu głową. Pamiętam Gemmę z imprezy, kiedy poznałam Nialla. Wydawało mi się, że jej się podoba i próbuje z nim flirtować… Więc chyba nie są pokłóceni. Chyba, że jest jakaś inna Gemma.
- W ogóle uważam, że powinnyśmy się częściej spotykać. Świetnie się bawiłam – blondynka zręcznie zmieniła temat, ale nie przeszkadzało mi to.
- Koniecznie. Ja również – uśmiechnęłam się.
- To jeszcze się spiszemy, co nie?
Energicznie przytaknęłam na jej propozycję. W środku cieszyłam się jak głupia. Tak naprawdę Lucy była jedyną osobą, która chciała mieć ze mną coś wspólnego. W szkole nigdy nie miałam, koleżanek, trzymałam się raczej z boku. Poznanie blondynki było najlepszą rzeczą, która mi się przytrafiła odkąd przeprowadziliśmy się do Londynu.
- To do zobaczenia – cmoknęła mnie w policzek i każda z nas poszła się w swoją stronę.
Jadąc autobusem ciągle myślałam o wydarzeniach wczorajszego wieczora. Niall w moim łóżku. Niall w moim pokoju. Niall, Niall, Niall… Dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć? Zacisnęłam mocno powieki i starałam się przypomnieć cokolwiek. Moment, kiedy tańczyłam z Harrym, podróż taksówką… I ten, kiedy Niall pochylał się nade mną szczelnie owijając kocem. Jego zapach, niebieskie oczy… Nie! Tak! Już wiem! Blondyn nie kłamał… Ale nie byłam pewna, czy ma rację odnośnie Harrego. Nie mogłam w to uwierzyć. Mimo to było mi strasznie głupio, że tak na niego naskoczyłam dziś rano. Niepotrzebnie go oskarżyłam. Szybko zostawiłam swoje zakupy w pokoju, a po chwili stałam już pod jego drzwiami. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, a nogą wystukiwałam nerwowy rytm.  Otworzyła mi Maura, mama Nialla.
- Maggie, kochanie – powitała mnie ciepłym uśmiechem. – Jak miło cię widzieć, wejdź proszę.
- Dzień dobry – weszłam do środka.
- Co cię do mnie sprowadza? Napijesz się czegoś? Może jesteś głodna? Masz takie drobne ciałko.
- Nie, nie, dziękuję bardzo. Właściwie przyszłam do Nialla. Jest może w domu?
- Oh… - zdziwiła się – Tak, jest u siebie w pokoju.
Podziękowałam jej z uśmiechem i wspięłam się po schodach.
Zapukałam grzecznie, ale odpowiedziała mi głucha cisza. Niepewnie uchyliłam drzwi i zobaczyłam chłopaka siedzącego na balkonie z laptopem na kolanach i słuchawkami na uszach. Siedział tyłem do mnie i nadal nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Podeszłam za nim i nieśmiało dotknęłam jego ramienia. Natychmiast zepchnął moją dłoń i ściągnął słuchawki. Nawet się nie odwrócił.
- Ile razy ci mówiłem, żebyś kurwa pukała?
Oh… Jeśli tak się zwraca do swojej mamy, to bardzo jej współczuję.
- Pukałam, ale nie słyszałeś – powiedziałam cicho bojąc się jego reakcji.
Chłopak natychmiast się odwrócił i wstał górując nade mną wzrostem.
- Sorry – mruknął.
- W porządku – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co tu robisz? – jego ton nadal pozostawał nieprzyjemny.
- Przyszłam żeby cię przeprosić. – Jego brwi uniosły się do góry, kiedy zdziwił się tym, co usłyszał. – Za tę dzisiejszą kłótnie. Pamiętam coś z wczoraj i wiem, że mówiłeś prawdę.
- Ciekawa odmiana, skarbie. – Na jego słowa na policzkach zagościł mi rumieniec.
- Jesteś zły?
- Hmm… Nie będę zły, jeśli pójdziesz ze mną na imprezę. Prawdziwą imprezę – nachylił się nade mną powodując, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. – Będzie lepiej, niż u Harrego.
Ton jego głosu całkowicie przejął kontrolę nad moim umysłem i ciałem. Bezwiednie kiwnęłam głową, a na jego twarzy rozciągnął się łobuzerski uśmiech. Mój ulubiony…
- Załóż bikini. Trochę się pomoczymy.
- To gdzie ta impreza?
- Nad jeziorem.
- Tak pod gołym niebem?
Przewrócił oczami.
- Jest lato, więc nie zmarzniesz. Przestań tyle myśleć, mała. Bądź gotowa o 18.
- Zamierzasz pić? – wolałam ewentualnie przygotować się na samodzielny powrót do domu.
- Skąd ten pomysł? Myślałem że pomoczymy stopy, pogramy w szachy, napijemy się źródlanej wody, machniemy parę krzyżówek i wrócimy.
Skrzywiłam się słysząc jego ton przesiąknięty sarkazmem.
- To jak wrócimy?
- Następnego dnia – wzruszył ramionami.
- Okej – rzuciłam chcąc uniknąć dalszych kłótni.
Jeśli tam kursowały autobusy, to mogłam bez problemu wrócić o dowolnej godzinie.
- To do zobaczenia? – spytałam nieśmiało.
- Jasne – puścił mi oczko.
Zerknęłam na niego ostatni raz i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Pożegnałam się z Maurą i wróciłam do siebie. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 17. Zaczęłam się zbierać na tę imprezę, ale sama nie wiem dlaczego to robiłam. Lucy wyraźnie ostrzegała mnie przez Niallem i nie chciała, żebym się z nim zadawała, z drugiej strony coś mnie do niego ciągnęło i po prostu nie mogłam mu odmówić. Nie chciałam. Niezbyt wiedziałam co powinnam ze sobą zabrać. Spakowałam ręcznik, klucze, bluzę i właściwie tylko tyle się zmieściło. Luzem do kieszeni włożyłam pieniądze.
Zdziwiło mnie, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Ubrana zbiegłam na dół.
- Jednak umiesz używać dzwonka – wpuściłam Nialla do środka i dokończyłam się szykować.
Szybko zgarnęłam swoją torbę i zbiegłam na dół związując włosy.  Chłopak klikał coś w swoim telefonie, a gdy mnie zobaczył schował go do kieszeni i odchrząknął.
- Ładne nóżki – powiedział lustrując mnie wzrokiem.
Czy on za każdym razem musi mnie tak zawstydzać?
- Dzięki…
- Jedziemy? – spytał.
Skinęłam głową i zamknęłam drzwi. Niall otworzył mi drzwi do samochodu, co mnie mile zaskoczyło. Podziękowałam i zapięłam pas, kiedy on zajmował miejsce na siedzeniu kierowcy. Zauważyłam jego poranione kłykcie, ale postanowiłam tego nie komentować.
Siedziałam wgnieciona w fotel, kiedy on z zabójczą prędkością wymijał wszystkie samochody.
- Możesz z-zwolnić? – wyjąkałam.
- Nie mów, że się boisz – prychnął, a moje serce stanęło, gdy patrzył na mnie, w ogóle ignorując to, co działo się za przednią szybą.
- To chociaż patrz na drogę – mruknęłam i odwróciłam wzrok.
Zaśmiał się krótko, a żeby mi zrobić na złość jeszcze bardziej przyspieszył, o czym świadczył warkot silnika.  Zachowywał się czasem jak małe dziecko. Chciałam sprawdzić, która jest godzina, kiedy uświadomiłam sobie, że nie wzięłam telefonu.
- Zapomniałam telefonu... Możemy wrócić?
- I stać potem parę godzin w takim korku?  Zapomnij. Wytrzymasz do jutra.
Jak zwykle miły. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy.
Zaparkował swój samochód wśród kilkunastu innych, które stały na polanie. Wygramoliłam się z auta i wzięłam torebkę. Rozejrzałam się dookoła.  Miejsce było niewątpliwie piękne. Las i wyłaniające się zza drzew jezioro. Raczej autobusy tu nie jeżdżą. Parę dobrych minut jechaliśmy leśną dróżką, więc byłam ciekawa ile kilometrów mam do szosy. Tak na wszelki wypadek.
- Niall, ile jest do najbliżej drogi? – spytałam.
- Około trzech kilometrów, czemu pytasz?
- Tak tylko się zastanawiałam… A właściwie to gdzie będziemy spać?
- Jak to gdzie? W namiocie. – Na potwierdzenie moich słów wyciągnął z bagażnika dużą torbę.
- Czemu mi nie powiedziałeś wcześniej? Nie wzięłam swojego.
- Bo nie pytałaś. Jak ładnie poprosisz, to pozwolę ci spać w moim – mrugnął do mnie.
- Fajnie – mruknęłam w odpowiedzi i nie czekając na niego, ruszyłam w stronę plaży.
Znalazłam jakiś wolny skrawek piasku, między namiotami innych osób. Cały teren oświetlały reflektory aut i rozpalone niedaleko ognisko. Atmosfera była naprawdę miła. Podobała mi się nawet muzyka, którą ktoś puścił z samochodu. Wyjęłam z torby ręcznik i rozłożyłam go. Odłożyłam tam swoje rzeczy i zdjęłam z siebie ubrania. Włożyłam je do torby i poszłam do wody. Była chłodna, więc trochę mi zajęło, zanim zdecydowałam się zanurzyć cała. Zauroczona wpatrywałam się w zachodzące słońce, kiedy poczułam parę rąk na swojej talii.
Poczułam jak jego dotyk pali moją skórę, ale w przyjemny sposób.
- Podoba ci się? – szepnął mi do ucha, przez co moje serce zaczęło wybijać szaleńczy rytm.
- Ładny widok – przytaknęłam.
- Wiesz… powinnaś częściej pokazywać swoje ciałko. Jest idealne – dużymi dłońmi przejechał po moim brzuchu. Odgarnął zabłąkany kosmyk włosów z mojego ramienia i złożył na nim delikatny pocałunek. Odwrócił mnie twarzą do siebie, żeby spojrzeć mi w oczy. Nieświadomie rozchyliłam usta, kiedy powoli się nade mną pochylał. Gwałtownie je zamknęłam i spuściłam głowę. Nie obeszło się oczywiście bez rumieńca, który gościł już na moich policzkach.
- Przepraszam – bąknęłam i odsunęłam się od niego.
Nic nie odpowiedział, więc uznałam, że lepiej będzie jak zejdę mu z drogi. Tak też zrobiłam. Zmarszczyłam brwi, kiedy zobaczyłam, że na piasku leży tylko mój ręcznik.  Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie było mojej torby. Super! Jestem w lesie, nie znam tu nikogo oprócz Nialla, nie mam telefonu i właśnie ktoś ukradł mi torbę, w której miałam pieniądze i ubrania. Gorzej nie będzie. Owinęłam się ręcznikiem i niezbyt wiedziałam , co powinnam zrobić.
Zdaje się, że utknęłam tu do jutra – pomyślałam.  I w dodatku czeka  mnie noc pod gołym niebem, bo wątpię, że uda mi się znaleźć namiot Nialla, a nawet jeśli to pewnie i tak nie wpuściłby mnie do środka. Chodziłam tak bez celu dłuższy czas. Wszyscy pili, śmiali się, a mi chciało się wyć.
Tak, Niall. To naprawdę świetna impreza. Może nie miałam zbytnio porównania, ale zdecydowanie nie zamierzałam jej zaliczyć do najlepszych. Wręcz przeciwnie. Było mi cholernie smutno. Zaciągnął mnie tu i kompletnie olał. No… może nie zaciągnął. W końcu sama chciałam tu przyjechać, ale to nie zmienia faktu, że zachował się jak dupek. Dobrze wiedział, że nie znam tu nikogo. Ale co go to obchodzi? Żył własnym życiem i ma gdzieś innych.  Szkoda tylko że zostałam w samym ręczniku, bez jakichkolwiek rzeczy. Nie wiedziałam gdzie się podziać. Otaczała mnie duża grupa ludzi, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nic nowego. Szłam brzegiem jeziora. Cała impreza została kawałek za mną. Weszłam na drewniany pomost, który skrzypiał z każdym moim krokiem. Tu było znacznie ciszej. Mogłam usłyszeć swoje myśli i dać upust tym wszystkim emocjom. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je ramionami. Łzy zaczęły niekontrolowanie spływać po moich policzkach. Nie miałam siły ich nawet powstrzymywać. Każdy musi się czasem wypłakać, prawda? Sama nie wiem ile czasu tam tak przesiedziałam. Godzinę, dwie, może nawet więcej…


Zdziwiłem się jak jasna cholera, kiedy opuściła głowę unikając pocałunku. Bąknęła ciche przepraszam, a ja się nie odezwałem. Bo i niby co miałem powiedzieć? Minęła mnie i zaczęła wychodzić z wody. Popływałem trochę i sam wyszedłem. Wytarłem się i założyłem spodenki i koszulkę.
- Niall, stary! Chodź pić – Josh znalazł się przy mnie i podał mi kubek z piwem.
- Dzięki – mruknąłem w odpowiedzi.
- Co ty taki nie w humorze? Impreza jest. – Idiotyczny uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Nawet nie pytaj. – Jednym łykiem opróżniłem cały kubek i oblizałem usta. - Masz tego więcej?
- Piwo, wódka, znajdzie się też coś lepszego – poruszał wymownie brwiami i wyjął skręta z kieszeni.
- To rozumiem – uśmiechnąłem się i wziąłem go od niego podpalając.
Zaciągnąłem się dymem i powoli wypuściłem go ze swoich ust.
- Niezłe.
- Pewnie, że niezłe. Najlepszy towar w mieście.
- Hej przystojniaku, tańczysz? – Koło nas stanęła wysoka blondynka.
Miała na oko tyle samo lat co ja. Ciałko miała niczego sobie, na gębie też niebrzydka.
- Jasne – odpowiedziałem dopalając skręta. – Widzimy się potem – rzuciłem do Josha i objąłem blondynkę ramieniem. Weszliśmy w tańczący tłum. Zarzuciła mi swoje ręce na szyje i przysunęła się blisko. Miałem niezły widok na jej dekolt. Zaczęła całować moją szyję, kiedy ja ścisnąłem jej tyłek.
- Nie rób tak – warknąłem, kiedy próbowała zassać moją skórę i zrobić mi malinkę.
Zaskoczył ją mój gniewny ton, ale widać, że jej się to spodobało, bo jej źrenice się poszerzyły.
Przywarła do moich ust. Całowała nieźle, chociaż wolałem, żeby na jej miejscu stała Maggie. Kurwa, o czym ja myślę?! Mieliśmy szybki, niezobowiązujący numerek. Wypiłem jeszcze kilka piw, ale wcale nie czułem się pijany. Zerknąłem na zegarek. Było już po 2 w nocy. Późno…  Ciekawe tylko gdzie jest ta sierota. Rozejrzałem się dookoła i zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę może być wszędzie.
Jak na zawołanie wszyscy jęknęli i zaczęli chować się do swoich namiotów. Dopiero po chwili zorientowałem się, że pada. Deszcz z każdą chwilą wzbierał na sile, ale nie przeszkadzało mi to. Lubiłem taką pogodę. Przeszedłem jeszcze brzegiem jeziora i zobaczyłem ją. Siedziała skulona na pomoście w samym ręczniku. Cała przemoczona. Czemu się kurwa nie ubierze? Wieczór był chłodny. Ale to jej sprawa.
 - Nie jest ci zimno? – słysząc mój głos podskoczyła.
- Trochę – stałem za nią, więc nie mogłem zobaczyć wyrazu jej twarzy.
- Chcesz się już położyć czy coś?
Nie odpowiedziała mi. Dalej siedziała z kolanami pod brodą ignorując mnie i deszcz. O co jej chodzi?
- Co jest? – usiadłem obok niej i zobaczyłem jak jej warga drży, a oczy ma czerwone. Płakała?
- Nic – uparcie wpatrywała się przed siebie.
- Powiedz mi – uparłem się.
- Co mam ci powiedzieć? Wiesz jak się teraz czuję? Zostawiłeś mnie praktycznie samą sobie. Dzięki za taką imprezę.
- Przecież to ty sobie poszłaś. Miałem cię gonić?
- Nie gonić. Tylko… właściwie czemu mam ci to tłumaczyć? Pewnie i tak nie zrozumiesz.
- Tak myślisz? – starałem się jakoś powstrzymać przed  wybuchem złości.
- Wiem to…
- Dobra… przepraszam, zadowolona?
- Nie przepraszaj, bo to tylko puste słowa.
- Wcale nie – zaprzeczyłem, choć wiedziałem, że miała racje.
- To za co mnie przepraszasz?
- Za… za to, że zabrałem cię tu i zostawiłem samą sobie. Mówiłem, że będziesz się świetnie bawić, a wcale tak nie jest.
- No nie jest…
- Jest już późno, więc może jednak chcesz się położyć? – ponowiłem swoje  pytanie.
- Nie mam namiotu.
- Przecież nie dałbym ci spać na dworze, poza tym pada deszcz i jest chłodno.
Spojrzała na mnie, a mokre pasemka  włosów przykleiły się jej do twarzy.
-Chodź – powiedziałem i wziąłem ją za rękę podnosząc do góry.
Była zimna. Gdy weszliśmy do namiotu podałem jej swoją bluzę, którą od razu na siebie włożyła.
- Gdzie masz swoje rzeczy? – spytałem wycierając mokre włosy ręcznikiem.
- Nie wiem… Ktoś je ukradł. Jak wyszłam z wody już ich nie było.
- Dużo rzeczy tam miałaś?
- Nie bardzo. Tylko ubrania, pieniądze… no i klucze do domu.
Cholera. Dobra, jutro się tym zajmę. Może uda mi się jakoś dorwać gnoja i odzyskać jej rzeczy.
- Cała się trzęsiesz – zauważyłem – Trzymaj, przykryj się – podałem jej śpiwór.
Nie będę ukrywał, że przygotowałem się na wspólną noc w namiocie.
- Dzięki – ułożyła się wygodnie i głośno ziewnęła.
Ściągnąłem z ciebie przemoczoną koszulkę. Uśmiechnąłem się do niej, kiedy nakryłem ją na gapieniu się na mnie. Była słodka, gdy się rumieniła.
- Czemu masz tak dużo tatuaży? – spytała nagle.
- Nie wiem… Podobają mi się, lubię je. – wzruszyłem ramionami.
- To boli?
- Zależy. Jednych boli drugich prawie wcale.
- A ciebie?
- Czasami. Jeszcze jakieś pytania?
- Na razie żadnych – uśmiechnęła się, a w jej policzkach pojawiły się małe dołeczki.
- To śpij, skarbie.
Objąłem ją i słuchałem jak jej oddech stawał się miarowy i spokojny. Zasnęła.



_______________________________________________________________
Cześć! :) Przede wszystkim chciałyśmy podziękować wszystkim za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem! Wiedzcie, że każde, nawet najkrótsze słowo wiele dla nas znaczy ♥
Jest już ponad 1100 wyświetleń! DUŻE WOW! Mamy nadzieję, że ten rozdział się Wam podobał, bo bardzo się przy nim napracowałyśmy i chciałyśmy, żeby wyszedł jak najlepiej :)
Kolejny rozdział planujemy dodać w poniedziałek! Love ya! ♥
Wera&Asia. 

13 komentarzy:

  1. Jeju cudowny *-* Niall taki słodki dla niej ♥
    @zerrie__love1

    OdpowiedzUsuń
  2. HOLY SHIT! Czekam na nexta, i zapraszam do siebie ;) http://badsidefanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega Mega:)))
    Nie ma słów żeby je określić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww ♥ Strasznie nam miło :) Mamy nadzieję, że następny rozdział spodoba się jeszcze bardziej :)

      Usuń
  4. Wasze fanfiction jest cudowne *.*

    Kocham Go i z niecierpliwością czekam na nowe rozdziały ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! :) Każdy komentarz dużo dla nas znaczy ♥

      Usuń
  5. Kooooooooooooocham was ten blog jest geeeeeeenialny love love love :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Co chwile sprawdzam czy jest nowa notka :D Dodawajcie szybko!
    A tak btw, to piszecie we dwie? tak razem, czy jak to jest? Jestem strasznie ciekawa jak to u was wyglada i wgl. :)
    No i cudny blog!! *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę zakręcone :) Bloga prowadzimy razem :) Wymyślamy akcje które ja potem rozpisuje :) Asia zajmuje się częścią "artystyczną" :) Stroje bohaterów, wystrój bloga :) No i dziękujemy za miłe słowo :)

      Usuń
  7. Ooooooooo .... Niall pod koniec był taki słodki *.*. Mam pytanko ... Jak przerabiacie te zdjęcia ... Znaczy na czym ... ???. /Pojebusek

    OdpowiedzUsuń