poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 10

Przepraszamy za tak długą nieobecność! Teraz już rozdziały będą pojawiały się regularnie! Zachęcamy do komentowania! Wera&Asia
Przeczytajcie NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM! ♥



Cieszyłam się swobodą i ciszą, która panowała  w tym miejscu. Wreszcie czułam się tak jak dawniej, przed przeprowadzką. Nikt nie zawracał mi głowy, z nikim nie musiałam się kłócić… Było po prostu cudownie. Udało mi się nawet zrobić zakupy w małym sklepie niedaleko, więc spokojnie mogłam tam zostać kilka dni. Korzystając  ze słonecznej pogody wyjęłam leżak ,i ustawiłam go w ogrodzie. Miałam nadzieję, że popołudniowy relaks pomoże mi zapomnieć o wydarzeniach minionej nocy, ale niestety się myliłam. Mimo tego, że bardzo chciałam, nie potrafiłam wyrzucić tych obrazów z mojej głowy. Pocałunek z Niallem. Potem Niall uprawiający seks z Gemmą. Niall bijący pijanego  chłopaka. Niall, który mnie popchnął. Niall, Niall, Niall… To imię prześladowało mnie już od dłuższego czasu. Zranił mnie. Po raz kolejny pokazał, że wszystko co mówi to tylko puste słowa. Nic dla niego nie znaczyłam, byłam tylko kolejną zabawką. Mogłam to przewidzieć, mogłam posłuchać Maggie, ale to było silniejsze ode mnie. Jego urok sprawił, że nie mogłam się temu oprzeć, ale nie mogę też zrzucić całej winy na niego. W końcu sama chciałam spędzić z nim ten dzień… Zastanawiałam się co teraz robi. Czy odsypia wczorajszą imprezę, może bawi się gdzieś indziej, czy myśli o mnie. To ostatnie wydawało mi się mało prawdopodobne. Tę myśl narzucała mi raczej moja podświadomość, która chciałaby, żeby tak było.
- Meg? Meg, jesteś tu? – męski głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie zobaczyłam.
To kolejny wybryk mojej wyobraźni – pomyślałam i z powrotem zamknęłam oczy rozkoszując się ciepłym dniem.
- Maggie, wpuść mnie. – Tym razem głos był bardziej donośny, a ja rozpoznałam w nim charakterystyczną chrypę. Harry.
W jednym momencie poczułam jak moje mięśnie sztywnieją. Cała zastygłam nie wiedząc, co zrobić. Jak mnie tu znalazł? Już wyszedł z aresztu? Dlaczego tu przyszedł? Tysiąc pytań kłębiło się w mojej głowie, ale wiedziałam, że tylko Harry może udzielić mi na nie odpowiedzi.
Chłopak stał przed bramą i opierał się o furtkę czekając, aż mu otworzę. Był ubrany w czarne spodnie i bluzę tego samego koloru. Kilka loków wystawało mu spod kaptura. Właściwie wyglądał zwyczajnie… Zwyczajnie, ale mimo to lepiej, niż ktokolwiek w takim stroju.
- Co tu robisz? – pytanie wymsknęło się w moich ust, zanim zdążyłam to przemyśleć.
- Stoję i czekam, aż mnie wpuścisz – odpowiedział spokojnie.
Stałam jak głupia i gapiłam się na niego. W środku walczyłam sama ze sobą. Wpuścić go czy nie? Zabrała go policja. Znaleźli narkotyki, ale zawsze był miły. Okłamał mnie, ale nigdy nie skrzywdził. Otworzyłam mu furtkę i pozwoliłam, żeby wszedł.
- Wypuścili cię? Tak szybko? – zadałam kolejne pytanie.
- Zayn wpłacił za mnie kaucję.
- Dlaczego Harry? Dlaczego mnie okłamałeś i miałeś te narkotyki przy sobie?
- Nie były moje. Mówiłem ci, że ktoś mi je podrzucił. To pewnie Niall.
- Nie złapałeś go na tym, a ten policjant mówił, że już raz cię za to złapali.
- To było trzy lata temu – wyjaśnił. – Byłem gówniarzem, który chciał sobie dorobić. Teraz jestem czysty i nie bawię się w to gówno.
- Nie wiem czy mogę ci wierzyć po tym wszystkim.  W ogóle jak mnie tu znalazłeś?
- Byłem wczoraj wieczorem pod twoim domem. Nikogo nie było, więc czekałem w samochodzie. Wyglądałaś wczoraj na smutną, złą, nie wiem bo było ciemno. Wolałem poczekać, aż się uspokoisz. Dojechałem za taksówką aż tutaj. Musiałem z tobą porozmawiać, bo nie chciałem, żebyś wierzyła w to wszystko. Chcę żebyś mi ufała.
Wszystko  co mówił zdawało się mieć sens.
- Dlaczego tu jesteś? Czemu nie spałaś w domu? – teraz to on zadawał pytania
- Ja... – zawahałam się. – Po prostu potrzebowałam pobyć trochę sama, to wszystko.
- Nie umiesz kłamać Maggie – wywrócił oczami. – Chodzi o Nialla?
- Tak. Nie. Może – sama już plątałam się w swoich zeznaniach.
- Wiesz przecież, że możesz mi powiedzieć.
- Gdybym ci powiedziała to pewnie znów zaczęłabym beczeć, a ty byś się zdenerwował i nic dobrego by z tego nie wyszło.
-Ale jeśli mi powiesz, to zrobi ci się lżej, a ja będę miał kolejny powód, żeby nienawidzić Nialla – nie dawał za wygraną.
Westchnęłam. Nie wiedziałam nawet od czego powinnam zacząć. Starałam się tak dobrać słowa, żeby wszystko miało sens.
- Wczoraj spędziłam dzień z Niallem. Naprawdę było miło do momentu, w którym pojechaliśmy na jakąś imprezę. Właściwie to on pojechał. Ja siedziałam w samochodzie i nudziłam się jak mops… Potem nakryłam jego i jakąś dziewczynę razem w łóżku, a… - zawahałam się niepewna, czy ominąć jeden szczegół.
- Co? – dopytał.
- To była twoja siostra – dokończyłam nie patrząc na niego.
Poczułam , że atmosfera robi się bardziej napięta, ale Harry w żaden sposób nie skomentował tego, co właśnie mu powiedziałam.
- Co było dalej?
- Pobił jakiegoś chłopaka… Popchnął mnie. Zachowywał się tak jakby nie był sobą. Jak w transie. Bałam się go. Nie chciałam, żeby do mnie przyszedł, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, dlatego przyjechałam tutaj – wyjaśniłam,  a mój głos zaczął się trząść.
- Dobrze zrobiłaś, Maggie.




Obudziłem się z cholernym bólem głowy. Alkohol który wczoraj wypiłem zamienił się w wielkiego kaca. Szkoda tylko, że dobrze pamiętałem wydarzenia z poprzedniej nocy. Za dobrze. Już wczoraj chciałem pobiec za Maggie, ale chłopaki mnie powstrzymali i kazali ochłonąć. W sumie to może i lepiej, bo tak tylko pogorszyłbym sprawę. Po d prysznicem układałem sobie wszystko co jej powiem, gdy do niej pojadę. Jak ją przeproszę za to wszystko. Kurwa. Nigdy nie byłem w tym dobry. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem potrzeby przepraszania kogokolwiek dopóki nie pojawiła się ona. Kiedy zobaczyłem w lustrze, że wyglądam jak człowiek, podszedłem pod jej dom. Znowu. Natarczywie wciskałem dzwonek, który coraz bardziej irytował mnie swoją wysoką melodyjką. Po chwili straciłem cierpliwość i zacząłem w nie walić. Zawiasy nieprzyjemnie skrzypiały. To cud, że ich nie wyważyłem. Widziałem jak nasza wścibska sąsiadka uważnie przygląda  się całej sytuacji. Walczyłem z chęcią pokazania jej środkowego palca i wykrzyczenia paru miłych słów. Znałem ją już kilka lat i wiedziałem, że jest w stanie nasłać na mnie psy z byle powodu. To mi teraz nie było potrzebne.
- Tam nie ma nikogo! – krzyknęła do mnie z drugiej strony ulicy.
- Jak to? – spytałem licząc na to, że udzieli mi więcej informacji. W końcu cały dzień siedzi bezczynnie na tarasie i patroluje okolicę. Wścibskie babsko.
- Ci państwo jeszcze nie wrócili, a w nocy widziałam tę małą jak wsiadała do taksówki i gdzieś pojechała. Kto to widział, żeby tak się włóczyć  po nocy? Te nastolatki… tylko jedno im w głowie – pokręciła głową. – W dodatku szwendał się tu wczoraj jakiś podejrzany typ. Wyglądał jak kryminalista i cały czas zaglądał tam do okien. Już miałam dzwonić na policję…
Gdzie do cholery mogła pojechać Maggie?! I kto był wczoraj pod jej domem?! Jeśli to ten skurwiel Styles… Jeśli jej coś zrobił to przysięgam, że powyrywam mu nogi z dupy.
Skinąłem głową w stronę sąsiadki i szybkim krokiem  wróciłem do siebie. Od razu wyciągnąłem telefon i wybrałem numer, który mnie interesował.
- Halo? – usłyszałem w słuchawce zaspany głos Josha.
- Zbieraj dupę w troki, pakuj sprzęt i przyjeżdżaj do mnie – rzuciłem zniecierpliwiony.
- Niall? Wiesz która jest godzina? Daj ludziom w spokoju odsypiać imprezę – jęknął.
- Przestań pierdolić – warknąłem. – Masz dwadzieścia minut, żeby tu być – powiedziałem po czym się rozłączyłem.
Miałem nadzieję, że nie nawali i mi pomoże. Właściwie zawsze mogłem na niego liczyć, zresztą na innych chłopaków też. Josh zjawił się punktualnie, ale te minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność. A przecież w ogóle nie powinno mnie  interesować gdzie ona jest i co się z nią dzieje. Poczucie winy było cholerne przytłaczające, a  ta niepewność co się z nią dzieje tylko zaostrzała sprawę.
- Wyjaśnisz mi co było tak ważnego, że mnie tu ściągnąłeś? – spytał rozkładając na stoliku sprzęt który miał.
- Musisz mi pomóc namierzyć jeden numer.
- Co, nie spytałeś chętnej panny o adres, a teraz ona nie odbiera? – zażartował, ale mi wcale nie było do śmiechu. Widząc moją niezadowoloną minę natychmiast się ogarnął.
- Zapisz numer – podyktowałem mu szereg cyfr, a on od razu wklepał go w komputer.
- Masz szczęście – powiedział. – Numer jest aktywny, więc bez problemu go namierzę.
- Ile to potrwa?
- Chwilę… 
Na komputerze pojawiła się mapa Anglii, która w szybkim tempie była przeszukiwana w poszukiwaniu sygnału z komórki Maggie.
- I co? – spytałem.
- Jeszcze chwila. Ciągle się namierza…
- Ile można?
- Cierpliwości. Mieszkamy w Londynie. Tu jest srylion telefonów. To trochę zajmie.
Jego oczy uważnie skanowały ekran laptopa, a ja z każdą chwilą coraz bardziej się nakręcałem.
- Mam sygnał. Pochodzi… z domu obok? – spojrzał na mnie.
- Kurwa. Zostawiła telefon.
To było trudniejsze niż myślałem.
- Mówisz o Maggie? Tej dziewczynie z wczoraj?
Pokiwałem głową nie chcąc dalej drążyć tematu.
- Namierz mi jeszcze numer do Stylesa.
- Co? Po co ci to? Przecież on siedzi.
- Obawiam się, że już nie. Sprawdź go.
- Okej, jak uważasz.
Znów nastąpił ten cholernie długi proces namierzania numeru. Liczyłem na to,  że nie jest z Meg, chociaż z drugiej strony, jeśli byłby z nią, to wtedy bym ją znalazł.
- Styles jest w jakimś Enfield. Dziwne… nigdy się nie chwalił, że ma tam jakąś metę.
- Bo to nie jego. Masz dokładny adres?
Zapisał mi coś na kartce.
- Trzymaj.
- Dzięki. Muszę jechać.
- Jasne, dzwoń jakbyś jeszcze czegoś potrzebował.
Skinąłem głową i razem wyszliśmy z domu. Od razu wsiadłem do samochodu i pojechałem pod adres, który dostałem. Nigdy bym nie pomyślał, że Meg mogłaby uciec aż tam i to wszystko kurwa przez mnie. Jechałem chyba jeszcze szybciej niż zazwyczaj. GPS doprowadził mnie do małego domku działkowego. Zacisnąłem mocno pięści na kierownicy, gdy zobaczyłem na podjeździe samochód Harrego. Wiedziałem, że tu był, ale i tak mnie to wkurwiło.
Wysiadłem z auta i od razu zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi Maggie.
- Co ty sobie do cholery wyobrażasz? Myślisz, że możesz tak bez słowa znikać? Szukałem cię cały dzień Maggie. Twoi rodzice wiedzą gdzie jesteś? To było kurewsko dziecinne – może niepotrzebnie naskoczyłem na nią tak na wejściu, ale nie mogłem się powstrzymać. Czy ona nie rozumiała, że się o nią martwiłem? Mogło jej się coś stać.
- Nie wrzeszcz na mnie, Niall – odpowiedziała czując nagły przypływ odwagi, kiedy za jej plecami pojawił się Styles. – Nie masz prawa się tu zjawiać i na mnie krzyczeć! Nie możesz mnie pouczać! Mam cię dosyć! Ciągle tylko sprawiasz, że płaczę i jestem zdenerwowana. Jesteś w ogromnym błędzie, jeśli myślisz, że po tym wszystkim wystarczy, że przyjedziesz, a ja rzucę ci się w ramiona. Nie wiem dlaczego mnie tak traktujesz, ale to cholernie upokarzające. Nie będę się na to godzić.
- Możesz nas zostawić samych? – spojrzałem na Harrego licząc na to, że raczy posłuchać.
- Jest okej – Maggie dała mu znać, że może odejść. Tak jakby był jakimś jej ochroniarzem.
-  Wiem kurwa… wiem, że nawaliłem tak samo jak to, że na to nie zasłużyłaś. Ale byłem wtedy pijany i zjarany.  Nie wiedziałem co robię. Seks z Gemmą nic dla mnie nie znaczył. Nie to co nasz pocałunek wtedy, w lesie. Kiedy zobaczyłem jak Brian się do ciebie dobiera, nie byłem w stanie nad sobą zapanować. Wpadłem w furię i pewnie gdyby nie chłopaki, to już by nie żył – skrzywiła się na moje słowa. Od rana dobijałem się do ciebie do domu… Chcę, żebyś mi wybaczyła… Proszę – zdawałem sobie sprawę, że brzmię trochę jak szczeniak, ale w tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Liczyło się tylko to, żeby mi wybaczyła i znów zaufała.
- Który to już raz, Niall? Ile razy można komuś dawać ostatnią szansę?
- Tym razem tego nie spieprzę.
- To tylko kwestia czasu.
- Meg… Nie chciałem cię skrzywdzić – dodałem przypominając sobie o jej rozciętej głowie. Uniosłem rękę i pogłaskałem ją po policzku. Ucieszyłem się, gdy nie zrzuciła mojej dłoni. – Nigdy bym cię nie skrzywdził. A już na pewno nie celowo.
- Wiem to… ale tu nie chodzi o to, tylko o to, że nie chcę być twoją zabawką. Rozrywką na ten czas, kiedy nie masz nikogo innego.
- Nie jesteś żadną zabawką – zaprzeczyłem. Przecież podobało ci się, gdy byliśmy razem w lesie.
- Właśnie, więc dlaczego nie możesz się tak zachowywać cały czas? Czemu co chwilę zmieniasz zdanie?
- Daj mi to naprawić.
Sam nie wierzyłem w to, co mówię. Ale ta mała, drobna i na ogół niepozorna dziewczyna przewróciła moje życie do góry nogami. I to dla niej chciałem się zmienić.
- Zabiorę cię gdzieś w piątek, dobra? Potraktuj to jako randkę. Nie pożałujesz.
Westchnęła, ale na jej twarzy pojawił się znikomy uśmiech.
- To do piątku – powiedziała.
Pokiwałem głową i pocałowałem ją w czoło. Zamknęła drzwi, a ja wróciłem do samochodu.
Nie chciałem zostawiać jej samej z Harrym, ale wiedziałem, że nie byłaby zadowolona, jeśli bym go stamtąd wyrzucił. Wybrałem numer do Liama, który odebrał po kilku sygnałach.
- Co jest Nialler?
- Potrzebuje kogoś, żeby miał oko na Harrego. Siedzi u Maggie w Enfield. Możesz kogoś podesłać? Najlepiej tego, kogo Styles nie zna. Nie chcę żeby się zorientował.
- Da się załatwić. Wyślij mi adres smsem.
- Jasne, dzięki – rozłączyłem się i od razu wysłałem mu wiadomość.





Piątek przyszedł szybciej, niż się spodziewałam. Nadal nie byłam do końca pewna, co do tej randki z Niallem, ale teraz było za późno, ze ją odwołać. W życiu bym nie pomyślała, że mógłby się tak zachować. Szukał mnie, przepraszał… zupełnie jak nie ten Niall, którego znam. Zdecydowałam dać mu tę ostatnią szansę. Chyba każdy na nią zasługuję. Do domu wróciłam dwa dni temu. Właściwie pobyt w Enfield dobrze mi zrobił. Odpoczęłam od miejskiego zgiełku. Wyjaśniłam też wszystkie sprawy z Harrym. Lucy miała wrócić dopiero w przyszłym tygodniu. Tęskniłam za nią. Brakowało mi jej uśmiechu, świetnego poczucia humoru, tych wielkich niebieskich oczu. Przydałaby się na pewno teraz, kiedy wybierałam strój na wyjście z Niallem. W końcu zdecydowałam się na sukienkę.
Trudno, najwyżej będę tego żałować – pomyślałam.
Wzięłam swoją torebkę i zeszłam na dół w tym samym czasie, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Cześć skarbie – chłopak prezentował się naprawdę dobrze. Rzadko miałam okazję widzieć go w koszuli, ale zdecydowanie mu to pasowało. Nawet mimo licznych tatuaży i kolczyków.
Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Wyglądasz cholernie dobrze w tej sukience. Powinnaś częściej ją nosić – zamruczał mi do ucha, po czym złożył na jego płatku delikatny pocałunek. – Ale wiem, że jeszcze lepiej wyglądałabyś bez niczego. – Czyżby wracał bezpośredni Niall? – Ale na wszystko przyjdzie czas – puścił mi oczko i splótł nasze palce razem. Miły dreszcz przeszedł przez moje ciało.
Cisza, która panowała w samochodzie nie była niezręczna. Niall cały czas trzymał rękę na moim kolanie i kciukiem kreślił na nim kółka. Otworzył mi drzwi, kiedy zaparkował pod restauracją.
Czułam się trochę jak w innej bajce. Nie mogłam wyobrazić sobie Nialla w takim miejscu. Siebie zresztą też. Chłopak poprosił o stolik w ustronnym miejscu, aby nikt nam nie przeszkadzał.
- Jednak potrafisz być dżentelmenem – uśmiechnęłam się do niego, kiedy odsunął mi krzesło.
Odpowiedział mi łobuzerskim uśmiechem i zajął miejsce naprzeciwko.
- Na co masz ochotę? – spytał przeglądając kartkę.
- Hmm może na potrawkę z kurczaka.
Niall zamówił dla nas dania i czekaliśmy, aż je nam, podadzą.
- Zastanawiam się czy to był dobry pomysł zabierać cię tutaj – odezwał się po chwili?
- Słucham?  - Nie wiedziałam jak mam to odebrać. Żałował, że przyszedł ze mną, wstydził się mnie?
- Po prostu każdy facet tutaj gapi się na ciebie i mogę się założyć , że większość z nich o tobie fantazjuje.
-Niall – skarciłam go  rumieniąc się, choć nie ukrywam, że jego słowa były poniekąd komplementem.
- No co? Nie chcę, żeby inni się na ciebie gapili. Chciałbym, żebyś była tylko moja – przysunął swoje krzesło bliżej mojego i pochylił się składając na mojej szyi pocałunki.
- T-to chyba nie jest dobre miejsce – wyjąkałam czując ciarki spowodowane jego dotykiem. Poczułam chłód metalowego kolczyka i natychmiast przygryzłam wargę.
- Przepraszam, państwa zamówienie – kelner wydawał się nieco zawstydzony, kiedy podszedł do naszego stolika.
Niall odchrząknął znacząco i wrócił na swoje dawne miejsce.
- Smakuje c? – spytał.
- Jest pyszne, a jak twoje?
- Sama oceń – nabrał trochę jedzenia na widelec i nakazał mi otworzyć buzię.
Czułam się trochę jak małe dziecko karmione przez rodzica, ale w wykonaniu Nialla wszystko i tak miało inne znaczenie.
- Ostre – powiedziałam sięgając po szklankę wody. Nie wiem jak on to mógł jeść bez popijania. Chłopak zaśmiał się, ale nic więcej nie powiedział.
- Masz ochotę na deser? – spytał, kiedy skończyliśmy jeść.
- Nie, dziękuję. Już pękam – odpowiedziałam, na co wywrócił oczami.
Na dworze zrobiło się zdecydowanie chłodniej. Wiał silny wiatr, a powietrze było mroźne. Niall zauważył to i okrył mnie swoją marynarką, za co mu podziękowałam. Kim jest ten chłopak i co zrobił z Niallem?!
- Twoi rodzice są w domu? – odezwał się kiedy zwinnie mijał wszystkie samochody na drodze.
- Tak, czemu pytasz?
- W takim razie jedziemy do mnie – odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się łobuzersko. Tak jak lubiłam najbardziej. Cieszyłam się, że nie musimy się jeszcze rozstawać. W domu Nialla panowały egipskie ciemności, więc obstawiałam, że jego mama znów jest w pracy. Chłopak zdjął w przedpokoju marynarkę z moich ramion i przytulając moje plecy do swojego torsu zaczął całować moją szyję.
- Chcę, żebyś poczuła się dobrze, Maggie…





CHCIAŁABYM WAS PROSIĆ O JEDNĄ MAŁĄ PRZYSŁUGĘ. ASIA - JEDNA Z AUTOREK MA DZIŚ KIEPSKI HUMOR I CHCIAŁABYM DLA NIEJ ZROBIĆ MAŁĄ AKCJĘ. WYSTARCZY POD HASHTAGIEM  #WASIA NAPISAĆ DO NIEJ COŚ MIŁEGO (NP. UŚMIECHNIJ SIĘ! ;) ) I OZNACZYĆ JĄ @PAZASIA ! Z GÓRY DZIĘKUJĘ! ♥ - WERA 


DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE MIŁE WIADOMOŚCI :) KOCHAM WAS - ASIA ♥

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 9

Uwaga!
Rozdział zawiera treści wulgarne i erotyczne, przeznaczone dla osób... a zresztą wiecie :D 


Obudziłem się jakoś po jedenastej. Późno wczoraj wróciłem od Maggie, więc musiałem odespać. Jej starzy uparli się, żebym został, co było mi na rękę, bo mogłem być bliżej niej. Cholera, co się ze mną dzieje?! Na pewno nic dobrego. Usiadłem na łóżku i przetarłem zaspane oczy. Odruchowo spojrzałem w jej okno. Chyba jeszcze spała. Zszedłem na dół zastając moją mamę krzątającą się w kuchni.
- Dzień dobry – przywitała mnie z uśmiechem.
- Cześć – rzuciłem i opadłem na krzesło.
- Zrobiłam jajecznicę, nałożyć ci?
- Taa, możesz.
- Więc… masz jakieś plany na dziś? – spytała stawiając przede mną talerz.
- Tak.
Chyba zauważyła, że nie mam zamiaru się rozwodzić, więc odpuściła.
- Mam dziś dwa dyżury w szpitalu, bo Katie jest chora.
- Spoko. – A mnie to tak interesuje…
- To do zobaczenia dziś w nocy – pożegnała się i wyszła.
Dokończyłem śniadanie i trochę się ogarnąłem. Wziąłem szybki prysznic i założyłem czyste ciuchy. Od razu wyszedłem z domu. Już po chwili stałem pod drzwiami Meg. Zadzwoniłem dzwonkiem, licząc na to, że ktoś mnie wpuści do środka.
- Niall – jej mama jak zwykle dobrze się prezentowała i szeroko do mnie uśmiechała.
- Dzień dobry – odpowiedziałem i wszedłem do środka.
- Maggie jeszcze śpi – poinformowała mnie.
- Cóż – zacząłem.– Poniekąd dobrze się składa, bo chciałem z panią porozmawiać.
- Ze mną? – zdziwiła się.
- Tak. Chciałem dziś gdzieś zabrać Maggie, ale niezbyt wiem, co lubi.
- Oh, to bardzo miło z twojej strony, Niall. Myślę, że będzie zachwycona.
Nie powiedziałbym, ale ok.
- Niezbyt nadaje się na jakiekolwiek imprezy, jest strasznie nieśmiała – stwierdziła śmiejąc się. – Sama nie wiem, po kim to ma. Może powinieneś ją zabrać w jakieś spokojniejsze miejsce.
Pokiwałem głową zastanawiając się nad odpowiednim miejscem.
- Na pewno coś wymyślisz. Ja niestety muszę już lecieć do pracy i tak jestem spóźniona. Możesz poczekać na górze, aż wstanie. Właściwie to nie będzie nas cały dzień.  Musimy załatwić parę spraw w Crawley i wrócimy dopiero jutro rano. Czuj się jak u siebie – powiedziała ściągając swoją torebkę z wieszaka. Pożegnałem się i zamknąłem za nią drzwi, jak mnie o to poprosiła. Upewniając się, że ojca Meg nie ma w domu poszedłem na górę. Dziewczyna spokojnie spała, a jej brązowe włosy falami układały się na poduszce. Bez pozwolenia wziąłem jej laptopa i położyłem się obok niej. Poprawiłem się na łóżku czekając, aż urządzenie się uruchomi. Na szczęście jej komputer był w miarę cichy, więc się nie obudziła, a ja mogłem spokojnie szukać tego, co mnie interesowało.


Obudziłam się, kiedy poczułam miękkie usta na swoim policzku. Natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla. Był zdecydowanie za blisko mnie, a jego niebieskie oczy intensywnie się we mnie wpatrywały. Uśmiechał się przez co wyglądał naprawdę uroczo.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha – odezwał się jako pierwszy.
- Jak zasypiałam byłam sama w pokoju – mruknęłam przecierając oczy.
- Od razu uprzedzę twoje pytanie, które prędzej czy później zadasz. Nie, nie włamałem się do ciebie do domu. Twoja mama mnie wpuściła. Na początku grzecznie leżałem, ale długo nie wstawałaś. Nudziło mi się, więc postanowiłem cię obudzić.
- Długo to znaczy ile?
- Jakieś dwie godziny. Już po pierwszej.
Aż tak długo spałam?! Musiałam być naprawdę zmęczona.
- Po co przyszedłeś?
- No wiesz? Mało przyjemne powitanie – powiedział bawiąc się moimi włosami, co wywołało u mnie gęsią skórkę. Moje ciało odmawiało współpracy. – Zabieram cię gdzieś.
- Skąd pomysł, że chcę gdziekolwiek z tobą jechać?
Westchnął, a kąciki jego ust uniosły się w łobuzerskim uśmieszku.
- Mówiłaś moje imię przez sen. Wiem, że chcesz.
Co?! Super. Chyba gorzej być nie może zwłaszcza, że chłopak naprawdę mi się śnił, a rodzice już kilka razy przyłapali mnie na gadaniu przez sen. Chciałam się zapaść pod ziemię.
- To nic złego – pogłaskał mój czerwony do granic możliwości policzek. – Mam nadzieję, że była tam jakaś erotyczna scena.
- Nie licz na to… - powiedziałam i wstałam z łóżka. Właściwie to niechętnie oddaliłam się od chłopaka. Naprawdę powinnam przestać tak myśleć.
- Wystarczy ci godzina na naszykowanie się? – spytał bawiąc się  telefonem.
- Myślę, że tak.  A jak powinnam się ubrać?
- Wygodnie. Nie będzie nas cały dzień.
Cały dzień z Niallem! Przygryzłam dolną wargę, kiedy wyciągałam z szafki odpowiednie  ubrania. Moje serce zdawało się wykręcać koziołki, kiedy poczułam jak chłopak staje za mną. Czułam jego oddech na czubku głowy.
- Możesz się przebrać tu – jego głos raptownie stał się niższy. – Nie będę miał nic przeciwko temu.
- Wiem – wywróciłam oczami. – Jednak przebiorę się w łazience.
Wzięłam z pokoju swoje rzeczy. Zanim weszłam do łazienki upewniłam się, że mam wszystko czego potrzebowałam. Nie miałam ochoty paradować przy Niallu w samej bieliźnie, czy coś.
Nie mogłam sobie pozwolić na pośpiech pod prysznicem. Po prostu stałam pod ciepłym strumieniem wody, dopóki nie usłyszałam pukania do drzwi.
- Utopiłaś się tam, czy jak?! – Niall bez problemu przekrzyczał dźwięk lecącej wody.
- Zaraz wychodzę – odpowiedziałam mu zakręcając wodę.
Czy on musi mnie tak denerwować? Nie daje mi się wyspać, spokojnie wykąpać i jeszcze nie chce mi powiedzieć dokąd mnie zabiera. Kiedy już wyglądałam jak człowiek, opuściłam łazienkę. Niall siedział u mnie w pokoju.
- Ślicznie wyglądasz – skomplementował mnie, a ja cicho podziękowałam. – Możemy jechać?
- Tak – odpowiedziałam zabierając swoją torebkę.
Zdziwiłam się, ale pozytywnie, kiedy złapał moją dłoń w swoją. Jego duże palce owinęły się wokół moich. Moje serce wybijało szaleńczy rytm na kontakt z jego skórą. Tylko dlaczego ten chłopak tak na mnie działa? Przeszliśmy do jego garażu, gdzie stał znany mi już samochód. Niall otworzył mi drzwi, a po chwili sam już siadał na miejscu kierowcy.  Zapięłam pasy znając jego styl jazdy. Przewróciłam oczami, gdy wyjechał na jezdnię z piskiem opon.
- Nadal nie masz zamiaru powiedzieć mi gdzie jedziemy?
- Zaraz się przekonasz – odpowiedział patrząc na mnie.
Ma jakieś nadprzyrodzone zdolności, że nie musi patrzeć na to, co robi?!
Jechaliśmy dosyć długo. Już pół godziny temu zauważyłam, że opuściliśmy Londyn. Siedziałam w samochodzie z chłopakiem, którego słabo znałam, a mimo to czułam się przy nim dziwnie bezpiecznie. Jeszcze dwa tygodnie temu nie pomyślałabym, że moje życie tak się zmieni. Z początku przeklinałam to duże miasto, ale teraz myślę, że się myliłam. To tutaj zdobyłam przyjaciółkę i poznałam Nialla. Mimo tego, że jest zarozumiały, chamski i ma rozdwojenie jaźni, to potrafię się z nim dogadać. Jest ciężko, nie powiem, ale podoba mi się w nim to, że nikogo nie udaje. Jest sobą, zawsze mówi to, co myśli, nie zmienia się tylko dlatego, że ktoś tak chce. Broni swojego zdania, a mimo tego, że przyjmuje postawę tajemniczego kobieciarza, to i tak wiem, że w środku jest zabawnym i uroczym chłopakiem. Nawet, jeśli stara się to ukryć, ja potrafię to dostrzec. Lubię kiedy się uśmiecha, jest miły i opiekuńczy, ale wkurza mnie to, że tak szybko zmienia zdanie. W jednej chwili potrafi się zdenerwować…
- O czym myślisz? – wyrwał mnie z zamyślenia, przerywając tym samym panującą w samochodzie ciszę.
Nie chciałam się przyznawać, że myślę właśnie o nim, bo wpadłby w jeszcze większe samouwielbienie.
- Daleko jeszcze?
Uśmiechnął się łobuzersko, jakby doskonale zdawał sobie sprawę co przed chwilą zajmowało moje myśli, a raczej kto.
- Już dojeżdżamy, skarbie – powiedział i jakby na potwierdzenie swoich słów skręcił w wąską ulicę. Skarbie… Lubiłam jak tak do mnie mówi, chociaż zdawałam sobie sprawę, że nie mnie pierwszą tak nazywa.   –Dalej musimy iść pieszo – zatrzymał samochód i wysiadł.
Chciał otworzyć moje drzwi, ale ubiegłam go. Po raz kolejny tego dnia złapał moją rękę i poprowadził w stronę ściany lasu. Zachciało mu się grzybobrania?
Co chwilę potykałam się o wystające gałęzie. Niall ewidentnie miał ze mnie ubaw, ale za każdym razem mnie łapał nie pozwalając mi upaść.
- Straszna z ciebie niezdara – śmiał się głośno, a dźwięk rozchodził się po całym lesie.
- Spadaj – mruknęłam pod nosem.
Po kilku minutach spaceru dotarliśmy na miejsce. Widok, który się przed nami rozciągał dosłownie zapierał dech w piersiach. Staliśmy jakby nad klifem, z którego było widać cześć lasu położoną u jego stóp. Krajobraz jak z bajki lub jakiegoś romantycznego filmu. Ciekawiło mnie tylko skąd Niall zna takie miejsce. Chłopak pociągnął mnie w stronę wielkich kamieni i pomógł mi się na nie wdrapać.
Usiadłam tak, aby mieć widok na wszystko dookoła. Starałam się zapamiętać każdy szczegół tego miejsca, bo nie wiedziałam, czy kiedykolwiek jeszcze je zobaczę. Jeśli miałabym tu nawet wrócić za kilka dni, sama w życiu bym tam nie dotarła. Droga wydawała się strasznie skomplikowana. Niall usiadł za mną i objął mnie układając swoją głowę na moim ramieniu.
- I jak ci się podoba? – wyszeptał mi do ucha.
- Tu jest… pięknie. – Ciężko było mi ułożyć proste zdanie. Moja koncentracja została całkowicie zburzona.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Właściwie to jesteś pierwszą osobą, którą tu przywiozłem. Do tej pory to było tylko i wyłącznie moje miejsce.
Dlaczego moje serce bije tak szybko? Dlaczego on mi to mówi? Dlaczego to robi? Spośród tylu dziewczyn, które mógł mieć na wyłączność, to właśnie mnie tutaj zabrał. Czułam się cholernie wyjątkowa i nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że powiedział to tylko po to, żeby się do mnie zbliżyć, a potem powiedzieć, że to nic nie znaczy.
- Jak znalazłeś to miejsce?
- Cóż… parę lat temu trochę się buntowałem. Kiedyś po prostu wsiadłem w samochód i jechałem przed siebie. Nie miałem wtedy prawa jazdy.  Nie chciałem zostać złapany, więc skręciłem w leśną drogę. Wysiadłem żeby trochę ochłonąć. Łaziłem po lesie parę godzin, aż dotarłem tutaj. Od tamtej pory często tu przyjeżdżam.
- Udało ci się potem znaleźć drogę powrotną?
- Mam dobrą orientację w terenie. – splótł swoje ręce na moich brzuchu.
- Jeśli to twoje miejsce – zaczęłam niepewnie – to czemu mnie tu przywiozłeś?
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, bo parę sekund panowała cisza.
- Dobre pytanie. Po prostu chcę, żebyś mi zaufała. Widziałaś, że miałem rację, jeśli chodzi o Harrego. Ostrzegałem cię przed nim, ale ty nie słuchałaś.
- Wiem… - przyznałam. – Nadal nie mogę w to uwierzyć, że handlował narkotykami. Zmarnował sobie życie.
- Nie gadajmy o nim – urwał krótko kończąc temat.
Przytaknęłam mu i na powrót zatraciłam się w malowniczym widoku, który się przed nami rozciągał. Nie wiem ile tak trwaliśmy. Żadne z nas się nie odzywało, ale cisza, która panowała nie była niezręczna. Słońce powoli zachodziło zmieniając kolory.
- O czym myślisz? – tym razem to ja postanowiłam zadać mu to pytanie.
- O tym jak bardzo nawaliłem mówiąc ci to całe gówno ostatnim razem i o tym jak świetnie całujesz.
Uśmiechnęłam się pod nosem zadowolona, że nie może on tego zobaczyć.
- Pocałuj mnie, Maggie. Pocałuj mnie jeszcze raz – wyszeptał zahaczając wargami o płatek mojego ucha. Obróciłam głowę lekko w lewą stronę, a jego usta od razu naparły na moje. Na początku całował mnie bardzo delikatnie. Jego język badał fakturę moich ust, by po chwili je rozchylić. Byłam w siódmym niebie, kiedy czułam jak muska moje podniebienie. Jego zęby delikatnie złapały za moją dolną wargę i lekko ją pociągnęły.
 Gwałtownie podskoczyłam, gdy przestraszył mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Niall z początku nie wydawał się tym faktem poruszony. Ujął moje policzki i kontynuował pocałunek. Telefon nie dawał jednak za wygraną. W końcu chłopak oderwał się ode mnie i przeprosił, po czym odebrał.
Nie wydawał się zbytnio zadowolony z faktu, że ktoś mu przeszkadza. Rzucał do słuchawki zdawkowe odpowiedzi, ale po chwili widać było, że naprawdę jest zły. Widziałam to po sposobie w jaki zaciska szczękę i napina wszystkie miejsce.
- Zamknij mordę. Zaraz kurwa będę – wykrzyczał i przerwał połączenie.
Nawet nie na mnie nie spojrzał,  tylko po prostu zaczął iść przed siebie, za pewne do samochodu. O tym właśnie mówiłam. Teraz pokazywał swoją drugą stronę, której bardzo nie lubiłam. Starałam się dorównać mu kroku, ale złość tylko pomagała mu iść szybciej.
- Niall, poczekaj – rzuciłam zdyszana, a moje ręce lekko krwawiły poobcierane o gałęzie i wszystko inne, czego próbowałam się złapać.
Chłopak w jednej chwili się zatrzymał, jakby przypomniał sobie o mojej obecności. Bez słowa podszedł do bliżej i przerzucił mnie sobie przez ramię. Zupełnie tak, jakbym ważyła dziesięć kilo. Nadal był zły, chociaż nie wiem dlaczego. Nie chciałam go denerwować jeszcze bardziej więc posłusznie wgramoliłam się na siedzenie i zapięłam pas. Niall od razu ruszył, a jego samochód szybko przemierzał kolejne kilometry. Znaleźliśmy się w nieznanej mi dotąd dzielnicy Londynu. Stanęliśmy pod dużym domem, gdzie trwała jakaś impreza. Kolejna. Spojrzałam pytająco na chłopaka, ale on wyraźnie nie był mną zainteresowany. Wyjął kluczyki ze stacyjki pociągnął za klamkę od swoich drzwi.
- Poczekaj tutaj. Zaraz wracam – powiedział i zostawił mnie samą.
Widziałam jeszcze jak przeciska się między ludźmi i wbiega po schodach. Gdy wszedł do środka, zniknął mi z pola widzenia.
Sama nie wiem ile czasu spędziłam w tym samochodzie. Myślałam, że chłopak szybko wróci i uda nam się jeszcze uratować ten wieczór. Tymczasem wciąż nie wracał, a ja z nudów odchodziłam od zmysłów. Pograłam na telefonie, przeszperałam płyty, które miał w schowku. Nawet wyjadłam mu wszystkie orzeszki. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak głodna byłam, ale nie powinnam być zaskoczona, w końcu nic nie jadłam od rana. Mógł mi chociaż zostawić radio – westchnęłam w myślach.
- Co ty tam robisz tyle czasu ?– zapytałam na głos i po raz kolejny przekręciłam się fotelu. Był wygodny, ale moje nogi zbyt długo pozostawały nieruchome. Zniecierpliwiona wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer blondyna. W głowie odliczałam kolejne sygnały, do momentu w którym nie włączyła się automatyczna sekretarka. Byłam już lekko podirytowana. Za każdym razem, kiedy jest miło,  on musi coś zepsuć. Albo powie coś, co mnie zrani albo coś zrobi. W tym wypadku po naszym pocałunku wstał jak gdyby nigdy nic i poszedł, a teraz siedzę godzinę w tym samochodzie, a on na pewno świetnie się bawi na imprezie. To jest chyba znak, ze nie powinniśmy się całować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Często o nim myślę, nawet gdy tego nie chcę. Chłopak pojawia się w moich snach, w dodatku moja mama ma na jego punkcie obsesje. Gdyby tylko wiedziała, że jest bipolarny…
Po raz setny zerknęłam na telefon. Czekałam dokładnie godzinę i dwadzieścia osiem minut. Straciłam cierpliwość. Szarpnęłam za klamkę i wysiadłam z auta trzaskając drzwiami. Chciałam wrócić do domu samodzielnie, ale nie znałam Londynu. Nawet nie wiedziałam na jakiej ulicy się teraz znajduję. Cudownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu postoju taksówek, przystanku autobusowego, ale nic takiego tam nie było. Zaraz… jeśli Niall mnie tu przywiózł, kazał na siebie tyle czekać, to niech teraz odstawi mnie do domu! Zdeterminowana wtargnęłam na teren imprezy, a moja pewność siebie natychmiast się ulotniła. Nigdy nie lubiłam takiego tłumu, zwłaszcza wtedy, gdy był to pijany tłum. Rozglądałam się dookoła starając się wypatrzeć charakterystyczne blond włosy lub mnóstwo tatuaży. Czułam się dziwnie nieswojo, kiedy chodziłam po całkowicie obcym domu wśród tylu nieznajomych osób. Idąc musiałam stawać na palcach, ponieważ mój niski wzrost zdecydowanie nie był w tamtej chwili pomocny.
- Ostrożnie maleńka – powiedział do mnie pijany chłopak, na którego wpadłam przez nieuwagę.
- Przepraszam – bąknęłam nie patrząc na niego.
- Szukasz kogoś? – mówił strasznie niewyraźnie przez co miałam niemały problem, żeby go zrozumieć. – Mam nadzieję, że mnie.
- Nie, szukam Nialla. Widziałeś go?
- Nialla? – powtórzył za mną. – Pewnie, że widziałem. Jest na górze, ale nie powinnaś mu teraz przeszkadzać – jego wyraz twarzy świadczył o tym, że coś go bardzo bawiło.
- Trudno…  - odpowiedziałam mijając go. Bez problemu udało mi się znaleźć schody. Dom nie był zbyt duży, a pokoi na piętrze też nie było wiele. Zapukałam do pierwszego pomieszczenia, które okazało się łazienką. Zza drugich drzwi dochodziły dziwne odgłosy. Mimo to postanowiłam to sprawdzić, ale zdawało się, że nikt nie słyszał mojego pukania. Nieśmiało uchyliłam drzwi, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.

Byłem cholernie wkurwiony, że Sam zadzwonił akurat wtedy. Co było tak ważnego, że nie mogło poczekać do jutra? Wszedłem do jego domu, w którym była impreza i od razu do moich nozdrzy dotarł odrzucający zapach. Śmierdziało piwskiem, wódą i rzygami. Jak oni mogą tu siedzieć?
Rozejrzałem się za gospodarzem imprezy, ale znaleźć kogoś w tym tłumie to nie lada wyzwanie.
- Niall! – Sam znalazł mnie pierwszy i od razu wciągnął do kuchni, gdzie byli pozostali z naszej paczki.
- Co do kurwy się tu dzieje? – warknąłem oburzony. – Na cholerę kazałeś mi tu przyjeżdżać. Nie mam ochoty na imprezę.
- Wyluzuj stary – zaczął mnie uspokajać, co w tym wypadku raczej przyniosło odwrotny skutek.
- Po prostu mów o co chodzi – powiedziałem przez zęby.
- No wiesz Stylesa zwinęły psy, a nam nie ma kto wypłacić kasy za towar.
No tak. Nienawidziliśmy się wzajemnie, ale mimo to nadal łączyły nas interesy.
- Gadaliście z kimś od niego? – spytałem.
- Taa – Sam podrapał się po karku. – Zayn mówi, że wpłacił za niego kaucje, więc niedługo powinniśmy dostać co nasze.
- Stylesa wypuszczają? – Mogliby go trochę dłużej potrzymać w tym pierdlu.
Pokiwał twierdząco głową.
 - Co mamy zrobić, jeśli się nie rozliczą do końca tygodnia? – spytał Josh.
- Wiecie co macie robić – odparłem.  – Nie ma kasy, nie ma towaru. Jeśli Styles po wyjściu nie zapłaci to pokażcie mu gdzie jego miejsce.
- A jeśli to nie pomoże? – Willie jak zwykle zakładał najgorsze.
-Harry zawsze rozliczał się z nami w terminie. Za bardzo sra po gaciach, żeby tego nie robić, poza tym ma w tym taki sam interes jak my. Ale jeśli faktycznie będzie za bardzo kombinował, to zajmijcie się jego siostrzyczką, Gemmą. Sami wiecie jak on tego nie lubi. Na nic jej nie narazi. Gemma jest dla niego zbyt ważna.
- Jest tutaj dziś. Przyjechała jakąś godzinę temu.
- No jasne, że jest – przewróciłem oczami. Ta laska nie przepuści żadnej imprezy.
- Szukała cię – dodał.
- Mnie? Na cholerę… już myślałem, że jej przeszła ta cała miłość – zaśmiali się z mojego komentarza, ale taka była prawda. Każda normalna dziewczyna dałaby sobie już spokój, ale nie ona. Cały czas łazi na imprezy, na których ja się pojawiam, te same kluby, nawet mecze. Chociaż, czemu ja się dziwię? Ta rodzina jest dziwna.
- Masz Niall, napij się – Josh wcisnął mi butelkę piwa.
Byłem wkurzony i potrzebowałem się napić i jakoś zrelaksować. Całą butelkę opróżniłem praktycznie za jednym razem. Miałem mocny łeb, więc żeby się upić potrzebowałem znacznie więcej. Chwilę później na blat odstawiałem już czwartą butelkę. Nagle poczułem jak ktoś owija ramiona wokół moich bioder. Odwróciłem się i zobaczyłem Gemmę. Tylko nie to – pomyślałem.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała robiąc do mnie słodkie oczy.
- Ale przyszedłem – wziąłem do ust papierosa i mocno się zaciągnąłem.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie zadziornie i zabrała mi go. Zbliżyła się jeszcze bardziej i wypuściła dym nikotynowy prosto w moje usta.
- Naprawdę myślę, że mogłoby nam się udać, Niall – kiedy mówiła jej usta dotykały moich.
- Wiesz, że nie bawię się w to gówno ze związkami.
- Myślę, że możesz zmienić zdanie – powiedziała przesuwając swoją rękę niebezpiecznie blisko mojego krocza.
Z jednej strony cholernie brakowało mi seksu, w końcu jestem tylko facetem, ale z drugiej nie miałem ochoty, żeby potem Gemma znów myślała sobie nie wiadomo co. Miałem już ciasno w gaciach, gdy przejechała dłonią po moim przyjacielu i lekko go ścisnęła. Niewiele myśląc złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę schodów. Wpadliśmy do pierwszego lepszego pokoju i od razu przeszliśmy do rzeczy. Całowaliśmy się jednocześnie pozbywając swoich ciuchów. Gemma leżała na łóżku, kiedy ja sięgnąłem do swoich spodni, żeby wyjąć z nich małe, srebrne opakowanie.
- Ja chcę to zrobić – powiedziała i przejęła ode mnie prezerwatywę.
Rozciągnęła ją po całej mojej długości, a ja nie chciałem już dłużej czekać. Wszedłem w nią gwałtownie napotykając tym samym jej głośny jęk. Dla mnie to nic nie znaczyło. Zwykły, szybki, niezobowiązujący numerek. Cały czas zwiększałem tempo swoich ruchów i czułem, że jestem już blisko. W momencie, którym doszedłem, drzwi od pokoju uchyliły się.
Ja pierdole, ludzie naprawdę nie umieją pukać?!
- To nie jest widok dla dzieci – żachnęła się Gemma patrząc na osobę, która nam przeszkodziła.
- Przepraszam – usłyszałem cichy głos i odwróciłem głowę, żeby zobaczyć do kogo należy. Maggie. Cholera jasna, zapomniałem o niej. I w tamtej pieprzonej chwili poczułem coś dziwnego. Właśnie zwaliłem to, nad czym pracowałem od wczoraj. Jej zaufaniu. Zobaczyłem w jej oczach łzy, gdy pospiesznie wycofywała się z pokoju.
- Maggie, czekaj! – krzyknąłem wstając z łóżka.
- Niall, proszę cię. To jakaś gówniara, która nigdy nie widziała seksu na żywo. Daruj sobie. Możemy to jeszcze powtórzyć.
- Nie – warknąłem wciągając na siebie spodnie.
- Co ty w niej widzisz? – była wyraźnie oburzona tym, że nie chcę z nią zostać.
To, czego ty nie masz – odpowiedziałem w myślach i wybiegłem z pokoju. Meg zbiegała właśnie po schodach potykając się o własne nogi. Dlaczego mi ucieka?!
- Już do mnie wracasz maleńka? – Brian złapał ją i przycisnął do siebie. – Jeśli Niall jest zajęty to ja bardzo chętnie się tobą zajmę – bełkotał przypierając ją do ściany.
- Puszczaj – Meg się szarpała, ale on był silniejszy. Bez problemu przytrzymywał ją jedną ręką, a drugą przejechał po jej ciele. Po jej policzkach zaczęły ściekać łzy.
Błyskawicznie do niech podbiegłem i odciągnąłem go od niej. Złapałem go za włosy i przywaliłem jego łbem o poręcz schodów. Od razu zaczął krwawić, ale miałem to w dupie. Przywaliłem mu jeszcze kilka razy, a kiedy się przewrócił, zacząłem go kopać. Wpadłem w furię, której nie mogłem powstrzymać. Dodatkowo napędzał mnie alkohol, którego wypiłem naprawdę dużo. On chciał skrzywdzić Meg, ja chciałem go zabić. Na pewno nie miałbym wyrzutów sumienia. Poczułem, jak ktoś stara się mnie odciągnąć od niego, ale od razu odepchnąłem go od siebie.
- Niall! Wystarczy! Zaraz go zabijesz! – Sam i Josh znaleźli się koło mnie i zablokowali mi wszelkie możliwe ruchy.
- Puśćcie mnie kurwa! – wydarłem się.
- Opanuj się. Spójrz co jej zrobiłeś – Liam kucał przy Maggie, która trzymała się za głowę.
Ja jej coś zrobiłem?
- Tak, to ty. Chciała cię odciągnąć, a ty ją popchnąłeś – odpowiedział na moje nieme pytanie.
Spojrzałem na Briana, który usiłował się podnieść z ziemi, ale z marnym skutkiem. Po raz kolejny poczułem niewyobrażalną złość.
Josh i Sam zorientowali się i wciągnęli mnie do innego pokoju. Wszyscy się na nas gapili, a ja rzucałem im mordercze spojrzenie.
- Nie musicie mnie niańczyć do cholery – warknąłem gapiąc się na chłopaków, którzy mnie trzymali. – Co z Meg?
- Liam zabierze ją do domu.
- Dlaczego on? – Wiedziałem, że jest w porządku, ale to kurwa ja ją tu przywiozłem.
- Ty jesteś pijany i wkurzony. Lepiej ochłoń.



Podziękowałam chłopakowi, który mnie odwiózł do domu i czym prędzej zamknęłam się w środku. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko właśnie się stało. Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo mnie zranił. Nie fizycznie, ale psychicznie. Dlaczego za każdym razem coś musi się stać? Czemu to ja mam tak cholernego pecha? Pomijając fakt, że był pijany, wkurzony -  spał z Gemmą i to mnie dotknęło najbardziej. Ścierałam swoje łzy, które wciąż nie przestawały lecieć. Głowa bolała mnie niesamowicie i czułam, że będzie z tego niezły guz. Dziękowałam w duszy za to, że rodziców nie ma w domu. Wyjęłam z szafy małą torbę podróżną i spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Chciałam stąd po prostu uciec. Widziałam, że Niall prędzej czy później przyjdzie, a ja nie miałam ochoty na jego towarzystwo, a już tym bardziej na rozmowę z nim. Byłam już tym wszystkim zmęczona. Kłamstwami, Niallem, Harrym… Musiałam się od tego odciąć. Zostawiłam rodzicom kartkę, żeby się nie martwili, ale nie zdradziłam im dokąd jadę. Zadzwoniłam po taksówkę, bo stwierdziłam, że autobus o tej godzinie jest mało bezpiecznym rozwiązaniem. Wzięłam swoje rzeczy, a z gabinetu ojca zabrałam kluczyk od naszego małego domku na działce. Kupili go, żeby spędzać tam weekendy, ale i tak rzadko tam bywali. Nie wiem, czy w ogóle o nim pamiętają, zwłaszcza, że w soboty i niedziele pracują. Mój telefon cały czas dzwonił, ale za każdym razem odrzucałam połączenie. Niall wysłał mi kilkanaście smsów. Żadnego nie odczytałam. Zostawiłam komórkę w pokoju i wyszłam. Taksówka akurat parkowała, a kierowca zaproponował, że weźmie mój bagaż. Byłam wdzięczna rodzicom, że zapobiegawczo zostawili mi kieszonkowe. Droga  minęła dosyć szybko, ponieważ nie było dużego ruchu. Zapłaciłam mężczyźnie, a po chwili męczyłam się z zamkiem w drzwiach.
W środku było dosyć brudno, ale lepsze to niż nic. Z nadmiaru wrażeń dzisiejszego dnia i tak bym prędko nie zasnęła, więc postanowiłam posprzątać. Kiedy zerknęłam na zegarek dochodziła już trzecia.  Położyłam się na kanapie ze swoją ulubioną książką i całkowicie zatraciłam się w lekturze. To było dla mnie oderwanie się od rzeczywistego świata. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam. 



____________________________________________________________
Cześć Kochani! Przede wszystkim bardzo przepraszamy za to, że tak późno dodałyśmy ten rozdział... Na swoje usprawiedliwienie mamy to, że niedługo są egzaminy gimnazjalne, mnóstwo sprawdzianów, kartkówek i nie wyrabiamy się z tym wszystkim. Mamy nadzieję, że ten rozdział Wam to wynagrodził :)
Następny postaramy się dodać za tydzień, ale jeśli nam się nie uda, to możecie się spodziewać 10 już po egzaminach. Bardzo Wam dziękujmy za wszystkie komentarze! ♥
Love xx
Wera&Asia

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 8

- Maggie – usłyszałam krzyk Lucy, a po chwili byłam już przez nią ściskana. – Nie widziałyśmy się właściwie jeden dzień, a mimo to zdążyłam się stęsknić – zaśmiała się i trochę się ode mnie odsunęła, żeby dać mi więcej swobody.
Ja dalej milczałam. Nie wiedziałam od czego powinnam zacząć. Nie byłam w stanie wysilić się nawet na najmniejszy uśmiech. W dodatku czułam, że nie wyglądam zbyt atrakcyjnie.
- Czy ty płakałaś? Co się stało? – krzyczała ściągając na nas uwagę wszystkich ludzi dookoła.
Na jej twarzy malowało się zmartwienie, gdy zaczęła pospiesznie wycierać zaschnięte już łzy z moich policzków.  Moja warga niebezpiecznie drgała, jakbym znów miała się rozpłakać. Chyba centrum handlowe nie było odpowiednim miejscem na spotkanie. Za dużo ludzi.
- Chodź, musimy cię jakoś doprowadzić do porządku – powiedziała i zaprowadziła mnie do damskiej toalety. Odkąd się spotkałyśmy nie odezwałam się ani jednym słowem. Nie miała mi tego za złe, a ja byłam jej za to bardzo wdzięczna. Nie ciągnęła mnie za język. Czekała, aż sama zbiorę się na odwagę, choć wiedziałam, że ciekawość zżera ją od środka.
Obmyła moją twarz wodą, a ja czułam się nieco zażenowana. Nie tym, że wszyscy się patrzą i myślą o tym jak dziwna jestem. Bardziej tym, że pozwoliłam samej sobie doprowadzić się do takiego stanu przez jednego chłopaka. Jeśli dla niego ten pocałunek nic nie znaczył, to i ja powinnam brać  z niego przykład. Ale nie potrafiłam. Nie byłam wystarczająco silna. Cholera, wiedział, musiał wiedzieć, że nigdy się z nikim nie całowałam. Chciałam, żeby mój pierwszy pocałunek był w jakiś sposób piękny. Ten taki był, ale Niall postanowił wszystko zniszczyć.
- Miałaś rację – odezwałam się, gdy siedziałyśmy już w jeden z kawiarni.
- Nie rozumiem…
- Mówię o Niallu. Powinnam była cię posłuchać i trzymać się od niego z daleka.
- Zrobił ci coś? Skrzywdził cię?
- Nie – zaczęłam od razu – Właściwie to nie wiem czy tak to można nazwać – mój śmiech zabrzmiał nieco histerycznie – Całowaliśmy się, ale dla niego to i tak nic nie znaczyło i po prostu poszedł – podsumowałam w jednym zdaniu siląc się na spokojny ton.
- Dupek. Chciałabym teraz powiedzieć „a nie mówiłam?”, ale tego nie zrobię. Widzę, że cię zranił. Naprawdę, Maggie, to nie jest chłopak dla ciebie. Nie powinnaś w ogóle się tym przejmować. Ja rozumiem, że mogłaś się zauroczyć, on na pewno rzucał ckliwymi słówkami, a ty dałaś się nabrać. Ten idiota pewnie jeszcze czerpie z tego satysfakcję. Nie daj mu jej. Pokaż, że jesteś silna i nie potrzebujesz jego uwagi. Bądź co bądź, to tylko jeden pocałunek.
Wiedziałam, że ma rację. Od początku powinnam się trzymać tego, co mówiła. Złapała moją dłoń i uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
- Naprawdę powinnaś się uśmiechnąć i zapomnieć o nim.
- Będzie ciężko, jeśli mieszka obok mnie.
 -Nie szkodzi. Możesz go po prostu ignorować.
Chciałabym, ale nie potrafię…
- Postaram się – odpowiedziałam. – A jak tobie się układa z Zaynem? – postanowiłam zmienić temat i nie obarczać jej dłużej swoim zawodem.
Jej uśmiech jak na zawołanie się poszerzył, a oczy zaświeciły z podekscytowania. Naprawdę muszą się strasznie kochać.
- Cudownie nam się układa – nawet jej głos stał się bardziej melodyjny, gdy zaczęła o nim mówić. – Właściwie to mam wrażenie, że ciągle się do siebie zbliżamy, jeśli jest to w ogóle jeszcze możliwe. Naprawdę uwielbiam spędzać z nim czas. Rozumiemy się w zasadzie bez słów. Kłócimy się czasem, to jasne, ale zawsze się godzimy i nie ukrywam, że w całkiem miły sposób.
- Ugh… bez takich szczegółów, proszę – jęknęłam wywołując u niej chichot.
- W ogóle to uważam, że przydałby się nam babski wieczór. Jakieś dobre filmy, maseczki, manicure i te sprawy. Mogłybyśmy się spotkać w sobotę. Przyszłabyś do mnie i trochę się wyluzowała.
Naprawdę wiedziała jak poprawić mi humor  i za to ją uwielbiałam.
- Właściwie to świetny pomysł. Zawsze widziałam to tylko na amerykańskich filmach. Powinnam coś przynieść?
- Nie, chyba, że masz jakieś dobre filmy.
- Myślę, że cos znajdę. Jak nie, to wypożyczę.
- W porządku. Zobaczysz, będzie super.
- Nie wątpię – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Dopiłaś już swoją kawę? – spytała wskazując głową na mój kubek.
- Tak, możemy jeszcze gdzieś pójść.
- Właściwie to widziałam ostatnio prześliczną sukienkę, ale nie byłam pewna, czy dobrze mi w tym kolorze. Doradziłabyś mi?
- Pewnie, co to za pytanie? I tak na pewno wyglądasz w niej świetnie.
- Zaraz się okaże – powiedziała i wstałyśmy ze swoich miejsc.
Lucy poprowadziła mnie do jednego z mniejszych butików. Mogłam się założyć, że był bardzo drogi. Dziewczyna zgarnęła z wieszaka fioletową sukienkę i zniknęła za zasłoną przymierzalni. Czekałam cierpliwie, aż skończy się przebierać. Po chwili wyszła okręcając się dookoła, żebym mogła ją zobaczyć w całej okazałości.
- I ty się zastanawiałaś czy jest ci w niej dobrze? Wyglądasz obłędnie.
- Tak myślisz?
- Jasne. Zayn padnie z wrażenia, gdy cię w niej zobaczy.
- W takim razie biorę i już się nie zastanawiam – zaśmiała się i popędziła z sukienką do kasy. – Chcesz jeszcze połazić po sklepach? – spytała, gdy ekspedientka pakowała jej zakupy. - Może wybrałabyś coś dla siebie. Nic tak nie poprawia humoru jak nowa para butów. Zwłaszcza, jeśli są przecenione.
- Sama nie…
- Cześć dziewczyny – Harry pojawił się znikąd. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł do sklepu.
- Przestraszyłeś mnie – przyznałam szczerze.
- Wybacz – uśmiechnął się i cmoknął mnie i Lucy w policzek na przywitanie.
- Co tu robisz, Harry? Myślałam, że macie dziś załatwiać z Zaynem jakieś ważne sprawy,  o których mi nie chciał powiedzieć.
- Bo mieliśmy, ale już wszystko załatwione. Zayn jest już w domu. Założę się, że zaraz zadzwoni, o ile jeszcze tego nie zrobił.
Lucy pospiesznie przegrzebała swoją torbę w poszukiwaniu telefonu.
- Dzwonił już dwa razy, nie słyszałam…- widziałam, że bardzo zależało jej na tym, żeby oddzwonić do chłopaka, ale zerknęła na mnie niepewna tego, co powinna zrobić.
- Zadzwoń do niego – zachęciłam.
Od razu trzymała telefon przy uchu, a ja nie chcąc podsłuchiwać postanowiłam zagadać jakoś Harrego.
- Więc… co tu robisz?
- Wybrałem się na małe zakupy. Trzeba przecież w czymś chodzić – jego dołeczki były naprawdę urocze.
- Już myślałam, że nas śledzisz.
- Nie – zaśmiał się. – Po prostu przechodziłem obok i zauważyłem was. Ta kolorowa torba Lucy naprawdę rzuca się w oczy.
- To prawda. Ma chyba z tysiąc kwiatów – zachichotałam.
- Długo już tu jesteście? – spytał.
- Właściwie to  około dwóch godzin. Najpierw siedziałyśmy w kawiarni i gadałyśmy a potem postanowiłyśmy trochę połazić.
- Zayn, nie mogę teraz pojechać. Maggie mnie potrzebuje. Tak, chodzi o Nialla – mimo konwersacji z Harrym mogłam usłyszeć to, co dziewczyna mówi do słuchawki. Nie wiem tylko, czy była tego świadoma.
- O co chodzi z Niallem? – Harry zmarszczył czoło, a jego zielone oczy intensywnie się we mnie wpatrywały.
Ugh, nie każcie mi tego powtarzać jeszcze raz. Miałam zapomnieć.
- O nic. Po prostu przejrzałam na oczy i nie zamierzam mieć z nim nic wspólnego.
- Co zrobił?
- Musimy o tym gadać? Szczerze mówiąc nie mam na to najmniejszej ochoty.
- Okej, jak wolisz. Nie ma gadania o Niallu.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i przeniosłam swój wzrok na Lucy, która dalej starała się przekonać Zayna do swoich racji. Nie chciałam się wtrącać, ale też nie chciałam być powodem, dla którego nie mieliby się spotkać.
- Lucy,  przecież możesz iść. Nie obrażę się. Poza tym i tak już poprawiłaś mi humor. Jesteś najlepsza i nie dziwię się,  że Zayn chce mieć cię dla siebie. – Z całych sił im kibicowałam.
- Chce żebym pojechała z nim do Bradford… do jego rodziców. – Powiedziała zatykając słuchawkę.
- Nie rozumiem, czemu się wahasz. Koniecznie musisz pojechać.
- Naprawdę? Nie będziesz zła, ani nic? Nie chcę żebyś została sama.
- Nie będzie sama – wtrącił się Harry.
- Właśnie, nie będę. Poza tym i tak jesteśmy umówione na sobotni wieczór – przypomniałam jej.
Jej oczy zaświeciły się z podekscytowania. Przesłała mi buziaka i wróciła do rozmowy z Zaynem. Po chwili zadowolona schowała telefon z powrotem do torby.
- Rozumiem, że już się zbieramy – powiedziałam, choć wcale nie miałam jej tego za złe. Cieszyłam się z jej szczęścia. To niesamowite, że w tak krótkim czasie, tak bardzo się do siebie zbliżyłyśmy.
- Podrzucić was? Sam miałem się niedługo zbierać.
- Ja się przejdę. W zasadzie mam dwa kroki – odpowiedziała Lucy.
Przytuliłam ją mocno na pożegnanie i poprosiłam, żeby do mnie zadzwoniła, gdy już dojadą. Potem zostałam sama z Harrym.
- To jak? Dasz się odwieźć?
- W sumie to chętnie – przystanęłam na jego propozycję.
Przeszliśmy przez podziemny parking i zajęliśmy miejsca w samochodzie. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, w co był ubrany. Miał na sobie czarne rurki i białą, obcisłą koszulkę, która podkreślała jego mięśnie, a jednocześnie uwydatniała czarny tusz, którym była pokryta jego skóra. Jego loki zaczesane były do tyłu. Był niewątpliwie przystojny. Powtarzasz się – skarciłam się w myślach. I przestań myśleć o nim w ten sposób. Ale właściwie dlaczego? Jest miły, nie zachowuje się chamsko jak niektórzy. W dodatku wygląda jak z okładki najlepszego magazynu mody.
- Masz jakieś plany na dziś? – spytałam kiedy wjeżdżaliśmy na główną ulicę.
- Właściwie to nic jeszcze nie planowałem, czemu pytasz?
- Ja… Zastanawiałam się, czy nie chciałbyś dziś zostać u mnie na kolacji?
- Bardzo chętnie, dzięki za zaproszenie – przeczesał palcami włosy, a ja w głębi ducha dziękowałam sobie, że nie zaczęłam się ślinić. Mimo wszystko, to nie były te same blond włosy, te same nawyki, zupełnie inny zapach. Mentalnie przywaliłam sobie w głowę, gdy złapałam się na porównywaniu Harrego do Nialla. Powinnam przestać o nim myśleć. Dla własnego dobra i dla dobra mojej psychiki.

 Kilka minut później staliśmy pod moim domem. Moje serce zabiło szybciej, kiedy zobaczyłam Nialla, który dłubał coś w masce swojego auta. Byłam wdzięczna, że nie zauważył tego, że przyjechałam razem z Harrym. Ale zaraz... właściwie to dla niego nie ma żadnego znaczenia. Tylko udawał troskliwego. W końcu dla niego to nic nie znaczy. Jednak nie mogłam się powstrzymać przed gapieniem się na niego. Zwłaszcza, że było na co patrzeć. Jego nagi tors jak zwykle prezentował się nienagannie. W zwykłych dresowych spodniach wyglądał lepiej niż ja po godzinnym szykowaniu się.
- Emm... wysiadamy? - głos Harrego wyrwał mnie z zamyślenia.
Poczułam jak moje policzki płoną. Widział jak się gapię na Nialla.
- Tak, jasne - odpowiedziałam i szybko wygramoliłam się z auta, co jak zwykle wyszło nieco niezdarnie.
- Powinnaś popracować nad koordynacja ruchową - zażartował ze mnie przykuwając tym samym uwagę Nialla.
Blondyn spojrzał na nas, a ja miałam wrażenie, że kurczowo zaciska ręce na samochodzie. Tylko mi się zdawało.
- Więc co dobrego planujesz upichcić na kolację? - Harry starał się go zupełnie ignorować, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
- Właściwie to moja mama ma dziś dyżur w kuchni - uśmiechnęłam się do niego. - Planowała zrobić jakąś sztukę mięsa. Mam nadzieję, że twój żołądek na tym nie ucierpi.
- Myślę, że nie będzie tak źle.
Ostatni raz spojrzałam na Nialla zanim weszliśmy do domu. Poczułam lekkie rozczarowanie, kiedy nie podbiegł do nas i nie zrobił jakiejś afery. Wiem, głupio to brzmi, ale za każdym razem, kiedy byłam z Harrym tak to się kończyło. Zawsze mówił, żebym trzymała się od niego z daleka, a teraz kompletnie nie zwracał na to uwagi. Wpuściłam Harrego do środka i zamknęłam za nami drzwi.


Już południe, a ja wciąż siedzę w swoim pokoju. Właściwie nie ruszyłem się z niego odkąd wyszedłem od Maggie. Taa... Kolejna skomplikowana sprawa. Sam nie wiem dokładnie jak to działa. Chcę być przy niej, słuchać jej śmiechu, oglądać te cholerne rumieńce, patrzeć na jej twarz, kiedy marszczy brwi w tym dziwnym nawyku. A z drugiej strony nie chcę się do niej przyzwyczajać. Nigdy nie ładowałem się w stałe związki. Nawet nie mam pojęcia jak się bawić w to całe gówno. W dodatku ciągle z tą samą dziewczyną, kiedy dookoła kręci się tyle niezłych lasek. Mimo to za każdym razem widzę ją. Maggie. Jest jak jakieś cholerne, prześladujące mnie widmo. Jakby ktoś zesłał ją specjalnie na moją zgubę. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi, a po chwili stanęła w nich moja mama. Czasem mam ochotę pieprznąć to wszystko i się wynieść. Wynająć jakieś mieszkanie i mieć ten święty spokój, ale chyba jestem na to zbyt wygodny. Nie martwię się o kasę, bo tego akurat mi nie brakuje. Bardziej martwiłbym się o stan tego lokum. Nie chciałoby mi się sprzątać, prać, gotować. Tak, zdecydowanie jestem na to za leniwy. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
- Będziesz tak siedział w pokoju cały dzień? Nigdzie nie wychodzisz, żadnej imprezy?
Skrzywiłem się. O co jej chodzi.
- Tak, zamierzam cały dzień zostać w pokoju. Jeszcze coś?
- Oh... nie, po prostu chciałam powiedzieć, że przyjechał kurier z paczką dla ciebie.
- Co to za paczka?
- Jakieś części samochodowe. Popsuło ci się auto?
- Nie popsuło. Po prostu chcę w nim dziś trochę pogrzebać. Nic takiego.
- Rozumiem, wszystko jest w garażu.
- Dzięki. - odpowiedziałem, a ona od razu wyszła z pokoju.
Miałem dość bezczynnego leżenia i gapienia się w ekran telefonu, więc wciągnąłem na siebie szare dresy i zbiegłem na dół. W garażu faktycznie czekały części, które zamówiłem tydzień temu u znajomego mechanika. Zawsze to jakieś zajęcie. Poza tym, lubię to robić.
Nie wiem ile czasu nad tym siedziałem, ale zakładam, że sporo. Kończyłem właśnie wlewać płyn do spryskiwaczy, kiedy na podjeździe obok zaparkowało auto Stylesa. Po chwili wysiadła z niego Meg, a za nią ten idiota. W tamtym momencie uświadomiłem sobie jak bardzo spieprzyłem sprawę. Powiedziałem to całe gówno, więc pewnie się obraziła. Ten chuj tylko to wykorzystał. Oddalała się ode mnie, zbliżała do niego. Miałem ochotę wgnieść mu nos w mózg w chwili, gdy jego łapa znalazła się na jej talii. Mimo to starałem się zachować spokój i udawać, że mam wszystko w dupie. Kiedy tylko drzwi wejściowe się za nimi zamknęły, zatrzasnąłem maskę i wróciłem do domu. Wziąłem szybki prysznic, zmywając z siebie resztki smaru i przebrałem się w jakieś ciuchy.
- Jednak wychodzisz? - wścibska kobieta, zwana też moją matką jak zwykle musiała wszystko wiedzieć.
- Tak - odpowiedziałem krótko i już mnie nie było.
Teraz chodzi jak złoto - pomyślałem odpalając silnik. Wóz był nowy, ale mimo to przydało się kilka ulepszeń. Jechałem autostradą zupełnie ignorując wszystkie znaki drogowe. Szybko znalazłem się poza granicami Londynu. Zatrzymałem się na totalnym zadupiu przy jednej z budek telefonicznych. Niewiele myśląc od razu wybrałem numer policji. Nigdy wcześniej nie dzwoniłem na psy. Ale chciałem udupić Stylesa. Wiedziałem, że muszę to zrobić, żeby zobaczyła, że Harry nie jest aniołkiem. Zawsze był głupi i lekkomyślny. Kiedy jeszcze się przyjaźniliśmy, często łapałem go na tym, że zostawiał towar w bagażniku. Oby ten nawyk mu pozostał.
- Posterunek policji, słucham?
Szybko przekazałem kobiecie potrzebne informacje. Rozłączyłem się po dwudziestu pięciu sekundach, żeby nie byli w stanie namierzyć połączenia no i oczywiście mnie.
Pospiesznie wsiadłem w samochód i zadowolony z siebie jechałem do domu. Miałem nadzieję, że zdążę na to widowisko.




- Może „Bal maturalny” albo „Oszukać strach” ? – Harry rzucił kolejną propozycją horroru na wieczór.
- Naprawdę lubisz tylko straszne filmy?
- Te są najlepsze – bronił swojego wyboru.
- Nie byłabym tego taka pewna. Nie lubię się bać.
- Oj, no dawaj. W horrorach przynajmniej się coś dzieje. – Zupełnie ignorując moje protesty włożył płytę do DVD. Przewróciłam oczami i poprawiłam się na kanapie. Podziękowałam Harremu, kiedy pozwolił mi rozprostować nogi i położyć je na jego kolanach.
- Jesteśmy! – usłyszałam powitanie mamy w momencie, kiedy mieliśmy włączać film.
- Cześć – odpowiedziałam.
- Oo, nie wiedzieliśmy, że masz gościa – moja mama obrzuciła Harrego niezbyt przyjaznym spojrzeniem. Miło z jej strony.
- Dzień dobry państwu – na szczęście chłopak wiedział jak powinien się zachować i kulturalnie przywitał się z moimi rodzicami.
- Niall wpadnie na kolacje? – czy ona robiła to specjalnie, żeby mnie zdenerwować?
- Um, nie. Czemu miałby przyjść?
- No cóż, spędził tu noc, a poza tym świetnie się dogadujecie.
Co ty możesz o tym wiedzieć?!
- Nie przyjdzie już więcej. Harry zostanie na kolacji.
Skrzywiła się lekko, ale nic nie powiedziała. Naprawdę byłam na nią bardzo zła, za jej zachowanie. Mogłaby chociaż udawać miłą. Właściwie to nie wiem jaki miała ku temu powód. Nialla polubiła od razu…
- Będę w kuchni.
Ojciec tymczasem nie odezwał się ani słowem tylko zniknął w swoim gabinecie. Żadna nowość.
- Przepraszam za nich. – Uśmiechnęłam się delikatnie do Harrego.
- Nie ma sprawy. Ludzie przeważnie tak na mnie reagują – zaśmiał się. – Oglądamy?
- Jasne – odpowiedziałam i zajęliśmy się filmem.

Pół godziny później usłyszeliśmy natarczywy dzwonek do drzwi.
- Zatrzymasz film? – spytałam wstając z kanapy.
- Jasne – odpowiedział, kiedy ja poszłam otworzyć.
- Dzień dobry – przede mną stało dwóch policjantów. Mieli na sobie mundury, a jeden z nich wyciągał w moją stronę odznakę.
- W czym mogę pomóc? – spytałam lekko trzęsącym się głosem. Pierwszy raz do mojego domu zapukała policja, a ja zupełnie nie widziałam dlaczego.
- Czy zastaliśmy może Harrego Stylesa? – spytał funkcjonariusz.
- To ja. O co chodzi? – chłopak stał tuż za mną i opierał się o framugę drzwi. Zerknęłam na niego przez ramię. Był tak samo zaskoczony ich obecnością, jak ja. Skąd wiedzieli gdzie jest?
- Pojedziesz z nami.
- Może mi najpierw powiecie o co chodzi do cholery?
Chciałam mu coś powiedzieć, żeby się opanował, ale nie wiedziałam, czy w tej sytuacji powinnam się w ogóle odzywać. Moja mama z zainteresowaniem przysłuchiwała się całej tej rozmowie. Jeszcze tego brakowało.
- Dowiesz się na komendzie.
- Nie. Macie mi powiedzieć teraz. Nigdzie nie muszę z wami jechać.
Mężczyzna westchnął zniecierpliwiony.
- Dostaliśmy zgłoszenie, że znów handlujesz narkotykami. Z tego co wiem, byłeś już za to wcześniej karany.
Myślałam, że udławię się własną śliną. Czemu mi tego wcześniej nie powiedział? Czy Lucy wiedziała?
Słyszałam jak moja matka zachłysnęła się powietrzem.
- Było minęło. Dajcie mi spokój. Jestem czysty – odparł z przekonaniem w głosie.
- Jeśli jesteś czysty, jak twierdzisz, to nie będziesz miał nic naprzeciwko, jeśli przeszukamy ciebie i twój samochód.
- Nie macie kurwa takiego prawa – powoli tracił nad sobą panowanie, a ja dalej stałam osłupiała.
- Owszem, mamy. Naszym obowiązkiem jest to sprawdzić. Lepiej załatwmy to szybko. Przecież nie masz nic do ukrycia.
Chłopak cicho zaklął pod nosem i uniósł ręce dając im znak, że mogą go przeszukać. Policjant dokładnie sprawdzał jego kieszenie, które na szczęście okazały się puste.
- To jeszcze kluczyki – wyciągnął rękę do chłopaka, czekając aż da mu to, czego chce.
- Zapomnij – prychnął. – Musicie mieć nakaz.
- Naprawdę chcesz mieć kłopoty – odpowiedział ten, który do tej pory milczał. – Daj te kluczyki i nie rób problemów.
Harry po chwili wahania mu je dał i spojrzał na  mnie jakby lekko przestraszony. Nie wiedziałam,  co mam o tym myśleć. Harry handlujący narkotykami? Jakoś mi się to wszystko nie kleiło. Po prostu nie pasowało mi to do niego. Wyszłam za nim przed dom i patrzyłam jak policjanci starannie przeszukiwali jego auto.
- Jack, popatrz tylko – odezwał się jeden z nich wymachując kilkoma torebeczkami z białym proszkiem.
- To nie moje – warknął brunet.
- Pewnie moje – zakpił Jack i spróbował tego, co było w woreczku.  – Kokaina. Zdaje się, że i tak z nami pojedziesz. Może dziewczyna odwiedzi cię chociaż raz w pierdlu – zaśmiał się, a ja skrzywiłam się na jego słowa.
Drugi z nich wyjął kajdanki i skuł chłopaka, który w ogóle nie miał zamiaru stawiać oporu.
- Maggie, to nie jest tak jak myślisz. To naprawdę nie jest moje. Musisz mi uwierzyć.
Stałam patrząc się pusto przed siebie. Naprawdę mogłam się aż tak pomylić co do niego?
- Maggie – zaczął znów, ale przerwał mu jeden z policjantów.
- Założę się, że są na tym twoje odciski, Styles. Żaden prawnik cię z tego nie wyciągnie.
- Wal się – splunął i ponownie na mnie spojrzał. – Proszę…
Stałam osłupiała i patrzyłam jak wpychają go do radiowozu. Nie wiem, co bardziej mnie bolało. Fakt, że mnie okłamał, czy to, że nie miałam na tyle odwagi by go bronić. Jeśli te narkotyki faktycznie były jego, to wtedy w dzień imprezy mógł mi czegoś dosypać. A to by znaczyło, że Niall ma racje. W tamtym momencie chciałam pobiec do Lucy. Porozmawiać z nią o tym wszystkim, wiedziałam, że swoim specyficznym poczuciem humoru poprawiłaby mi nastrój. Ale była teraz z Zaynem u jego rodziców,  a ja nie zamierzałam jej psuć dnia.
Chwilę później zauważyłam znajomy samochód Nialla. Parkował właśnie przed swoim domem. Zauważył mnie i od razu do mnie podszedł.
- Maggie? Coś się stało? Wyglądasz na przerażoną.
- Zostaw mnie.
- Nie. Powiedz mi o co chodzi – górował nade mną wzrostem, ale mimo to  czułam na sobie jego wzrok.
- Harrego właśnie zabrała policja.
Chłopak prychnął, a ja miałam ochotę go uderzyć. Nie chciałam  wysłuchiwać jego docinek.
- Nie jesteś specjalnie zdziwiony – zauważyłam.
- Nie jestem, bo to było do przewidzenia. Mówiłem ci, że nie jest święty.
- Może i mówiłeś.
- Jesteś na mnie zła?
- Nie. W ogóle skąd ten pomysł? – ciągnęłam przesłodzonym głosem. – Miałabym być zła na ciebie? Wiesz pomijając to, że jesteś skończonym dupkiem, mogłabym powiedzieć, że jesteś w porządku.
- Przesadzasz.
- Przesadza to ogrodnik! Ja nie mam zamiaru być kolejną dziewczyną do twojej popieprzonej kolekcji! Bawisz się uczuciami dziewczyn, bo sam nic nie czujesz! Nie chcę być jedną z tych, do których możesz przyjść, kiedy ci się żywnie podoba. – Moja irytacja rosła, kiedy widziałam jak uśmieszek na jego twarzy staje się coraz większy. – Czemu się szczerz idioto?
- Jesteś naprawdę słodka, gdy się złościsz.
- Maggie! Niall! Chodźcie do domu, kolacja na stole! – moja  mama krzyczała przez kuchenne okno i machała do nas. Właściwie to do Nialla. Mogłabym nawet powiedzieć, że ma do niego słabość.
- Już idziemy! – odkrzyknął jej chłopak, co spotkało się z moim niezadowoleniem.
- Nie, nie idziemy – odpowiedziałam, ale tak, że tylko on mógł mnie usłyszeć.
- Nie rób scen, piękna. – Złapał moją dłoń w swoją, a ja mimo tego, że powinnam, nie zabrałam jej. Co jest ze mną nie tak?!
- Niall, miło cię widzieć. – Nawet mój ojciec wyszedł z gabinetu, żeby się z nim przywitać. Serio? Zmówili się, czy jak?
- Pana również – odparł  ściskając rękę.
-Siadajcie do stołu – wtrąciła się moja mama.
Zajęliśmy miejsca, a ja byłam zmuszona usiąść koło blondyna. Moja mama od razu zaczęła rozmowę.
- Maggie, kim jest ten cały Harry? To jakiś kryminalista! Niall, znasz tego chłopaka? Właśnie policja wyprowadziła go z naszego domu. Coś podobnego.
- Słyszałem o nim same złe rzeczy.
- O mój Boże… Maggie, zabraniam ci się z nim spotykać.
Czy ja kiedykolwiek będę miała coś do powiedzenia? Raczej  nie.
- Twoja mama ma rację, Meg. – zamierzałam kopnąć Nialla, ale powstrzymał mnie kładąc mi rękę na kolanie.
- Niall, mam prośbę- odezwała się moja mama.
- Tak?
- Chciałabym cię prosić, żebyś ją chronił.
- Będę…



____________________________________________________________
Hi Darkness! 
Przepraszamy za opóźnienie z rozdziałem, ale chciałyśmy, żebyście i Wy i my były zadowolone z tej notki xx
Jak się podoba? :)
Zostaw słówko, jeśli doceniasz nasze starania! ♥
Love <3
Asia&Wera ♥