piątek, 28 marca 2014

Rozdział 7

                                  Zachęcamy do obejrzenia ZWIASTUNA naszego opowiadania ! ♥


- Co ci takiego powiedziała? – Cholera, jak nie Styles, to jego siostrzyczka. Co popieprzyło tę rodzinę?
- Nic, nieważne. Jedźmy już…
Wkurzyła mnie jej odpowiedź. Nie mogła po prostu powiedzieć?! Włączyłem wycieraczki widząc, że zaczyna padać. No tak. Anglia.
- Czemu nie ruszasz? – spytała zerkając na mnie.
- Bo nadal mi nie odpowiedziałaś.
- I nie mam zamiaru. Przestań naciskać.
- Zawsze mogę wejść do klubu i sam jej spytać.
- Nie rób tego.
- To nie zachowuj się jak dziecko. Mów.
- Ja się zachowuję jak dziecko? To ty się obrażasz, gdy czegoś nie dostaniesz, w tym wypadku odpowiedzi  na pytanie i nie mów mi co mam robić! - Wykrzyczała i pociągnęła za klamkę. Od razu wysiadła z auta nawet na mnie nie patrząc. Chciała mnie chyba jeszcze bardziej zdenerwować, bo trzasnęła drzwiami i zaczęła iść przed siebie. Opuściłem szybę i powoli ruszyłem chcąc się z nią zrównać.
- Nie rób scen, Maggie – nie odpowiedziała. Uparta jak osioł. – Pada, a do domu masz trzy przecznice.
- Poradzę sobie – parsknęła.
Kurwa. I weź tu się człowieku staraj. Chcesz dobrze, a ona dalej swoje. Powinienem teraz odjechać i jeszcze celowo wjechać w kałużę, żeby ją ochlapać. Tylko dlaczego tego nie zrobię?!
- Wsiadaj… proszę – dodałem po chwili zawahania.
Zadziałało. Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Jeszcze coś? – spytała.
- Przepraszam, zadowolona? –przewróciłem oczami, gdy z powrotem zajęła miejsce pasażera.
- Zadowolona – mruknęła w odpowiedzi i przeniosła swój wzrok za szybę. Gra niedostępną czy jak?
Podskoczyła lekko, kiedy położyłem rękę na jej kolanie, ale jej nie zabrała. Chociaż tyle. Dalej jechaliśmy w ciszy. Szybko znaleźliśmy się pod jej domem.
- Chcesz wejść?
- Dzięki kochanie, ale musze jeszcze coś załatwić.
- Oh… - najwyraźniej spodziewała się innej reakcji. – Jasne, dzięki za podwiezienie.
- Nie ma sprawy – puściłem jej oczko, gdy niezdarnie wychodziła z auta.
Zamknęła za sobą drzwi rzucając krótkie „cześć”. Ostatni raz na nią spojrzałem i odjechałem.



Patrzyłam jak jego samochód znika na końcu ulicy. Ciekawość rozsadzała mnie od środka. Chciałam wiedzieć co takiego musi załatwić, ale bałam się spytać znając jego wybuchowy charakter.  Wszystko wydawało mi się nieco dziwne. Przyjechał do klubu tylko po to, żeby mnie z niego wyciągnąć i odwieźć do domu? Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że poprosiłam go żeby został… Zresztą to już drugi raz. Chciałam tego bardziej, niż powinnam. Może to nawet lepiej, że pojechał. Dzięki temu uniknęliśmy kolejnej kłótni. 
Weszłam do domu nie zapalając nawet światła. Potknęłam się kilka razy wspinając po schodach na górę. Naprawdę nie ma osoby, mniej skoordynowanej ruchowo, niż ja. Po omacku znalazłam włącznik światła w swoim pokoju. Jęknęłam, gdy zobaczyłam wszechobecny chaos. Wiedziałam, że zostawiłam bałagan, ale nie, że aż taki. Zrezygnowana rzuciłam swoją torebkę na łóżko, a zaraz do niej dołączył mój strój. Było mi o wiele wygodniej w bawełnianym dresie. Nie wiedziałam od czego powinnam zacząć sprzątanie. Wspięłam się na stołek, żeby zdjąć skrawki zasłony. Miałam nadzieję, że rodzice nie będą na mnie źli z tego powodu. Nowe chciałam odkupić za własne oszczędności. Mimo woli spojrzałam w okno sąsiedniego domu, lecz w pokoju Nialla było ciemno. Zmarszczyłam brwi. Po raz kolejny złapałam się na myśleniu o chłopaku. Po godzinie mój pokój wyglądał przyzwoicie. Ubrania  i reszta rzeczy wróciły na swoje miejsce. Zerknęłam na zegarek. Było już dosyć późno, więc postanowiłam się umyć. Wyszłam z łazienki i od razu rzuciłam się na swoje łóżko. Szczelnie owinęłam się kołdrą mimo tego, że było lato. To chyba jakiś mój niezmienny nawyk. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Obudził mnie irytujący dźwięk telefonu. Litości… kto się dobija o tej porze? Poduszką starałam się go zagłuszyć, ale to nic nie dało. Zdenerwowana wstałam z łóżka i pośpiesznie zaczęłam grzebać w torebce, w której go zostawiłam. Zmrużyłam oczy, gdy poraziła mnie jasność ekranu. Odebrałam, a w głowie już układałam sobie reprymendę dla Nialla.
- Lepiej żebyś miał dobry powód, dla którego budzisz mnie w środku nocy.
- Też się cieszę, że cię słyszę, skarbie – usłyszałam jego rozbawiony głos.
-Czego chcesz? –mruknęłam do słuchawki wspinając się z powrotem na łóżko.
- Zadziorna, podobasz mi się taka.
- Jeśli to wszystko, co masz mi do powiedzenia to cześć – rozłączyłam się i wsunęłam telefon pod poduszkę. Nie miałam ochoty na te jego idiotyczne żarty, a już na pewno nie w środku nocy!
Dlaczego on mi to robi? – jęknęłam w myślach ponownie słysząc mój telefon.
Odebrałam połączenie, ale tym razem czekałam, aż to on pierwszy się odezwie.
- Otwórz drzwi.
- Przestań Niall… chcę spać – na potwierdzenie moich słów głośno ziewnęłam.
- Właśnie słyszę – jego śmiech był chyba najcudowniejszym dźwiękiem pod słońcem.
STOP. Majaczę z niewyspania.
- Jest trzecia nad ranem. Nie masz ciekawszych rzeczy do robienia, niż dzwonienie do ludzi po nocy?
- Dzwonię tylko do ciebie – poprawił mnie.
- Gdybyś chciał się do mnie dostać, to poradziłbyś sobie bez dzwonienia do mnie. Już kilka razy się włamałeś, pamiętasz?
- Taaak, ale wtedy byłabyś na mnie zła. Więc wolę, żebyś mnie sama wpuściła.
- Idź spać Niall...
-Zamierzam, ale w twoim pokoju. Jak nie zejdziesz za minutę zacznę walić do drzwi i nachalnie wciskać dzwonek. Chyba tego nie chcesz, co?
- To jest szantaż… - westchnęłam zrezygnowana i ruszyłam na dół.
Cały czas trzymałam telefon przy uchu słuchając miarowego oddechu chłopaka. Przeczesałam palcami włosy i otworzyłam drzwi.
- Wyglądasz jak zombie – zaśmiał się i wszedł do środka.
- Nie denerwuj mnie, bo… - nie dał mi nawet skończyć zdania, bo zręcznie mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię jak lalkę. Mogłam wyczuć zapach papierosów zmieszany z jego perfumami. Upajający zestaw… Położył mnie na łóżku i sam stanął w jego nogach. Zaczął ściągać swoje ubrania. Zawstydzona odwróciłam głowę. Po chwili materac  ugiął się pod jego ciężarem. Moje serce waliło jak oszalałe. Miałam wrażenie, że chłopak może je usłyszeć, co było według mnie jeszcze bardziej żenujące. W głowie przelewało mi się od pytań. Dlaczego przyszedł do mnie? Dlaczego chce tu zostać? Jego wytatuowane ramię owinęło się wokół mojej talii. Przysunął mnie bliżej siebie i oparł swoją brodę o czubek  mojej głowy.
- Dobranoc Maggie.
Byłam w zbyt dużym szoku, żeby mu odpowiedzieć. Zamiast  tego opuszkami palców śledziłam poszczególne wzory jego tatuaży. Nic nie powiedział, ani nie odsunął się ode mnie, więc uznałam, że mogę kontynuować. Jego klatka piersiowa prezentowała się lepiej, niż niejedna rzeźba Michała Anioła. Był po prostu idealny. Powoli podniosłam głowę, a nasze spojrzenia się spotkały.
Automatycznie odechciało mi się spać, a wszystko za sprawą jednego chłopaka. Jak to możliwe, że tak na mnie działa samą swoją obecnością? Przesunęłam palce wyżej do jego szyi badając jej fakturę. Jego spojrzenie jakby hipnotyzowało. Błękit oczu został przyćmiony mrokiem panującym na zewnątrz, ale nie tylko. Jego źrenice były znacznie powiększone. Zagryzłam swoją wargę, kiedy moje palce badały jego usta. To była pokusa, z którą nie miałam siły walczyć. Nie potrafiłam. Rozchylił je lekko, a ja nie wytrzymałam. Podciągnęłam się wyżej i jedyne o czym myślałam, to żeby tego spróbować. Złączyłam nasze usta w pocałunku, a on po raz kolejny tej nocy nie odsunął mnie od siebie. Wręcz przeciwnie. Odwzajemnił mój gest, a jego język idealnie współpracował z moim. Właściwie to był mój pierwszy poważny pocałunek. Nigdy nie myślałam jak powinien wyglądać. Do głowy na pewno by mi nie przyszło, że będę leżeć z chłopakiem wyglądającym jak on w moim łóżku… Wiedziałam jedno. Tego właśnie chciałam. Niall otworzył językiem moje usta i wsunął go do środka. Muskał nim delikatnie moje podniebienie doprowadzając mnie do szaleństwa. Czułam kolczyk w jego wardze, który ocierał się o moją w przyjemny sposób. Zwinnie znalazł się nade mną i podpierając się na rękach kontynuował pocałunek. Jego zęby chwyciły moją wargę i pociągnęły ją lekko wywołując u mnie cichy jęk. Rozchyliłam powieki, żeby zobaczyć u niego łobuzerski uśmiech. Zapomniałam jak się oddycha. Mam nadzieję, że opanował podstawy pierwszej pomocy i w razie czego będzie mnie ratował.  Przeniósł pocałunki na moją szyję zahaczając wcześniej o linię szczęki.
Skrzywiłam się lekko czując ból, gdy zasysał moją skórę. Zaraz potem przyniósł mi ulgę przejeżdżając językiem po piekącym miejscu. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Niall cmoknął mnie w czubek nosa, co wydawało mi się strasznie słodkie z jego strony. Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy on układał się z powrotem na swoje miejsce.
- Myślę, że teraz powinniśmy iść spać – odezwał się, na co ja mu przytaknęłam.
Pytanie tylko, czy uda mi się zasnąć?



Obudziłem się, gdy usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Zawsze miałem słaby sen.  Już chciałem zbiec na dół i sprawdzić  co się dzieje, gdy przypomniałem sobie o rodzicach Maggie. W końcu kiedyś musieli wrócić do domu. Miałem tylko nadzieję, że nie wpadną tu z awanturą. Właściwie to po kolacji w moim domu uznałem, że są to naprawdę w porządku ludzie.  Zwykle się nie mylę, jeśli chodzi o to. Nie miałem ochoty otwierać oczu, więc po prostu starałem się znów zasnąć. Maggie poruszyła się w moich ramionach, ale nadal spała. Jej oddech był miarowy i spokojny. Uśmiechnąłem się na wspomnienie ubiegłej nocy. Jej usta były cholernie miękkie. Założę się, że jeszcze nikt jej nigdy tak nie całował i nawet się z tego cieszyłem.  Słyszałem ściszone głosy jej rodziców, które dochodziły z dołu, a po chwili ktoś wspinał się po schodach. Udawałem, że śpię, kiedy drzwi od pokoju Maggie się otwierały.
- Meg, właśnie wró… oh – musiała zdać sobie sprawę z tego, że jestem w łóżku jej córki – Bob – szepnęła lekko podekscytowana, a przynajmniej tak mi się wydawało. – Spójrz tylko. Niall jest u nas.
- Wow – odezwał się mężczyzna. – Myślisz, że oni coś razem może… - jąkał się, jakby brakowało mu słów.
- Nie mam pojęcia, ale sądzę, że wyglądają razem uroczo – miałem ochotę się skrzywić na jej słowa, ale wiedziałem, że wtedy zdaliby sobie sprawę, że nie śpię.
- Chodź lepiej, zanim się obudzą.
Drzwi się zamknęły, a my znów zostaliśmy sami.
Nie wiem ile minęło. Może kilka, może kilkanaście minut, a mi wciąż nie udało się zasnąć. Podparłem się na łokciu i patrzyłem na śpiącą dziewczynę zastanawiając się, co powinienem teraz zrobić. Jeśli zejdę na dół, zmierzę się sam na sam z jej rodzicami, czego wolałbym uniknąć. Nie chcę, żeby pomyśleli sobie, że wiążę z ich córką jakieś poważniejsze plany, bo tak nie jest. Po prostu nie bawię się w to całe gówno ze związkami, trzymaniem za ręce i okazywaniem sobie uczuć w miejscu publicznym. Właściwie na co komu to wszystko? Człowiek z natury jest istotą samolubną i myśli tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb. Jeśli nie wszyscy, to na pewno większość, w tym ja. Nie wiedziałem jak powinienem nazwać to, co mną wówczas kierowało. Starałem się ją utrzymać jakoś z dala od Harrego. Ale kurwa… nie raz już o niej myślałem, gdy nie było jej w pobliżu, a za każdym razem, gdy chciałem zająć umysł czymś innym, ona i tak wracała. Kiedy pieprzyłem się ostatnio z Kate wyobraziłem sobie, jakby to było uprawiać seks z Maggie. I tak w kółko.
- Nie śpisz już? – usłyszałem jej cichy szept i automatycznie na nią spojrzałem.
Jest chyba jedyną dziewczyną, która wygląda tak cholernie dobrze tuż po obudzeniu.
- Nie śpię – odpowiedziałem. – Właściwie to powinienem się zbierać do domu.
- Okej, nie ma sprawy.
Wstałem z łóżka i wskoczyłem we wczorajsze ciuchy. Meg nie fatygowała się z ubieraniem tylko zarzuciła na siebie kolorowy szlafrok. Chyba nie była świadoma tego, że jej rodzice wrócili, bo pewnym krokiem zeszła na dół. Dopiero na schodach, kiedy usłyszała ich głosy spojrzała na mnie przestraszona. Wzruszyłem tylko ramionami i minąłem ją, kiedy rozpuściła włosy, żeby zakryć malinkę na szyi.
- Dzień dobry – przywitałem się z jej rodzicami, a oni odpowiedzieli mi tym samym.
- Zjecie z nami śniadanie? – spytała jej mama.
- Bardzo chętnie – odpowiedziałem.
Siedzieliśmy przy stole, a ja czułem, że Maggie co chwilę zerka na mnie ukradkiem. Zupełnie jakby się bała tego, co jej rodzice powiedzą, kiedy ja już wyjdę. Rozluźniła się, kiedy moja ręka znalazła się na jej kolanie.
- Więc… - zaczął jej ojciec. – Wy dwoje się zabezpieczacie, racja?
Naprawdę miałem ochotę się zaśmiać z jego pytania.
- Tato – jęknęła Meg, a jej policzki były nienaturalnie czerwone – To nie jest tak… My nie… - nie potrafiła ułożyć logicznego zdania, więc postanowiłem przejąć inicjatywę.
- Tak, proszę pana. – W tym samym czasie poczułem jak dziewczyna kopie mnie w nogę, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- Em… to dobrze, dobrze – pokiwał w zamyśleniu głową.

- Chyba czas na mnie – odezwałem się wstając od stołu. – Było naprawdę miło. – Uśmiechnąłem się do jej mamy.
- Nie ma za co. Wpadaj częściej – odpowiedziała mi tym samym.- Maggie, odprowadź Nialla.
Dziewczyna posłusznie wstała od stołu i odprowadziła mnie do drzwi. W zasadzie od dłuższego czasu się nie odezwała.
- Spotkamy się jakoś później? – spytała, kiedy upewniła się, że jej rodzice jej nie słyszą.
- Po co?
Zmarszczyła brwi na moją odpowiedź.
- Nie wiem… tak tylko pytam.
- Dziś idę na imprezę, jutro też jestem zajęty.
- Em… - zawahała się – A pojutrze?
- Mała – zacząłem. – To, że się całowaliśmy i zrobiłem ci malinkę, nie oznacza, że teraz będziemy się spotykać codziennie.  Zwykły pocałunek. To nic nie znaczy. – rzuciłem i wyszedłem z jej domu zostawiając ją całkiem zdezorientowaną w progu.


To nic nie znaczy. To nic nie znaczy. To nic nie znaczy… Te słowa krążyły w mojej głowie bez przerwy już od godziny. Po jego wyjściu bez słowa zamknęłam bez słowa w pokoju ignorując nawoływania rodziców. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Czułam się upokorzona. Łzy niekontrolowanie ściekały po moich policzkach, a ja nie nadążałam za ich ścieraniem. Nie spodziewałam się tego. Nawet po nim. Cholera, po co to wszystko? Po co przyszedł, został na noc? Dlaczego ja go w ogóle pocałowałam? Na co ja liczyłam?! Idiotka. On teraz pewnie opowiada o wszystkim swoim kumplom. Śmieją się w najlepsze, podczas gdy ty ryczysz! – skarciłam się w myślach.
Postanowiłam wziąć się w garść. Sięgnęłam po telefon i zaczęłam wystukiwać treść wiadomości.

__________________________________________
Do: Lucy
Hej! Miałabyś dziś może czas i ochotę, żeby się spotkać?
__________________________________________

Szybko dostałam odpowiedź.
__________________________________________
Od: Lucy
Jasne ;) Za godzinę tam gdzie ostatnio?
__________________________________________

__________________________________________
Do: Lucy
Idealnie x
__________________________________________

Byłam jej wdzięczna za to, że zechciała się ze mną spotkać. Była jedyną osobą, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Gdy tylko odpisałam jej na ostatniego smsa odłożyłam telefon na szafkę i zaczęłam się szykować.  Zrezygnowałam z makijażu na wypadek, gdybym miała się rozpłakać, czego bardzo nie chciałam. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę i spacerem ruszyłam w stronę centrum. Naprawdę potrzebowałam się wygadać. 





___________________________________________________________
Już 7 rozdział za nami! :D Trochę sprawy się pokomplikowały ;>
Liczymy na komentarze! :) Zostaw słówko, jeśli doceniasz nasz wysiłek!
Całuski :*
Wera&Asia

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 6

Proszę przeczytajcie notkę pod rozdziałem. To ważne.



- Harry… - tylko tyle byłam w stanie z siebie wykrztusić.
Skrzywiłam się, gdy zobaczyłam na jego twarzy liczne zadrapania i siniaki, które zmieniały kolor z fioletowego na żółty. Niall go pobił? Szczerze mówiąc nie chciałam w to wierzyć, dopóki nie skojarzyłam faktów. Niall miał poranione kłykcie i był zły na Harrego. Poza tym z tego co mówiła Lucy, nie przepadali za sobą.
- Co do cholery? – odezwał się blondyn wyrywając mnie z zamyślenia.
- Gówno – prychnął Harry i po prostu wszedł do środka.
Super. Znalazłam się między dwoma wielkimi facetami, którzy najchętniej skoczyliby na siebie i to w dodatku w moim salonie. Brak możliwości ucieczki. Nie ma też szans, że zdołam powstrzymać któregokolwiek z nich.
- Nie wydaje mi się, żebyś był zaproszony – głos Nialla był przesiąknięty jadem.
- Nie przyszedłem do ciebie.
- Ona też nie ma ochoty na twoje towarzystwo.
Uwielbiam, gdy ktoś podejmuje decyzje za mnie albo odzywa się w moim imieniu.
- A na twoje ma? Ja na jej miejscu bym się z tobą nie zadawał. Jeszcze ci odbije i rzucisz się na nią z łapami tak, jak na mnie.
Czyli to jednak on…  Niall mocno zaciskał swoją szczękę i pięści. Widziałam, że jest bliski tego, żeby wybuchnąć.
- Przyszedłeś tu robić z siebie męczennicę?
- A co? Boisz się, że nie będzie chciała z tobą gadać i stracisz okazję do zaliczenia kolejnej laski?
Zachowywali się tak, jakbym nie stała obok nich.
- Nie przeginaj Styles, bo…
- Ej – weszłam mu w słowo zwracając tym samym na siebie ich uwagę. – Skończcie z tym. Naprawdę nie wiem czemu się tak nienawidzicie, ale ja nie zamierzam brać w tym udziału.
- Meg kurwa… zrozum, że on nie jest bez winy – usprawiedliwiał się Niall. -  Najpierw sam ci dosypał jakiegoś gówna, a jak teraz oberwał po mordzie za to, to przyleciał na skargę albo po kolejnego siniaka.
- To prawda? – przeniosłam wzrok na Harrego.
- Na pewno powie ci prawdę – prychnął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Co? Nie. Jasne, że nie. Mówiłem ci już, że lubi manipulować dziewczynami. Nie ufaj mu – w głosie Harrego naprawdę było słychać troskę. Po co miałby kłamać? Zresztą Lucy trzymała jego stronę. Jej przecież mogłam ufać. Pokręciłam głową, żeby odgonić nadmiar myśli. Tego naprawdę było za dużo.
Przepchnęłam Harrego i otworzyłam na oścież drzwi.
- Widzisz Horan? To bardzo subtelny znak, żebyś poszedł.
-  To znak, żebyście poszli obaj. – Miałam już dosyć tych ich sprzeczek, więc uznałam, że to najlepsze rozwiązanie.
Obaj jak na zawołanie zdziwieni spojrzeli na mnie i unieśli brwi, na co miałam ochotę się zaśmiać.
Zachowywali się jak mali chłopcy. Żaden nie chciał ustąpić i wzajemnie obrzucali się winą.
- Naprawdę nie mam ochoty wysłuchiwać jak się wyzywacie, a co dopiero mówiąc oglądać jak się bijecie. To są sprawy między wami, więc załatwiajcie je sobie gdzie indziej – kontynuowałam odważnie, ale mimo to nie patrzyłam na żadnego z nich.
- Jak chcesz, mała. Żebyś potem nie żałowała – rzucił Niall i wyszedł uderzając Harrego barkiem.
- Niall – zaczęłam, ale odpowiedziało mi tylko trzaśnięcie drzwi.
Cholera. Miałam nadzieję, że uda nam się spędzić miły wieczór. Bez kłótni. Można powiedzieć, że zrobiliśmy krok do przodu, kiedy opowiadał mi o sobie, a teraz mam wrażenie, że wróciliśmy do punktu wyjścia. Nie wiedziałam, czy powinnam się za to obwiniać czy nie. Z jednej strony sama kazałam mu wyjść, a z drugiej cieszyłam się, że tu był. Ale mógł nie zachowywać się dziecinnie i po prostu odpuścić. Harry też nie był bez winy. Zaczął go prowokować… Kolejny raz przyłapałam się na wewnętrznej kłótni samej ze sobą. A czepiałam się psychiki Nialla…
Tymczasem  Harry dalej stał, tam gdzie wcześniej i odkąd wyszedł blondyn nie odezwał się ani słowem. Miałam wrażenie, że czerpie jakąś satysfakcję z tego, że wyszedł.
- A ty na co czekasz? Możesz już iść.
- Szybko mnie wyganiasz – uśmiechnął się, a mi wcale nie było do śmiechu.
- Nie mam ochoty na głupie żarty.
- A kto tu żartuje?
- Po co przyszedłeś? – może nie zabrzmiało to zbyt grzecznie, ale w tamtej chwili mało mnie to obchodziło.
- Dawno się nie widzieliśmy, więc pomyślałem, że wpadnę. – wzruszył ramionami.
- Istnieje coś takiego jak telefon. Mogłeś uprzedzić.
- Zapamiętam na przyszłość. Nie dąsaj się tak – szturchnął mnie lekko i uśmiechnął się ukazując słodkie dołeczki. Jeśli takie określenie w ogóle pasuje do jego ogólnego wyglądu.
- Nie dąsam się… Ale uważam, że moglibyście wreszcie zakopać ten topór wojenny. Nie wiem, o co wam poszło, ale jeśli kiedyś się przyjaźniliście to uważam, że nie powinniście odpuścić.
- Nie wydaje mi się – odparł zdecydowanie bardziej naburmuszony.
- Daj spokój Harry. Co takiego się stało?
- Nie chcę o tym gadać. Skończmy ten temat, Maggie.
- Jak wolisz… 
- Ta…  - przeczesał palcami swoje włosy. – W sumie to moglibyśmy gdzieś skoczyć. Otworzyli ostatnio fajny klub niedaleko. Jeszcze tam nie byłem, więc…
- Wpuszczą cię gdziekolwiek z taką twarzą? – wskazałam na jego siniaki.
- Spróbowaliby nie – zażartował.  – Lucy też będzie i jeszcze kilka osób z paczki.
- W sumie… - zawahałam się.
Wow… Przez całe moje życie nie byłam nigdzie zapraszana, a tu w Londynie byłam już na dwóch imprezach. Jeśli można to tak nazwać. Pierwsza była fajna, choć za wiele nie pamiętam. Druga… już mniej przyjemna, za to miała miły koniec.  Teraz miałabym iść do klubu.
- Wpuszczą mnie? Nie mam jeszcze osiemnastu lat.
- Myślę, że nie będą robić problemu. W końcu będziesz ze mną.
- Mówisz tak, jakby wszyscy w okolicy cię znali.
- Można tak powiedzieć – nie podjął tematu.
- Sama nie wiem, Harry…
- Założę się, że nie masz żadnych planów na wieczór, a korzystając z tego, że nie ma rodziców powinnaś się zabawić.
- Wracają jutro.
- Idealnie. Ile czasu potrzebujesz na naszykowanie się? Nie żeby coś, bo wyglądasz dobrze, nawet bardzo, ale dziewczyny chyba lubią się przebierać, czy coś…
- Widzę, że się orientujesz w temacie  - zaśmiałam się, na co wywrócił oczami. – To daj mi jakąś godzinkę.
- Aż tyle? Co ty zamierzasz robić przez tyle czasu?
- Myślałam, że wiesz. Będę się przebierać. Możesz gdzieś usiąść jak chcesz.
Szybko poleciałam na górę i usiadłam przed szafą. To będzie trudniejsze niż myślałam. W czym się chodzi do klubu? Nie chcę wyglądać jak spod latarni, w obcisłej sukience, która nic nie zakrywa i metrowych szpilkach. Nawet nie mam takich ciuchów. Potykałam się o wieszaki, które wcześniej rzuciłam na podłogę i w ostatniej chwili złapałam się zasłony, która niestety się oberwała. Super. Ciekawe jak się z tego wytłumaczę. Moja niezdarność na każdym kroku mnie prześladowała.
Po jakimś czasie udało mi się znaleźć odpowiednie ubrania. Poprawiłam włosy i nałożyłam lekki makijaż.
- Chyba nie jest tragicznie – oceniłam swój strój przeglądając się w lustrze. Chyba zajęło mi to nawet mniej niż godzinę.
 Mój pokój przypominał raczej pole bitwy, niż sypialnię. Trudno. Posprzątam później – pomyślałam i zamknęłam za sobą drzwi. Harry siedział w salonie, a jego wzrok był wlepiony w ekran telewizora. Cicho odchrząknęłam informując go o swojej obecności. Natychmiast wstał i wyłączył telewizor, a jego zielone oczy wpatrywały się w moją sylwetkę.
- Coś nie tak? Powinnam się przebrać?
- Tak.
- Oh – nie ukrywam, że trochę zraniły mnie jego słowa, ale przynajmniej był szczery.
- Czekaj – złapał mnie za rękę w chwili, gdy miałam wrócić na górę. – Miałem na myśli, że wyglądasz świetnie, tylko każdy facet w klubie będzie się na ciebie gapił.
Czułam, że się rumienię. Chyba żaden podkład nie będzie w stanie tego zakryć.
- To możemy iść? – przerwał niezręczną ciszę.
- Tak, jasne. – zamknęłam drzwi  i po chwili jechaliśmy w stronę klubu.

- Maggie! – Lucy od razu zamknęła mnie w ramionach powodując na mojej twarzy szeroki uśmiech. – Nie wiedziałam, że będziesz. Harry nic nie mówił. Ja głupia nie pomyślałam o tym, żeby do ciebie zadzwonić. Ale super, że jesteś.
- Zwolnij Lucy – zaśmiałam się na jej słowotok.
- Chodźcie do środka gaduły , bo nie będzie fajnego stolika – przerwał nam Zayn i objął blondynkę w pasie. To samo Harry zrobił ze mną.
Już na wejściu uderzyła mnie intensywna woń alkoholu i bardzo głośna muzyka. Czy ludziom od tego nie wysiadają uczy? Chłopcy zaprowadzili nas do loży w samym kącie. Było więc znacznie więcej prywatności. Bez ocierających się o siebie ciał dookoła.
- Skoczę po drinki. Póki nie ma tych, co najwięcej piją – Zayn skradł na ustach Lucy szybki pocałunek i zniknął w tłumie.
- To opowiadaj co się działo przez ostatnie dwa dni – przysunęła się bliżej mnie, żebyśmy mogły się wzajemnie słyszeć.
Chciałam się z nią podzielić tym wszystkim, bo jest jedyną osobą, którą mogłabym o tym pogadać, ale było mi strasznie niezręcznie mówić o tym wszystkim w obecności Harrego. Spojrzałam na nią wymownie, a ona od razu złapała aluzję.
- Harry, Gemma mi napisała, żebyś po nią przyjechał, bo samochód nie chce jej odpalić.
Serio Lucy?
- To niech się przejdzie. Daleko nie ma. Poza tym do mnie nie pisała.
Posłała mu bardzo groźne spojrzenie, ale on tylko zaniósł się śmiechem.
- Jak chcecie poplotkować o mnie to po prostu powiedzcie – puścił mi oczko i wstał z kanapy. – Sprawdzę, czy Zayn zamówił dobre drinki.
- No, to teraz opowiadaj – zwróciła się do mnie, kiedy brunet się oddalił.
- Byłam na imprezie z Niallem wczoraj. – Jej oczy powiększyły się ze zdziwienia, ale postanowiłam kontynuować.  Opowiedziałam jej każdy szczegół, kiedy komplementował moje ciało, gdy zasnęliśmy przytuleni… Uśmiechnęłam się na wspomnienie, o popołudniu w moim pokoju. O tym jak trochę się przede mną otworzył.
- Normalnie nie wierzę – podsumowała moją wypowiedź. – Nie znałam go od tej strony. Po prostu jedno wielkie wow.
- Co jest takie wow? – spojrzałam w górę, żeby zobaczyć piękną dziewczynę. Jej farbowane włosy opadały na ramiona, rysy twarzy miała niezaprzeczalnie idealne. Takie same jak Harry. Figury mogłaby jej pozazdrościć niejedna modelka.
- Gemma, jesteś wreszcie – Lucy zrobiła jej miejsce obok siebie, a ta od razu je zajęła.
- Skądś cię kojarzę – przyglądała mi się uważnie.
- Widziałyśmy się niedawno na imprezie u Nialla – postanowiłam jej nie przypominać jak miła była dla mnie tamtego wieczoru.
- Aa tak.. dziewczynka z Kinderbalu – nawet jej śmiech był wkurzająco melodyjny no i wcale nie musiałam jej przypominać. Już wiedziałam, że mnie nie polubi. Wolałam się nie odzywać.
Chłopaki wrócili do nas z drinkami i dwójką swoich znajomych. Kojarzyłam ich z imprezy, ale mimo to nie wiedziałam jak się nazywają. Na szczęście Harry postanowił nas sobie przedstawić.
- Maggie, to jest Danny i Nick.
- Miło poznać – wyższy z chłopaków, Danny  uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę, którą natychmiast uścisnęłam.
- Mnie również – odpowiedziałam i przywitałam się  z Nickiem.
Choć miło spędzałam z nimi czas, to cały czas myślałam o Niallu. Nie wiem dlaczego. Po prostu ten tajemniczy chłopak zajął całkowicie mój umysł. Zastanawiałam się gdzie jest, co robi. Może jest  w domu i ogląda jakiś film, może też gdzieś wyszedł się zabawić. Ciekawe tylko czy o mnie myśli… Taa, na pewno – skarciłam się w głowie. Gdy wychodził od ciebie z domu, to był wkurzony i trzasnął drzwiami. Na sto procent ma ochotę na myślenie o tobie, Maggie…
- Chodź, zatańczymy – zachrypnięty głos Harrego sprowadził mnie na ziemię.
- Jasne, czemu nie – wzruszyłam ramionami i odstawiłam swoją szklankę z sokiem. Nie miałam zamiaru pić.
Chłopak objął mnie w talii i poprowadził wśród tłum tańczących. W ogóle nie przejmował się muzyką, która dobiegała z każdej strony. Swoje ręce trzymał na moich biodrach, kiedy ja zarzuciłam mu ramiona na szyję. Kołysaliśmy się powoli ignorując wszystkich dookoła, co zupełnie nie pasowało mi do Harrego. Widocznie jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiem…


Zajebiście. Uwielbiam takie sytuacje. Nie wiem co ten Styles odpieprza, ale za cholerę mi się to nie podoba. Zgrywa ofiarę na oczach Meg, a kiedy nie ma jej w pobliżu pokazuje jaki jest naprawdę. Nie chciało mi się wierzyć, że ona daje się nabrać na te jego tandetne sztuczki. Kurwa, naprawdę spieprzył mi wieczór. Właściwie to od dawna tak normalnie z nikim nie gadałem.  No może z Joshem, ale to się nie liczy. Ona jest po prostu inna.  Ta jej niezdarność, nieśmiałość w pewien sposób mnie pociąga. Zdecydowanie różni się od innych lasek. Z pewnością nie jest to typ „na jedną noc”. I do cholery nie mam pojęcia dlaczego chciałem akurat z nią spędzić ten wieczór. Wstałem z łóżka i wyszedłem na balkon. Oparłem się o metalową barierkę i spojrzałem w jej okno. Ciemno. Właściwie to nie zauważyłem, żeby gdziekolwiek paliło się światło. Nie mogła już spać. Było przed dziewiątą. Jak ten fiut jej coś zrobił to… Nie powinno mnie to obchodzić, bo nie jestem jej niańką, ale wiedziałem, że jest naiwna, a on to wykorzysta.
- Wychodzisz gdzieś? – spytała moja mama, gdy zbiegałem po schodach.
- Na chwilę, coś sprawdzić – mruknąłem w odpowiedzi.
- Oh… właśnie kończę robić kolację. Myślałam, że zjemy razem.
- Jasne. Zjemy jak wrócę – uśmiechnąłem się widząc jej zdziwioną minę spowodowaną zapewne moim przyjaznym tonem.
Wyszedłem  z domu i po chwili stałem już pod jej drzwiami. Zapukałem, a gdy to nie przyniosło żadnych rezultatów, natarczywie wciskałem dzwonek. Gdzie do cholery może być, jeśli nie w domu? Wiedziałem, że będzie zła, jeśli dowie, ale jakoś się tym nie przejąłem. Bez trudu otworzyłem nieskomplikowany zamek i znalazłem się w środku. Na dole było ciemno i cicho. Kiedy wszedłem do jej pokoju zakląłem pod nosem. Wszędzie były porozrzucane rzeczy, pościel zamiast na łóżku leżała na podłodze, zasłona była podarta  i ledwo utrzymywała się na karniszu. CO DO CHOLERY SIĘ TU STAŁO? Wyglądało to jak jakaś scena z horroru. Brakowało tylko krwi.  Wyciągnąłem telefon i trzymając go przy uchu sprawdzałem resztę pomieszczeń w domu.
Odbierz ten telefon – pomyślałem, gdy po raz kolejny odpowiedziała mi poczta głosowa. Nie wiem do jakiego stopnia byłem wkurzony lub zdeterminowany żeby ją znaleźć. Wybrałem numer Harrego, który jakimś cudem ocalał w moich kontaktach. Jeśli nie ma jej tu, to musi być z nim. Dźwięk sygnału naprawdę mnie irytował. Po co komu telefon, jeśli go nie odbiera?!
Może chociaż ty odbierzesz – powiedziałem sam do siebie i wykonałem kolejne połączenie.
- Haaaalo? – po drugiej stronie usłyszałem roześmiany głos Zayna i głośną muzykę w tle.
- Cześć – odezwałem się.
- Niall? – Słyszałem, że jest bardzo zdziwiony. Nie gadaliśmy ze sobą od tej całej afery między mną, a Harrym. Zawsze tworzyliśmy zgraną paczkę i trzymaliśmy się razem. Potem nasza grupa się podzieliła i kontakt się urwał.
- Mam pytanie… - zacząłem, ale wszedł mi w słowo.
- Poczekaj, tylko wyjdę na zewnątrz, bo słabo słyszę – zaskoczyło mnie jego zachowanie. Myślałem, że mnie oleje, albo po prostu się rozłączy. Tymczasem było zupełnie inaczej. – Już możesz mówić.
- Jest z tobą Harry?
- Znów będziecie się lać? Jeszcze te siniaki nie zeszły.
- Nie o to chodzi… Po prostu kogoś szukam i on może wiedzieć gdzie ona jest.
- Chodzi o Maggie?
- Tak.
- Jesteśmy razem w klubie – wyczułem w jego głosie wahanie, jakby się zastanawiał, czy dobrze robi mówiąc mi o tym.
- W którym?
- Ten nowy, dwie ulice od ciebie.
- Dzięki stary.
- Spoko… Nie spodziewałem się, że zadzwonisz.
- Ja też nie.
- Dobrze było cię słyszeć.
- Ciebie też. Na razie.
Rozłączyłem się i wsunąłem telefon do tylnej kieszeni spodni. Poczułem ulgę, że nic jej nie jest, ale byłem wkurzony, że ten wieczór spędza z Harrym, a nie ze mną. Kurwa, jak zazdrosny szczeniak. Wysłałem mamie szybkiego smsa, żeby jednak nie czekała z kolacją i wsiadłem do samochodu. Pod klubem znalazłem się parę minut później. Słyszałem za sobą oburzone jęki, kiedy mijałem długą kolejką przed wejściem. Ochroniarz nie miał nic przeciwko temu, żebym się wepchał. Byłem mu w tamtym momencie za to wdzięczny. Nie zajęło mi  długo, żeby odnaleźć wysokiego bruneta w tłumie. Zdecydowanie się wyróżniał. Zobaczyłem jak trzyma łapy na ciele Maggie i uśmiecha się przy tym jak paralityk. Zacisnąłem swoją szczękę i podszedłem bliżej nich. Chwilę patrzyłem jak jej drobne ciało porusza się w rytm muzyki i jak jej policzki robią się czerwone, gdy Harry mówi jej coś do ucha. Akurat zmieniła się piosenka, więc wykorzystałem ten moment zbliżając się wystarczająco blisko, żeby mogli mnie zobaczyć.
- Następna piosenka jest moja, Styles.
Ich głowy odwróciły się w tym samym momencie.
- Niall? – Meg była zdziwiona moją obecnością tak samo jak Harry.
- Cześć mała – uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem jak zdejmuje swoje ręce z jego szyi.
- Co tu robisz? – ledwo mogłem ją usłyszeć przez panujący dookoła hałas.
- Psuje nam wieczór  - odpowiedział za mnie Harry, a ja walczyłem z chęcią wepchnięcia mu zębów do gardła.
- Tu się nie da rozmawiać, chodź do spokojniejszego miejsca. – Ująłem jej dłoń i lekko przyciągnąłem do siebie. Nie protestowała, co spotkało się z grymasem niezadowolenia na gębie Harrego.
Wyprowadziłem ją na zewnątrz i usiedliśmy na ławce.
- Więc co tu robisz? – ponowiła swoje pytanie.
- Byłem u ciebie w domu. Twój pokój wyglądał jak jedno wielkie pobojowisko. Myślałem, że coś ci się stało. Nie odbierałaś telefonu…
- Martwiłeś się o mnie? – spytała niepewnie.
- Jak cholera – przyznałem szczerze zmarszczyłem czoło na własne słowa.
- To słodkie – zobaczyłem jak się uśmiecha, a po chwili przylgnęła do mnie swoim ciałem i po prostu przytuliła. Objąłem ją i przygarnąłem ją bliżej do siebie.
- Ale nie podoba mi się, że włamałeś się do mojego domu. Znowu – mimo, że nie widziałem jej twarzy mogłem wyczuć lekkie rozbawienie w jej głosie.
- Chcesz wracać do domu? – spytałem.
- Znaczy… dopiero przyjechaliśmy i jest jeszcze Lucy…
- Nie będzie się nudzić. Ma Zayna.
- Ale co będę robić sama w pokoju?
- A kto powiedział, że będziesz sama kochanie? Wydaje mi się, że wcześniej nie dokończyliśmy pytań o sobie.
- Nie dokończyliśmy – potwierdziła moje słowa i zagryzała wargę, jakby rozważała wszystkie za i przeciw. 
Czekałem cierpliwie aż się odezwie.
- Możemy wrócić – szepnęła. – Dasz mi chwilę? Tylko się pożegnam.
- Jasne – powiedziałem, choć wcale nie miałem ochoty jej wypuszczać. Było mi dziwnie przyjemnie. Opuściłem jednak  ręce dając jej swobodę ruchu. Wróciła po kilku minutach, ale widziałem na jej twarzy jakieś zmartwienie.
- W porządku? – nie powinienem się tak przejmować, ale to było silniejsze ode mnie. Nic nie mogłem na to poradzić.
- Tak, tak… - kłamała. Wiedziałem to.
- Tam zaparkowałem – wskazałem na swoje auto.
Kiwnęła głową i bez słowa ruszyła w jego stronę. Co do kurwy?
- Powiesz mi prawdę? – spytałem, kiedy siedzieliśmy już w samochodzie.
- Nic, naprawdę.
- Widzę, że jednak coś. Ten debil ci coś powiedział?
- Nie on…
-A kto?
- Gemma…






____________________________________________________________
                                                                  WAŻNE!
Na początku przepraszamy za mały poślizg z rozdziałem. Obiecujemy, że następny na pewno pojawi się szybciej! J Dziękujemy za cierpliwość i wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziale J Ich więcej im jest, tym większa motywacja do pisania! No i mamy już ponad 2000 wyświetleń! Myślę, że jak na początek opowiadania, to całkiem niezły wynik.
Chciałyśmy jeszcze dodać, że nasze opowiadanie nie jest plagiatem… Ten komentarz akurat wyjątkowo nas przygnębił, bo staramy się dopracować każdy szczegół, spędzamy wiele godzin przy komputerze, żeby rozdział Wam się spodobał. Nie ukrywam, że opowiadanie może się kojarzyć z Teenage Dirtbag, ale tylko na pozór. W rzeczywistości to dwa różne opowiadania i według nas różnicę są widoczne. Oczywiście postaramy się bardziej uniknąć takich sytuacji.
Tyle na dziś J Zachecamy do komentowania i głosowania w ankiecie J Poświęć nam chwilę, jeśli doceniasz nasze starania.
Love.
Wera&Asia

wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 5

Budziłam się powoli, ale niechętnie. Miałam wyjątkowo przyjemny sen i  nie chciałam, żeby się kończył. Nie otwierając oczu przeciągnęłam się. Sama nie wiem dlaczego, ale uśmiechnęłam się gdy poczułam zapach perfum Nialla. Nadal miałam na sobie jego bluzę. Była o wiele za duża, ale nie przeszkadzało mi to, zwłaszcza, że pod spodem miałam tylko strój kąpielowy. Rozchyliłam powieki i zobaczyłam, że jestem sama w namiocie. Zmarszczyłam brwi i podniosłam się do pozycji siedzącej. W tej samej chwili usłyszałam, jak ktoś odsuwa suwak i chce się dostać do namiotu. Niall wślizgnął się do środka.
- Cześć – postanowiłam odezwać się jako pierwsza.
- Mam twoje rzeczy. Sprawdź, czy wszystko jest. – odezwał się tonem całkowicie wypranym z emocji. O co mu znowu chodzi? Strasznie kusiło mnie, żeby spytać, ale nie chciałam go denerwować, czy wywoływać kolejnej kłótni, więc po prostu milczałam. Wzięłam od niego moją torbę i sprawdziłam jej zawartość. Wyglądała na nietkniętą. Moje ubrania, klucze, a nawet pieniądze. Jak on to zrobił? Byłam strasznie szczęśliwa, że nie musiałam się tłumaczyć z całej tej afery rodzicom.
- Dziękuję . - Zanim zdążyłam pomyśleć pocałowałam blondyna w policzek. Uśmiechnął się łobuzersko. Zawstydzona spuściłam głowę i oblałam się rumieńcem. Złapał mnie za podbródek, zmuszając bym na niego spojrzała. Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.
- Jesteś słodka, gdy się rumienisz – powiedział, wywołując na moich policzkach jeszcze większą czerwień.
- Wcale nie – zaprzeczyłam. – To irytujące. Wyglądam wtedy jak burak.
Zaśmiał się słysząc moje porównanie. Potarł dłonią mój policzek, po czym się odsunął.
- Chcesz już wracać?
- Właściwie która jest godzina?
- Prawie 14.
- Naprawdę? – moje oczy szeroko się otworzyły na tę informację. Niemożliwe żebym tyle spała.
- Tak… Późno się położyliśmy, więc późno wstałaś.
- A ty?
- Co ja?
- No… długo nie śpisz? – Zauważyłam, że był przebrany w świeże ubrania. Jego włosy były w nienagannym stanie, no i pachniał… pięknie.
- Obudziłem się jakoś po 11. Większość osób już się zmyła. Zostały tylko 4 namioty.
- Dlaczego mnie nie obudziłeś? Jeśli chciałeś wracać wcześniej, to mogłeś powiedzieć…
- Nie chciałem. I nie zamierzałem cię budzić. Mówiłem ci, że jesteś urocza, kiedy śpisz – puścił mi oczko. – Ale w dzień jesteś czasem irytująca.
- To samo mogę powiedzieć o tobie – prychnęłam.
- Irytuję cię? – cała rozmowa wydawała się go bardziej bawić, niż złościć. To dobry znak.
- Tak. Moją teorię na temat twoich zaburzeń psychicznych już znasz. Masz humorki jak kobieta w ciąży. – Na te słowa zaniósł się śmiechem, ale tak głośnym, że mógł go usłyszeć każdy w okolicy.
Teraz go to bawi, wcześniej o mało nie leciała mu piana z ust. Dziwny człowiek.
- Stanowczo odradzam studia psychologiczne.
Przewróciłam oczami słysząc jego złośliwą uwagę.
- A ty studiujesz? – spytałam.
- Nie.
Pokiwałam tylko głową i zaczęłam zbierać wszystkie rzeczy, które były w namiocie. Cały czas myślałam o tym czym może zajmować się Niall. To, że skończył szkołę było pewne. Może gdzieś pracuje czy coś? Ta opcja wydawała mi się mało prawdopodobna, zważywszy na to, że wciąż imprezuje, albo siedzi w domu. Nie licząc tego dnia, kiedy nie było go cały dzień. Dobra. Nieważne. To jego sprawa – pomyślałam, ale ludzka ciekawość wciąż dawała o sobie znać.
- Pomóc ci składać namiot? – spytałam.
- Poradzę sobie skarbie, ale możesz zanieść moje rzeczy do samochodu.
- Okej, jest otwarty?
- Nie. Kluczyki mam w spodniach.
Sięgnęłam więc do pary jeansów, które leżały na kupce razem z kocami i ręcznikami. Sprawdziłam wszystkie kieszenie, ale nie było w nich kluczyków.
- Nie ma…
- Bo nie te spodnie miałem na myśli – ewidentnie się ze mnie naśmiewał. Nie pierwszy raz zresztą, ale strasznie mnie to irytowało.
- Dasz mi je?
- Weź sobie. Jestem zajęty – na potwierdzenie swoich słów zaczął składać namiot.
Nie chciałam, żeby myślał, że znów się zawstydzę. Było tak, ale nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji. Podeszłam do niego i z tylnej kieszeni spodni wyciągnęłam kluczyki. Głupkowaty uśmiech nie schodził mu z twarzy, ale zauważyłam, że lekko się zdziwił na moją odwagę. Cały czas miałam na sobie jego bluzę, ale nie upominał się o nią. Lepiej dla mnie, bo planowałam ją najpierw uprać, zanim mu ją oddam. Poza tym była wygodna i ciepła. Nie myśl tyle Maggie. Wzięłam rzeczy, które miałam zabrać i podeszłam do auta. Wrzuciłam wszystko luzem do bagażnika i usadowiłam się na miejscu pasażera czekając aż Niall wróci. Cholernie mi się nudziło, więc przeskoczyłam na jego siedzenie i włożyłam kluczyk do stacyjki. Chciałam posłuchać radia. Tylko, ze ja w życiu nie siedziałam za kierownicą i nie miałam bladego pojęcia co robić. Najwyżej na mnie nawrzeszczy. Trudno. Przekręciłam kluczyk w stacyjce i poczułam jak uruchomił się silnik. O to chodziło. Nastawiłam swoją ulubioną stację radiową i zrobiłam trochę głośniej.
- Zamierzałaś odjechać beze mnie? – Blondyn pojawił się znikąd. Stał oparty o dach samochodu i patrzył na mnie przez boczną szybę.
- Nie… ja tylko chciałam posłuchać muzyki.
Otworzyłam delikatnie drzwi, żeby go nie uderzyć i wysiadłam. Czułam się przy nim taka mała.
- Masz prawo jazdy? – spytał przejeżdżając językiem po kolczyku w wardze.
- Nie mam.
- To wsiadaj, nauczę cię prowadzić.
- C-co? – wyjąkałam – Ty mnie?
- No tak. Idealny czas i miejsce. – Nie czekał na jakąkolwiek odpowiedź z mojej strony i wsiadł do samochodu na miejscu pasażera. – Dawaj mała – poganiał mnie.
- Ale ja nie umiem jeździć Niall. Boję się, jeszcze rozbije ci samochód albo coś… Ty prowadź.
- Nie bądź tchórzem, Meg. Wsiadaj.
Przygryzłam wagę i usiadłam z powrotem na jego miejscu.
- Okej. To jedziemy.
- Nie wiem jak… - Boże, dlaczego on mi to robi no?
-Najpierw spuść hamulec ręczny – poinstruował mnie.
Gdyby to jeszcze było takie proste. Siłowałam się z wajchą, dopóki ręka blondyna nie przyszła mi z pomocą. Z łatwością odbezpieczył hamulec.
- Teraz wciskasz sprzęgło i pierwszy bieg.
- To idiotyzm – mruknęłam pod nosem.
- Sprzęgło i jedynka – powtórzył.
- Który to pedał?
- Pierwszy od lewej . 
Śmiej się śmiej…  Zastosowałam się do jego poleceń i czekałam na dalsze instrukcje.
- Gaz i jedziemy.
- Aaa…
- Pierwszy od prawej – uprzedził moje pytanie.
Wcisnęłam odpowiedni pedał, ale po chwili samochód zgasł. Starałam się nie patrzeć na Nialla, ale  i tak czułam jak samochód się trzęsie pod wpływem jego śmiechu.
- Nie nadaję się do tego – westchnęłam. – Po prostu zamień się ze mną miejscami.
- Nie denerwuj się skarbie – położył dłoń na moim kolenie.
Złapałam ją w porę, zanim zdążył przesunąć ją wyżej.
- Jestem głodna i marzę o prysznicu, wracajmy – powiedziałam niemal błagalnie, wciąż kontrolując jego namolne ręce.
- Jak wolisz mała. Ale następnej lekcji już ci nie odpuszczę. – Zamieniliśmy się miejscami.
Niall jechał po swojemu. Czyli szybko, ignorując wszelkie przepisy i wyprzedzając wszystkie samochody, które wówczas jechały. Znów położył rękę na moim kolanie. Widziałam, że nigdzie się z nią nie zapędza, więc pozwoliłam mu na to. Jego dotyk był w pewien sposób kojący. Kciukiem pocierał moja skórę sprawiając, że pojawiła się tam gęsia skórka. Szybko znaleźliśmy się pod moim domem.
- Dzięki za odwiezienie no i w ogóle… - zaczęłam trzymając dłoń na klamce.
- Nie ma sprawy skarbie.
Czemu tak do mnie mówi? Właściwie nie powinnam czuć się jakoś wyjątkowo, bo na pewno nazywa tak każdą dziewczynę.
- To cześć – pożegnałam się i wyciągnęłam swoją torbę z bagażnika. Czułam na sobie jego wzrok, co utrudniało mi znalezienie kluczy. Po jakimś czasie usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi samochodowych. Odwróciłam się, żeby zobaczyć Nialla, który szybkim krokiem się do mnie zbliżał.
- Coś zostawiłam? – spytałam wkładając klucz do zamka.
- Nie będziesz miała nic naprzeciwko, jeśli wejdę do środka?
Zmarszczyłam brwi słysząc  jego pytanie, ale on się tym nie przejął. Po prostu lekko wepchnął mnie do domu i wślizgnął się  za mną zamykając drzwi. Tak, tak. Czuj się jak u siebie.
- No gdzie twoja gościnność Maggie? Nie masz nic do jedzenia albo do picia?
- Mam… Jest w kuchni. Możesz sobie wziąć. Ja chciałabym się wykąpać.
- Chcesz żebym ci potowarzyszył?
- Myślę, że dam radę sama.
- Niby tak, ale wiesz… oszczędność wody i takie tam.
 - Nie wiedziałam, że jesteś w klubie szalonych ekologów.
- Wiele rzeczy o mnie nie wiesz – uśmiechnął się łobuzersko, jak to miał w zwyczaju i zaczął grzebać w lodówce. Szybko wspięłam się po schodach i wpadłam do łazienki. Bluzę Nialla od razu wrzuciłam do pralki i ustawiłam odpowiedni program. Jednak pod prysznicem nie mogłam sobie pozwolić na pośpiech. Uwielbiałam stać pod ciepłym strumieniem wody, tak samo, jak zapach swojego szamponu. Po jakimś czasie postanowiłam wyjść przypominając sobie o chłopaku. Miałam nadzieję, że został na dole, ponieważ zapomniałam zabrać z pokoju czystych rzeczy. Owinięta ręcznikiem weszłam do siebie a moje oczy powiększyły się czterokrotnie, kiedy zobaczyłam jak grzebie w szufladzie z moją bielizną.
- No no, nie znałem cię od tej strony Meg – powiedział wymachując moimi czarnymi majtkami z koronkowymi elementami. – Często je nosisz?
- Nie. Ughh… co to w ogóle za pytanie? I czemu grzebiesz w mojej bieliźnie?
- Tylko oglądałem – wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Cholera… Naprawdę jest przystojny.
- Oddawaj – jedną dłonią wyrwałam mu swoją własność, a drugą musiałam podtrzymywać ręcznik.
- Tak też ci ładnie – zlustrował mnie uważnie wzrokiem bawiąc się kolczykiem.
- Mógłbyś poczekać na dole?
- Co będę z tego miał?
Z nim jest czasem gorzej niż z dzieckiem. Westchnęłam zrezygnowana. Wzięłam tylko  z szafki potrzebne rzeczy i wróciłam do łazienki, gdzie mogłam spokojnie się ubrać. Zdecydowałam się na luźny dres i koszulkę bez rękawów. Nie przejmowałam się tym, że nie wyglądam jakoś ładnie. Niall widział mnie właściwie w gorszych strojach, a tak było mi wygodnie.
- Emm… to co robimy? – spytałam.
Blondyn leżał wygodnie na moim łóżku i bawił się telefonem.
- A co chcesz robić?
- Odpowiadasz pytaniem na pytanie – zauważyłam. On tylko wzruszył ramionami.
- Masz jakieś fajne  filmy? – dodał po chwili.
- Nie wiem… Kilka się znajdzie. Zależy co lubisz.
- Horrory, filmy akcji, ewentualnie thrillery.
- Kiedyś coś mieliśmy, ale nie wiem, czy wszystkie pudła są już wypakowane. Tam mogą być płyty DVD.
- Możemy obejrzeć je tutaj, w pokoju. Masz przecież laptopa. – Kiwnął głową na komputer leżący na biurku.
- No dobra – sięgnęłam po urządzenie i usiadłam na łóżku obok niego. – Poszukaj czegoś, a ja pójdę po coś do chrupania.
- Dobra.
- Byle nie horror.
- Jak będziesz się bała, to pozwolę ci się przytulić.
Jego perfekcyjny uśmieszek jednak czasem irytował.
- Możesz wybrać jakąś komedie.
Skrzywił się.
- Komedie są głupie. Cały czas walą jakieś durne teksty albo są tak jakieś ckliwe romanse, które i tak zawsze kończą się tak samo. – Wywróciłam oczami słysząc jego zdanie.
- Wybierz co chcesz – rzuciłam i zeszłam na dół w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.
Na szczęście kupiłam ostatnio paczkę chrupek. Wsypałam je do miski i wróciłam na górę.
- Oglądałaś kiedy Funny Games? – jego wzrok był skupiony na monitorze, a wytatuowana ręka błądziła po klawiaturze.
- Nie. O czym to?
- Horror, ale niezbyt straszny.
Czy ciebie w ogóle coś przeraża?
- Rodzina jest torturowana przez dwóch psycholi w swoim domku letniskowym – kontynuował.
- Może być.
Cholera. Miałam dziwne wrażenie, że z nim nawet nudny film dokumentalny wydałby się ekscytujący.
Z powrotem zajęłam miejsce obok niego, a on wspaniałomyślnie odebrał mi miskę, żebym mogła się wygodnie położyć. Podłożyłam sobie poduszkę pod głowę, żeby lepiej widzieć obraz. Niall trzymał laptopa na swoim brzuchu, a chrupki umiejscowił między nami. Naprawdę czułam się dobrze.
- Widzisz? – spytał włączając film.
- Tak, jest w porządku.
Oglądaliśmy film w ciszy. Niektóre sceny były naprawdę drastyczne, a ja byłam strasznie wrażliwa na cierpienie innych. Nawet w filmach. Na Niallu nie robił on większego wrażenia. Może już go wcześniej oglądał?
- Zabiją tę kobietę? – Nawet nie zarejestrowałam momentu, w którym bliżej się do niego przysunęłam. Właściwie stykaliśmy się ramionami.
- Nie wiem, bądź cicho. – Skarcił mnie jak małe dziecko.
- To jest straszne – jęknęłam zakrywając oczy.
- Nie jest. Poza tym to tylko film. – Wzruszył ramionami.
- Długo jeszcze do końca?
- Dopiero włączyliśmy – nie widziałam jego twarzy, ale mogłam się założyć, że wywrócił w tym momencie oczami. – Możesz się przytulić jak to ci pomoże.
Właściwie to sam objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. Byliśmy więc strasznie blisko. Miskę odstawił na podłogę, żeby jak najbardziej zmniejszyć dystans między nami. Byłam mu za to wdzięczna. W jego ramionach czułam się dziwnie bezpiecznie. Według tych wszystkich plotek krążących na jego temat i tego, co mówiła Lucy, Niall to niebezpieczny i zły chłopak. A właściwie od kilkunastu godzin jesteśmy nierozłączni i nie zauważyłam tego. Parę razy się pokłóciliśmy, owszem, ale to niczym nie świadczy.  Nie nosił przy sobie noża, ani broni. Tylko te tatuaże i kolczyki nadawały mu takiego mrocznego charakteru. Bez nich wyglądałby jak anioł. Jego poranione kłykcie sprawiały, że ta ciemność, która w nim była tylko się pogłębiała. Może ma to coś wspólnego z dzieciństwem? Jakaś trauma, czy trudna sytuacja rodzinna? Aż dziwne o tym myśleć, ponieważ Maura jest osobą, od której emanuje miłość. Więc może Niall ma jakieś problemy z ojcem? W tamtym momencie uświadomiłam sobie, że praktycznie nie wiem nic o chłopaku, który leży obok mnie.
Chciałabym wiedzieć więcej. Na przykład czy zawsze miał taki styl, co lubi robić, czym się interesuje. To właściwie podstawowe rzeczy… Zerknęłam na niego i zobaczyłam, że on patrzy na mnie.
- O czym myślisz? – spytał patrząc mi w oczy.
- O tobie – wypaliłam zanim zdążyłam ugryźć się w język.
Super Maggie. Teraz pozostaje tylko czekać, aż cię wyśmieje – prychnęłam w myślach besztając się za swoją głupotę i stanowczo za długi jęzor. Lecz ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło.
- A o czym konkretnie? – Cały czas miał nieodgadniony wyraz twarzy. Bawił się kosmykiem moich włosów, kiedy ja nie mogłam skupić się, a by ułożyć w głowie jakiekolwiek zdanie.
- O tym…  o tym, że nic o tobie nie wiem.
- Kto pyta, nie błądzi… Czy jakoś tak to było – uśmiechnęłam się na widok jego zakłopotanej miny.
Jego wypowiedź uznałam jako zachętę do pytań, więc dlaczego nie wykorzystać takiej szansy?
- Ile masz lat? – postanowiłam zacząć od najbardziej banalnych pytań.
- Dwadzieścia.
Oh, obstawiałam, że mniej.
- Pracujesz gdzieś?
- Można tak powiedzieć. – Chyba nie chce o tym mówić…
- Masz jakieś zainteresowania czy coś?
Postanowiłam zmienić temat i nie pytać go o niezręczne dla niego sprawy. Zawsze przecież mógł się wkurzyć, a ja nie dowiedziałabym się niczego więcej.
- Taa… Tak myślę. Lubię grać na gitarze i w piłkę.
- Grasz na gitarze?
Kiwnął głową w odpowiedzi.
- Długo?
- Kilka lat.
- Jaki lubisz kolor?
- Serio Meg? Nie masz jakichś fajniejszych pytań? Coś w stylu: „ z iloma dziewczynami spałeś?” albo „ dlaczego tak wyglądasz?”
Zdziwiła mnie ta jego otwartość, bo zazwyczaj na moje pytania odpowiadał bardzo zdawkowo, a teraz sam mi podsuwa te, które chciałabym zadać.
- Okej – zaczęłam – To z iloma spałeś? – Dziwnie się czułam zadając komuś tak intymne pytanie. Nawet jeśli tą osobą był Niall, który do wstydliwych z pewnością nie należał.
- Nie liczyłem dokładnie. Raczej sporo. Obstawiam, że było ich około 40-50.
- Jakim cudem? – Nie zdawałam sobie sprawy, że powiedziałam to głośno, dopóki się nie zaśmiał.
- Czasem dwie naraz.
- Chyba starczy mi tych informacji na dziś.
- Mój ulubiony to niebieski – odpowiedział jak gdyby nigdy nic. – Ale masz racje. Starczy już o mnie. Teraz ty opowiedz o sobie.
- Co chciałbyś wiedzieć?
- Jesteś dziewicą?
Czy on naprawdę musiał mnie o to zapytać?! Mam wrażenie, że lubi mnie wprawiać w zakłopotanie.
- Tak – powiedziałam cicho, ale sądząc po jego uśmieszku, na pewno usłyszał.
- Ktoś cię kiedyś dotykał?
- Niall… - jęknęłam cholernie zawstydzona jego pytaniami. Cała sytuacja wydawała się go bawić.
- No co? Ja odpowiedziałem na twoje pytania.
- Moje nie były aż tak… intymne.
- Nie? Uważasz, że spytanie mnie o to, z iloma dziewczynami uprawiałem seks jest mniej intymne od pytania, które ja ci zadałem?
- Nie.
- Nie, nie uważasz tak, czy nie, nikt cie nie dotykał? – Chyba powoli tracił cierpliwość.
-Nie, nikt mnie nie dotykał – mruknęłam chowając purpurową twarz we włosy.
- Jeszcze… Okej to kolejne pyt… - przerwał mu dzwonek do drzwi, który rozległ się po całym domu. Właściwie to wybawił mnie od niezręcznych pytań.
- Otworze – rzuciłam szybko i zwlokłam się  z łóżka.
Niall stał za mną, kiedy otwierałam drzwi. Zastygłam w bezruchu, kiedy zobaczyłam swojego gościa.
Z tego nie wyjdzie nic dobrego.
- Harry…



____________________________________________________________________
PRZEPRASZAMY ZA MAŁE OPÓŹNIENIE Z ROZDZIAŁEM, ALE NIESTETY SZKOŁA, TESTY ITD.. ;/ Mamy nadzieję, że jakoś ten rozdział wyszedł i się Wam spodobał... Piszcie co myślicie! ♥
Asia&Wera

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 4

Obudziłam się, gdy poczułam jak coś ciężkiego przygniata moje ciało. Niechętnie rozchyliłam powieki, a moim oczom ukazało się umięśnione, wytatuowane ramię. Zaskoczona spojrzałam na  śpiącego Nialla. Co on do cholery robi w moim łóżku?! W dodatku w samych bokserkach! Byłam przerażona. Nie pamiętałam za wiele z wczorajszego wieczora. W głowie miałam mnóstwo scenariuszy tej nocy. Gwałtownie usiadłam na łóżku. Wierciłam się, żeby wydostać się z koca, którym byłam szczelnie owinięta. Spłonęłam rumieńcem, gdy przez przypadek dotknęłam jego męskości.
- Miła pobudka, kochanie. Możesz odrobinę mocniej.
- Niall – jęknęłam zniesmaczona i zawstydzona jednocześnie. – Co ty robisz w moim łóżku? Znów się włamałeś?
Chłopak podparł się na łokciu i spojrzał na mnie wielkimi niebieskimi oczami.
- Włamałem? – prychnął – Chciałaś żebym został. Poza tym, to ty próbowałaś się włamać do mnie. Musiałem cię holować do domu. Twój nowy kolega, Harry poczęstował cię jakimś magicznym proszkiem.
- O czym ty mówisz?
- O tym, że byłaś naćpana. Domyślam się, że sama go nie wzięłaś, więc musiał ci go dosypać.
- Nie zrobiłby tego.
- Nie?! Znam go trochę dłużej niż ty. Nie wyobrażasz sobie do czego jest zdolny.
- Z nim przynajmniej nie kłócę się dzień w dzień. Ty ciągle masz do mnie pretensje. Dlaczego w ogóle cię to obchodzi?
- Nie obchodzi – mruknął pod nosem i wstał z łóżka.
Założył swoje spodnie nawet na mnie nie patrząc.  Zmarszczyłam brwi nie wiedząc, co powinnam teraz zrobić. Nie znam się na relacjach z chłopakami. Nie mam żadnego doświadczenia, ale wiem, że Niall jest szczególnie trudnym przypadkiem. Widać, że nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć. Chce wszystkich zrazić do siebie, żeby trzymali się z daleka. Cóż… pomaga mu w tym wygląd. Jego mięśnie na brzuchu się napięły, kiedy zakładał swoją koszulkę. Bez słowa wyszedł z pokoju rzucając mi tylko zdawkowe spojrzenie. Usłyszałam jak trzaska drzwiami. Po jego wyjściu zrobiło mi się dziwnie nieprzyjemnie. Sama nie wiem dlaczego, po prostu… Prawda była taka, że chciałam żeby został. Zaczynam świrować – pomyślałam i nerwowo przeczesałam włosy. Nadal byłam we wczorajszych ciuchach, więc postanowiłam doprowadzić się do ładu. Wzięłam długą kąpiel i przebrałam się w świeże ubrania. Gdy wychodziłam z łazienki usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Na ekranie pojawiło się imię Lucy, więc z uśmiechem na ustach odebrałam połączenie.
- Halo?
- Cześć Maggie – mogłam wyczuć w jej głosie, że się uśmiecha. – Pamiętasz mnie z imprezy?
- No pewnie, nie da się zapomnieć.
- Masz ochotę gdzieś dziś razem wyskoczyć? Jakieś kino, zakupy, kawa?
- Z chęcią – przytaknęłam od razu.
- Super, to może spotkamy się za godzinę przed centrum handlowym? Wyślę ci adres smsem.
- Mi pasuje.
- To do zobaczenia .
Pożegnałyśmy się i schowałam telefon do kieszeni. Lucy przysłała mi chwilę później adres, więc w Internecie znalazłam trasę. Musiałam niedługo wyjść, żeby zdążyć na autobus. Zgarnęłam swoją torebkę, do której spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu.


Mój dzień nie zaczął się najlepiej. Jak zwykle kurwa się pokłóciliśmy.  Miałem już powoli tego dosyć. Gdyby nie ja, to by się dalej pałętała po nocy naćpana. Założę się, że nawet by nie wpadła na to, że stoi pod niewłaściwymi drzwiami. Wkurzony wszedłem do domu. Mojej matki jeszcze nie było. I dobrze. Przynajmniej nie będzie mnie denerwować – pomyślałem.
Szybko wbiegłem na górę zrzucając z siebie wczorajsze ciuchy. Wszedłem pod prysznic i trochę się uspokoiłem. Chociaż nie. Teraz byłem wkurwiony na Stylesa. Ostrzegałem go, żeby zostawił Meg w spokoju, ale nie posłuchał. Widocznie chce dostać w ryj. Kiedy już się ogarnąłem wyszedłem z domu. Wsiadłem do wozu i od razu ruszyłem w stronę jego bloku. Sam nie wiem dlaczego to robiłem. Nie ze względu na Maggie…  Po prostu powinien przestać zachowywać się jak gówniarz i wtrącać się w nieswoje sprawy. Szybko znalazłem się pod jego mieszkaniem. Wiedziałem, że ma nawyk niezamykania drzwi, więc pewnym krokiem wszedłem do środka.
- Co jest do cholery?! – krzyknął kiedy wychodząc z łazienki owijał się ręcznikiem.
- Jajco – warknąłem. – Co ty odwalasz idioto?! Dosypałeś jej czegoś wczoraj? – Przycisnąłem go do ściany i mierzyłem go groźnym spojrzeniem.
- Mówisz o tej swojej laluni? – prychnął. – Nawet się nie zorientowała, że wypiła aż dwie szklanki.
Jego uśmiech sprawił, że wkurzyłem się jeszcze bardziej. Uderzyłem jego głową o ścianę.
- Naprawdę nie radzę ci tego powtarzać. Odpierdol się od niej. Kolejnego ostrzeżenia nie będzie.
Zapobiegawczo przywaliłem mu jeszcze kilka razy. Biłem tak, żeby jak najbardziej bolało i jak najmniej było widać.
- I naucz się zamykać drzwi. – zabrałem mu jeszcze ścierkę z kuchni i wycierałem sobie nią poranione kłykcie, kiedy wychodziłem z klatki. Wyrzuciłem ją do śmietnika i wsiadłem do samochodu. 
Głośno włączyłem muzykę, aż ludzie, który przechodzili nieopodal krzywo na mnie spojrzeli, ale miałem to w dupie. Ruszyłem z piskiem opon i zdecydowałem się pojechać na siłownie.


Lucy czekała na mnie na przystanku. Czy jej nie drętwieje czasem twarz od ciągłego uśmiechu? Ja pewnie już dawno miałabym zakwasy policzków… Przytuliłam ją na powitanie.
-To gdzie idziemy? Kawiarnia, czy jakieś zakupy? - uradowana patrzyła na mnie wyczekując odpowiedzi.
- Proponuje uczcić udane zakupy lodami – jej nastrój wyraźnie mi się udzielał.
- Jestem za!
Zaczęłyśmy wędrówkę po niezliczonych butikach. Centrum handlowe, w którym się umówiłyśmy było ogromne. Sama nie wiem ile godzin tam spędziłyśmy i ile rzeczy przymierzyłyśmy. Raczej dużo – pomyślałam patrząc na dużą ilość toreb, które leżały na jednym z krzeseł w kawiarni. Wreszcie moje nogi mogły trochę odpocząć. Zamówiłyśmy po pysznym deserze i pogrążyłyśmy się w rozmowie.
- A jak tam po wczorajszej imprezie? – spytała nagle.
- Cóż… dziwnie. Szczerze to nie pamiętam za wiele, odkąd poszłaś do Zayna. Obudziłam się w pokoju… a obok mnie Niall.
- Czekaj… ten Niall?
- Tak. Myślałam, że znów się włamał i bezczelnie wpakował mi się do łóżka, ale upiera się, że mnie tylko odstawił do domu i to ja chciałam, żeby został.  Znów się pokłóciliśmy, ale to nie pierwszy raz zresztą. Uważa, że Harry mi czegoś dosypał do szklanki, ale ja sądzę, że to niemożliwe.
- Maggie, mówiłam ci, żebyś na niego uważała. Nie wierz w to, co mówi. Jeśli masz problem z nim, jako nieproszonym gościem, po prostu powiedz o tym rodzicom. Wymienią zamki, a przy okazji może go zamkną.
- Nie ma dowodów, że to robił. Tylko jego słowo, przeciwko mojemu.
- Nie wiem, co powinnam ci w tej sytuacji poradzić… Po prostu staraj się go unikać, a jeśli on będzie próbował się do ciebie zbliżyć, to powiedz Haremu. Może on coś na to poradzi.
- Chyba się nie lubią – zauważyłam.
- Ta… Kiedyś byli przyjaciółmi. Takimi wiesz, od piaskownicy. Wszędzie łazili razem.
- I co się stało?
- Poszło chyba o Gemmę, siostrę Harrego. Dokładnie nie wiem, bo Zayn  nic mi więcej nie powiedział. Próbowałam kiedyś wypytać Hazzę o to, ale strasznie się wkurzył, więc odpuściłam.
Pokiwałam tylko w zamyśleniu głową. Pamiętam Gemmę z imprezy, kiedy poznałam Nialla. Wydawało mi się, że jej się podoba i próbuje z nim flirtować… Więc chyba nie są pokłóceni. Chyba, że jest jakaś inna Gemma.
- W ogóle uważam, że powinnyśmy się częściej spotykać. Świetnie się bawiłam – blondynka zręcznie zmieniła temat, ale nie przeszkadzało mi to.
- Koniecznie. Ja również – uśmiechnęłam się.
- To jeszcze się spiszemy, co nie?
Energicznie przytaknęłam na jej propozycję. W środku cieszyłam się jak głupia. Tak naprawdę Lucy była jedyną osobą, która chciała mieć ze mną coś wspólnego. W szkole nigdy nie miałam, koleżanek, trzymałam się raczej z boku. Poznanie blondynki było najlepszą rzeczą, która mi się przytrafiła odkąd przeprowadziliśmy się do Londynu.
- To do zobaczenia – cmoknęła mnie w policzek i każda z nas poszła się w swoją stronę.
Jadąc autobusem ciągle myślałam o wydarzeniach wczorajszego wieczora. Niall w moim łóżku. Niall w moim pokoju. Niall, Niall, Niall… Dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć? Zacisnęłam mocno powieki i starałam się przypomnieć cokolwiek. Moment, kiedy tańczyłam z Harrym, podróż taksówką… I ten, kiedy Niall pochylał się nade mną szczelnie owijając kocem. Jego zapach, niebieskie oczy… Nie! Tak! Już wiem! Blondyn nie kłamał… Ale nie byłam pewna, czy ma rację odnośnie Harrego. Nie mogłam w to uwierzyć. Mimo to było mi strasznie głupio, że tak na niego naskoczyłam dziś rano. Niepotrzebnie go oskarżyłam. Szybko zostawiłam swoje zakupy w pokoju, a po chwili stałam już pod jego drzwiami. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, a nogą wystukiwałam nerwowy rytm.  Otworzyła mi Maura, mama Nialla.
- Maggie, kochanie – powitała mnie ciepłym uśmiechem. – Jak miło cię widzieć, wejdź proszę.
- Dzień dobry – weszłam do środka.
- Co cię do mnie sprowadza? Napijesz się czegoś? Może jesteś głodna? Masz takie drobne ciałko.
- Nie, nie, dziękuję bardzo. Właściwie przyszłam do Nialla. Jest może w domu?
- Oh… - zdziwiła się – Tak, jest u siebie w pokoju.
Podziękowałam jej z uśmiechem i wspięłam się po schodach.
Zapukałam grzecznie, ale odpowiedziała mi głucha cisza. Niepewnie uchyliłam drzwi i zobaczyłam chłopaka siedzącego na balkonie z laptopem na kolanach i słuchawkami na uszach. Siedział tyłem do mnie i nadal nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Podeszłam za nim i nieśmiało dotknęłam jego ramienia. Natychmiast zepchnął moją dłoń i ściągnął słuchawki. Nawet się nie odwrócił.
- Ile razy ci mówiłem, żebyś kurwa pukała?
Oh… Jeśli tak się zwraca do swojej mamy, to bardzo jej współczuję.
- Pukałam, ale nie słyszałeś – powiedziałam cicho bojąc się jego reakcji.
Chłopak natychmiast się odwrócił i wstał górując nade mną wzrostem.
- Sorry – mruknął.
- W porządku – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co tu robisz? – jego ton nadal pozostawał nieprzyjemny.
- Przyszłam żeby cię przeprosić. – Jego brwi uniosły się do góry, kiedy zdziwił się tym, co usłyszał. – Za tę dzisiejszą kłótnie. Pamiętam coś z wczoraj i wiem, że mówiłeś prawdę.
- Ciekawa odmiana, skarbie. – Na jego słowa na policzkach zagościł mi rumieniec.
- Jesteś zły?
- Hmm… Nie będę zły, jeśli pójdziesz ze mną na imprezę. Prawdziwą imprezę – nachylił się nade mną powodując, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. – Będzie lepiej, niż u Harrego.
Ton jego głosu całkowicie przejął kontrolę nad moim umysłem i ciałem. Bezwiednie kiwnęłam głową, a na jego twarzy rozciągnął się łobuzerski uśmiech. Mój ulubiony…
- Załóż bikini. Trochę się pomoczymy.
- To gdzie ta impreza?
- Nad jeziorem.
- Tak pod gołym niebem?
Przewrócił oczami.
- Jest lato, więc nie zmarzniesz. Przestań tyle myśleć, mała. Bądź gotowa o 18.
- Zamierzasz pić? – wolałam ewentualnie przygotować się na samodzielny powrót do domu.
- Skąd ten pomysł? Myślałem że pomoczymy stopy, pogramy w szachy, napijemy się źródlanej wody, machniemy parę krzyżówek i wrócimy.
Skrzywiłam się słysząc jego ton przesiąknięty sarkazmem.
- To jak wrócimy?
- Następnego dnia – wzruszył ramionami.
- Okej – rzuciłam chcąc uniknąć dalszych kłótni.
Jeśli tam kursowały autobusy, to mogłam bez problemu wrócić o dowolnej godzinie.
- To do zobaczenia? – spytałam nieśmiało.
- Jasne – puścił mi oczko.
Zerknęłam na niego ostatni raz i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Pożegnałam się z Maurą i wróciłam do siebie. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 17. Zaczęłam się zbierać na tę imprezę, ale sama nie wiem dlaczego to robiłam. Lucy wyraźnie ostrzegała mnie przez Niallem i nie chciała, żebym się z nim zadawała, z drugiej strony coś mnie do niego ciągnęło i po prostu nie mogłam mu odmówić. Nie chciałam. Niezbyt wiedziałam co powinnam ze sobą zabrać. Spakowałam ręcznik, klucze, bluzę i właściwie tylko tyle się zmieściło. Luzem do kieszeni włożyłam pieniądze.
Zdziwiło mnie, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Ubrana zbiegłam na dół.
- Jednak umiesz używać dzwonka – wpuściłam Nialla do środka i dokończyłam się szykować.
Szybko zgarnęłam swoją torbę i zbiegłam na dół związując włosy.  Chłopak klikał coś w swoim telefonie, a gdy mnie zobaczył schował go do kieszeni i odchrząknął.
- Ładne nóżki – powiedział lustrując mnie wzrokiem.
Czy on za każdym razem musi mnie tak zawstydzać?
- Dzięki…
- Jedziemy? – spytał.
Skinęłam głową i zamknęłam drzwi. Niall otworzył mi drzwi do samochodu, co mnie mile zaskoczyło. Podziękowałam i zapięłam pas, kiedy on zajmował miejsce na siedzeniu kierowcy. Zauważyłam jego poranione kłykcie, ale postanowiłam tego nie komentować.
Siedziałam wgnieciona w fotel, kiedy on z zabójczą prędkością wymijał wszystkie samochody.
- Możesz z-zwolnić? – wyjąkałam.
- Nie mów, że się boisz – prychnął, a moje serce stanęło, gdy patrzył na mnie, w ogóle ignorując to, co działo się za przednią szybą.
- To chociaż patrz na drogę – mruknęłam i odwróciłam wzrok.
Zaśmiał się krótko, a żeby mi zrobić na złość jeszcze bardziej przyspieszył, o czym świadczył warkot silnika.  Zachowywał się czasem jak małe dziecko. Chciałam sprawdzić, która jest godzina, kiedy uświadomiłam sobie, że nie wzięłam telefonu.
- Zapomniałam telefonu... Możemy wrócić?
- I stać potem parę godzin w takim korku?  Zapomnij. Wytrzymasz do jutra.
Jak zwykle miły. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy.
Zaparkował swój samochód wśród kilkunastu innych, które stały na polanie. Wygramoliłam się z auta i wzięłam torebkę. Rozejrzałam się dookoła.  Miejsce było niewątpliwie piękne. Las i wyłaniające się zza drzew jezioro. Raczej autobusy tu nie jeżdżą. Parę dobrych minut jechaliśmy leśną dróżką, więc byłam ciekawa ile kilometrów mam do szosy. Tak na wszelki wypadek.
- Niall, ile jest do najbliżej drogi? – spytałam.
- Około trzech kilometrów, czemu pytasz?
- Tak tylko się zastanawiałam… A właściwie to gdzie będziemy spać?
- Jak to gdzie? W namiocie. – Na potwierdzenie moich słów wyciągnął z bagażnika dużą torbę.
- Czemu mi nie powiedziałeś wcześniej? Nie wzięłam swojego.
- Bo nie pytałaś. Jak ładnie poprosisz, to pozwolę ci spać w moim – mrugnął do mnie.
- Fajnie – mruknęłam w odpowiedzi i nie czekając na niego, ruszyłam w stronę plaży.
Znalazłam jakiś wolny skrawek piasku, między namiotami innych osób. Cały teren oświetlały reflektory aut i rozpalone niedaleko ognisko. Atmosfera była naprawdę miła. Podobała mi się nawet muzyka, którą ktoś puścił z samochodu. Wyjęłam z torby ręcznik i rozłożyłam go. Odłożyłam tam swoje rzeczy i zdjęłam z siebie ubrania. Włożyłam je do torby i poszłam do wody. Była chłodna, więc trochę mi zajęło, zanim zdecydowałam się zanurzyć cała. Zauroczona wpatrywałam się w zachodzące słońce, kiedy poczułam parę rąk na swojej talii.
Poczułam jak jego dotyk pali moją skórę, ale w przyjemny sposób.
- Podoba ci się? – szepnął mi do ucha, przez co moje serce zaczęło wybijać szaleńczy rytm.
- Ładny widok – przytaknęłam.
- Wiesz… powinnaś częściej pokazywać swoje ciałko. Jest idealne – dużymi dłońmi przejechał po moim brzuchu. Odgarnął zabłąkany kosmyk włosów z mojego ramienia i złożył na nim delikatny pocałunek. Odwrócił mnie twarzą do siebie, żeby spojrzeć mi w oczy. Nieświadomie rozchyliłam usta, kiedy powoli się nade mną pochylał. Gwałtownie je zamknęłam i spuściłam głowę. Nie obeszło się oczywiście bez rumieńca, który gościł już na moich policzkach.
- Przepraszam – bąknęłam i odsunęłam się od niego.
Nic nie odpowiedział, więc uznałam, że lepiej będzie jak zejdę mu z drogi. Tak też zrobiłam. Zmarszczyłam brwi, kiedy zobaczyłam, że na piasku leży tylko mój ręcznik.  Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie było mojej torby. Super! Jestem w lesie, nie znam tu nikogo oprócz Nialla, nie mam telefonu i właśnie ktoś ukradł mi torbę, w której miałam pieniądze i ubrania. Gorzej nie będzie. Owinęłam się ręcznikiem i niezbyt wiedziałam , co powinnam zrobić.
Zdaje się, że utknęłam tu do jutra – pomyślałam.  I w dodatku czeka  mnie noc pod gołym niebem, bo wątpię, że uda mi się znaleźć namiot Nialla, a nawet jeśli to pewnie i tak nie wpuściłby mnie do środka. Chodziłam tak bez celu dłuższy czas. Wszyscy pili, śmiali się, a mi chciało się wyć.
Tak, Niall. To naprawdę świetna impreza. Może nie miałam zbytnio porównania, ale zdecydowanie nie zamierzałam jej zaliczyć do najlepszych. Wręcz przeciwnie. Było mi cholernie smutno. Zaciągnął mnie tu i kompletnie olał. No… może nie zaciągnął. W końcu sama chciałam tu przyjechać, ale to nie zmienia faktu, że zachował się jak dupek. Dobrze wiedział, że nie znam tu nikogo. Ale co go to obchodzi? Żył własnym życiem i ma gdzieś innych.  Szkoda tylko że zostałam w samym ręczniku, bez jakichkolwiek rzeczy. Nie wiedziałam gdzie się podziać. Otaczała mnie duża grupa ludzi, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nic nowego. Szłam brzegiem jeziora. Cała impreza została kawałek za mną. Weszłam na drewniany pomost, który skrzypiał z każdym moim krokiem. Tu było znacznie ciszej. Mogłam usłyszeć swoje myśli i dać upust tym wszystkim emocjom. Podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je ramionami. Łzy zaczęły niekontrolowanie spływać po moich policzkach. Nie miałam siły ich nawet powstrzymywać. Każdy musi się czasem wypłakać, prawda? Sama nie wiem ile czasu tam tak przesiedziałam. Godzinę, dwie, może nawet więcej…


Zdziwiłem się jak jasna cholera, kiedy opuściła głowę unikając pocałunku. Bąknęła ciche przepraszam, a ja się nie odezwałem. Bo i niby co miałem powiedzieć? Minęła mnie i zaczęła wychodzić z wody. Popływałem trochę i sam wyszedłem. Wytarłem się i założyłem spodenki i koszulkę.
- Niall, stary! Chodź pić – Josh znalazł się przy mnie i podał mi kubek z piwem.
- Dzięki – mruknąłem w odpowiedzi.
- Co ty taki nie w humorze? Impreza jest. – Idiotyczny uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Nawet nie pytaj. – Jednym łykiem opróżniłem cały kubek i oblizałem usta. - Masz tego więcej?
- Piwo, wódka, znajdzie się też coś lepszego – poruszał wymownie brwiami i wyjął skręta z kieszeni.
- To rozumiem – uśmiechnąłem się i wziąłem go od niego podpalając.
Zaciągnąłem się dymem i powoli wypuściłem go ze swoich ust.
- Niezłe.
- Pewnie, że niezłe. Najlepszy towar w mieście.
- Hej przystojniaku, tańczysz? – Koło nas stanęła wysoka blondynka.
Miała na oko tyle samo lat co ja. Ciałko miała niczego sobie, na gębie też niebrzydka.
- Jasne – odpowiedziałem dopalając skręta. – Widzimy się potem – rzuciłem do Josha i objąłem blondynkę ramieniem. Weszliśmy w tańczący tłum. Zarzuciła mi swoje ręce na szyje i przysunęła się blisko. Miałem niezły widok na jej dekolt. Zaczęła całować moją szyję, kiedy ja ścisnąłem jej tyłek.
- Nie rób tak – warknąłem, kiedy próbowała zassać moją skórę i zrobić mi malinkę.
Zaskoczył ją mój gniewny ton, ale widać, że jej się to spodobało, bo jej źrenice się poszerzyły.
Przywarła do moich ust. Całowała nieźle, chociaż wolałem, żeby na jej miejscu stała Maggie. Kurwa, o czym ja myślę?! Mieliśmy szybki, niezobowiązujący numerek. Wypiłem jeszcze kilka piw, ale wcale nie czułem się pijany. Zerknąłem na zegarek. Było już po 2 w nocy. Późno…  Ciekawe tylko gdzie jest ta sierota. Rozejrzałem się dookoła i zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę może być wszędzie.
Jak na zawołanie wszyscy jęknęli i zaczęli chować się do swoich namiotów. Dopiero po chwili zorientowałem się, że pada. Deszcz z każdą chwilą wzbierał na sile, ale nie przeszkadzało mi to. Lubiłem taką pogodę. Przeszedłem jeszcze brzegiem jeziora i zobaczyłem ją. Siedziała skulona na pomoście w samym ręczniku. Cała przemoczona. Czemu się kurwa nie ubierze? Wieczór był chłodny. Ale to jej sprawa.
 - Nie jest ci zimno? – słysząc mój głos podskoczyła.
- Trochę – stałem za nią, więc nie mogłem zobaczyć wyrazu jej twarzy.
- Chcesz się już położyć czy coś?
Nie odpowiedziała mi. Dalej siedziała z kolanami pod brodą ignorując mnie i deszcz. O co jej chodzi?
- Co jest? – usiadłem obok niej i zobaczyłem jak jej warga drży, a oczy ma czerwone. Płakała?
- Nic – uparcie wpatrywała się przed siebie.
- Powiedz mi – uparłem się.
- Co mam ci powiedzieć? Wiesz jak się teraz czuję? Zostawiłeś mnie praktycznie samą sobie. Dzięki za taką imprezę.
- Przecież to ty sobie poszłaś. Miałem cię gonić?
- Nie gonić. Tylko… właściwie czemu mam ci to tłumaczyć? Pewnie i tak nie zrozumiesz.
- Tak myślisz? – starałem się jakoś powstrzymać przed  wybuchem złości.
- Wiem to…
- Dobra… przepraszam, zadowolona?
- Nie przepraszaj, bo to tylko puste słowa.
- Wcale nie – zaprzeczyłem, choć wiedziałem, że miała racje.
- To za co mnie przepraszasz?
- Za… za to, że zabrałem cię tu i zostawiłem samą sobie. Mówiłem, że będziesz się świetnie bawić, a wcale tak nie jest.
- No nie jest…
- Jest już późno, więc może jednak chcesz się położyć? – ponowiłem swoje  pytanie.
- Nie mam namiotu.
- Przecież nie dałbym ci spać na dworze, poza tym pada deszcz i jest chłodno.
Spojrzała na mnie, a mokre pasemka  włosów przykleiły się jej do twarzy.
-Chodź – powiedziałem i wziąłem ją za rękę podnosząc do góry.
Była zimna. Gdy weszliśmy do namiotu podałem jej swoją bluzę, którą od razu na siebie włożyła.
- Gdzie masz swoje rzeczy? – spytałem wycierając mokre włosy ręcznikiem.
- Nie wiem… Ktoś je ukradł. Jak wyszłam z wody już ich nie było.
- Dużo rzeczy tam miałaś?
- Nie bardzo. Tylko ubrania, pieniądze… no i klucze do domu.
Cholera. Dobra, jutro się tym zajmę. Może uda mi się jakoś dorwać gnoja i odzyskać jej rzeczy.
- Cała się trzęsiesz – zauważyłem – Trzymaj, przykryj się – podałem jej śpiwór.
Nie będę ukrywał, że przygotowałem się na wspólną noc w namiocie.
- Dzięki – ułożyła się wygodnie i głośno ziewnęła.
Ściągnąłem z ciebie przemoczoną koszulkę. Uśmiechnąłem się do niej, kiedy nakryłem ją na gapieniu się na mnie. Była słodka, gdy się rumieniła.
- Czemu masz tak dużo tatuaży? – spytała nagle.
- Nie wiem… Podobają mi się, lubię je. – wzruszyłem ramionami.
- To boli?
- Zależy. Jednych boli drugich prawie wcale.
- A ciebie?
- Czasami. Jeszcze jakieś pytania?
- Na razie żadnych – uśmiechnęła się, a w jej policzkach pojawiły się małe dołeczki.
- To śpij, skarbie.
Objąłem ją i słuchałem jak jej oddech stawał się miarowy i spokojny. Zasnęła.



_______________________________________________________________
Cześć! :) Przede wszystkim chciałyśmy podziękować wszystkim za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem! Wiedzcie, że każde, nawet najkrótsze słowo wiele dla nas znaczy ♥
Jest już ponad 1100 wyświetleń! DUŻE WOW! Mamy nadzieję, że ten rozdział się Wam podobał, bo bardzo się przy nim napracowałyśmy i chciałyśmy, żeby wyszedł jak najlepiej :)
Kolejny rozdział planujemy dodać w poniedziałek! Love ya! ♥
Wera&Asia. 

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 3

Kiedy się obudziłam dochodziła godzina 10. Zdziwiłam się, ponieważ z reguły byłam rannym ptaszkiem. Nigdy nie udało mi się pospać dłużej, niż do 9. Podeszłam do okna, żeby  wpuścić do środka trochę promieni słonecznych. Gdy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam blondyna, który pakował akurat torbę do bagażnika. Wyjeżdza? Ciekawe kiedy wróci… Właściwie nie powinno mnie to interesować. Miał na sobie opiętą, czarną koszulkę i jeansy. Jak zwykle wyglądał świetnie. Cholera, on nawet w worku na śmieci wyglądałby dobrze. Nie to co ja. Musiał się czuć obserwowany, bo rozejrzał się do okoła zamykając bagażnik. Schowałam się za firankę, kiedy jego wzrok padł na moje okno. Miałam nadzieję, że mnie nie zauważył. Chwilę później wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon. Wywróciłam oczami. Faceci i to ich zamiłowanie do aut. Wyszłam z pokoju i od razu zeszłam na dół. Mój tata siedział na kanapie i przeglądał jakieś papiery, mama natomiast krzątała się po całym domu wkładając jakieś rzeczy do walizki.
- Wyjeżdżacie? – spytałam zaskoczona.
- Już nie śpisz? – uśmiechnęła się do mnie. – Tak. Musimy wyjechać na 4 dni, żeby pozałatwiać wszystkie sprawy z firmą w Stanach.
- Kiedy wyjeżdżacie?
- O 15 mamy samolot.
Bardzo miło, że raczyliście mnie poinformować wcześniej.
- Czemu dopiero teraz się o tym dowiaduję?
- Kochanie, sami wiemy o tym od paru dni. Przez to całe zamieszanie z przeprowadzką, zapomniałam ci powiedzieć… Ale nie martw się. Gdyby coś się działo, to zawsze możesz pójść do Maury. Rozmawiałam z nią o tym wczoraj.
- Nie będę robić kłopotu kobiecie, której właściwie nie znam.
- Ona sama zaoferowała swoją pomoc – wyjaśniła.
- W porządku, ale i tak uważam, że dam sobie radę sama.
Przecież to nie jest pierwsza taka sytuacja, kiedy zostawiacie mnie samą – pomyślałam.
Pokiwała tylko głową i kontynuowała pakowanie.
- A co myślisz o Niallu? – wypaliła nagle.
Zmarszczyłam brwi na to kłopotliwe pytanie. Właściwie nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Gdybym powiedziała jej o moich przypuszczeniach na temat jego zaburzeń psychicznych wyśmiałaby mnie albo uznała, że sama mam coś z głową. W końcu ona nie poznała jego drugiej natury. Z kolei, gdybym powiedziała, że jest w porządku i go polubiłam, to pewnie chciałaby mnie z nim zeswatać. Za nic. Myślałam nad jakąś neutralną odpowiedzią.
- Uważam, że jest… okej.
- Tylko tyle? Ja myślę, że to kulturalny, przystojny i dobrze zbudowany chłopak. Tylko te jego tatuaże i kolczyki są mało… przyjazne.
- Taa – przyznałam patrząc na swoje buty.
Chcąc uniknąć dalszych pytań na temat Nialla, poszłam do kuchni żeby przygotować sobie jakieś śniadanie. Byłam zbyt leniwa, żeby zrobić coś porządnego, więc wyjęłam tylko mleko z lodówki i wlałam do miski z płatkami.
- Będziesz musiała zrobić sobie jakieś zakupy, bo w lodówce za wiele nie ma. Pieniądze zostawiłam ci na biurku w pokoju.
- Dzięki – odpowiedziałam przełykając kolejną porcję.


Było parę minut po 12, kiedy mama zawoła mnie, żebym zeszła na dół.
- Już wyjeżdżacie? – spytałam zbiegając po schodach.
- Tak, taksówka już czeka – odpowiedział ojciec.
Pokiwałam głową i przytuliłam ich na pożegnanie.
- Uważaj na siebie i nie spal domu – zaśmiał się odwzajemniając uścisk.
- Jasne.
Pomachałam im gdy wsiadali do taksówki, a gdy zniknęli mi z pola widzenia, wróciłam do domu. Tym razem pamiętałam o zamknięciu drzwi.
Dla zabicia czasu włączyłam sobie jakiś film. Co chwilę zerkałam na telefon, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie mam żadnej nowej wiadomości. Cisza. Nawet promocji nie chcą mi wysyłać. Niall też nie napisał. Znów się złapałam na myśleniu o nim. Nie mogłam się skupić na fabule filmu więc wyłączyłam telewizor i postanowiłam zrobić nieszczęsne zakupy. Znalazłam w Internecie najbliższy sklep spożywczy. Okazało się, że nie był daleko, więc droga zajęła mi tylko parę minut. Kręciłam się miedzy alejkami w poszukiwaniu tego, co wcześniej spisałam na karteczce. Zagapiłam się przez co wpadłam na kogoś wytrącając z jego rąk paczkę chipsów. Od razu się po nią schyliłam, lecz przed oczami mignęła mi tylko wytatuowana dłoń.
- Znów się spotykamy – usłyszałam zachrypnięty głos. To ten sam chłopak, którego wczoraj spotkałam w parku.
- Przepraszam, zagapiłam się – chciałam odejść, lecz przesunął się tarasując mi drogę.
Chyba nie chce robić sceny w sklepie?
- Nic nie szkodzi – patrzył na mnie z góry i uśmiechał się żując gumę.
-Mogę przejść?
- Jestem Harry – odpowiedział całkowicie ignorując moje pytanie.
- Fajnie – próbowałam go minąć, ale przesunął się w tę samą stronę, co ja.
- Ty tez powinnaś się przedstawić.
- Maggie – wywróciłam oczami. – Czy teraz mogę przejść?
- Pod jednym warunkiem.
Kolejny, który stawia warunki…
- Czego chcesz?
- Nie tak ostro mała – wyszczerzył zęby. – Chcę cię zaprosić na imprezę. Musisz być tu nowa, bo wcześniej nie widziałem cię w okolicy, a z nam ją jak własną kieszeń, więc powinnaś przyjść. Poznasz kogoś. Będzie sporo osób i zajebista zabawa. Lepsze to, niż nudzenie się w domu, nie?
- Skąd wiesz, że nie mam żadnych planów na wieczór?
- A masz? – zdziwił się.
Nie odpowiedziałam, choć mój plan na dzisiaj to piżama party z laptopem i popcornem.
- Nie masz – Najpierw zadaje mi pytanie, potem sam sobie na nie odpowiada… Co kto lubi.
W sumie to nigdy nikt mnie nie zapraszał na żadną imprezę, a skoro i tak siedzę sama w domu, to czemu nie?
- Gdzie ta impreza?
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Wyglądał wtedy naprawdę słodko.
- Przyjadę po ciebie.
Po chwili namysłu zgodziłam się i podałam mu swój adres.
- Będę o 20 – puścił mi oczko i odsunął się, pozwalając mi przejść.
Dalej mogłam kontynuować zakupy.
Wracałam do domu obładowana siatami. W sumie nie wiem co mnie podkusiło do tak dużych zakupów. Jakoś udało się dojść bez potrzeby zbierania produktów z chodnika. Kiedy skończyłam je rozpakowywać miałam 2 godziny do przyjazdu Harrego. W sam raz na doprowadzenie się do porządku. Zanim zaczęłam się szykować, zrobiłam sobie obiad. Miałam na jutro gotowanie z głowy, bo sama nie zdołałam zjeść wszystkiego na raz. Ubrana i gotowa czekałam na Harrego. To moja pierwsza impreza, więc starałam się do niej dobrze przygotować… Byłam podekscytowana samym faktem, że gdzieś wychodzę. Punktualnie o ósmej usłyszałam dzwonek do drzwi. Zgarnęłam tylko małą torebeczkę, do której spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i otworzyłam je.
Chłopak zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu, co wywołało u mnie rumieniec.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję – wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz.
Harry otworzył mi drzwi do swojego samochodu i gestem ręki zaprosił do środka. Czy oni wszyscy są bipolarni? Podziękowałam skinieniem głowy i rozsiadłam się w wygodnym skórzanym fotelu. Musiał być bogaty, jeśli pozwolił sobie na taki samochód…
Kiedy prowadził, był skupiony na drodze, więc mogłam mu się lepiej przyjrzeć. Jego ciemne loki były lekko zaczesane do góry. Był ubrany całkiem na luzie. Jeansy, koszulka i bluza.
- Czemu tak mi się przyglądasz? – Cholera, przyłapał mnie.
- Tak jakoś… - odpowiedziałam zawstydzona.
Uśmiechnął się  tylko w odpowiedzi i przelotnie na mnie spojrzał, zanim przeniósł wzrok z powrotem na drogę.
- To tutaj – powiedział zatrzymując auto przez dużym domem.
- To twój dom?
- Nie,  mojego kumpla.
Pokiwałam głową i wysiadłam z samochodu. W ogrodzie, jak i w środku było mnóstwo ludzi. Impreza musiała już trochę trwać, bo niektórzy leżeli całkowicie nieprzytomni, a wokół nich puste kubeczki lub butelki. Muzyka dudniła mi w uszach, kiedy przeciskałam się pomiędzy tańczącymi ludźmi.
- Napijesz się czegoś? – spytał Harry, kiedy znaleźliśmy się w trochę cichszym miejscu.
- Może coli.
Spojrzał na mnie z kpiącym uśmiechem.
- Tylko coli?
- Nie jestem pełnoletnia…
- Kogo to obchodzi? Zabaw się. Są wakacje.
- Jeszcze zdążę. Na razie poproszę colę.
- Jak wolisz – odszedł, aby przynieść nam coś do picia.
Usiadłam na kanapie i czekałam aż wróci. Nikogo tam nie znałam i trochę dziwnie  się czułam. Nieswojo. Nagle obok mnie usiadła blondynka. Dziewczyna była niewątpliwie śliczna. Miała duże, roześmiane, niebieskie oczy.
- Hej – uśmiechnęła się do mnie – Jestem Lucy – wyciągnęła do mnie rękę, a ja od razu ją ujęłam.
- Maggie.
- Jesteś znajomą Zayna?
- Em… nie, a kto to?
Dziewczyna zaniosła się śmiechem.
- Jesteś u niego w domu. Zayn to mój chłopak.
- Ach… Właściwie to przyjechałam tu z Harrym. Dopiero co się przeprowadziłam do Londynu. Nie znam tu nikogo.
- Naprawdę? W takim razie musimy się koniecznie wymienić numerami. Pójdziemy gdzieś na kawę, zakupy albo po prostu pokażę ci okolicę.
- Jasne, czemu nie? – Lucy wydawała mi się naprawdę miłą osobą. Była otwarta i przyjaźnie nastawiona do innych.
- Świetnie – uśmiech nie schodził jej z twarzy, kiedy wymieniałyśmy się telefonami – Mieszkasz daleko stąd?
- Właściwie to nie.  Jazda samochodem zajęła może z 10 minut.
- Nie masz żadnych fajnych sąsiadów? Nikogo nie poznałaś?
- Poznałam… Ale to skomplikowane.
- Jestem blondynką, ale spróbuję zrozumieć – rozbawiła mnie tymi słowami. Właściwie dobrze mi się z nią rozmawiało, więc postanowiłam jej opowiedzieć o moich dotychczasowych rozmowach z Niallem. Po jej spojrzeniu zauważyłam, że cos jest nie tak, więc przerwałam swoją opowieść.
- Wszystko gra? – spytałam.
- Ten chłopak… Nie powinnaś się z nim zadawać, Maggie.  Jest niebezpieczny.
Jej słowa tylko upewniły mnie w moich wcześniejszych przekonaniach o blondynie. Zastanawiało mnie tylko, co ona rozumie przez pojęcie „niebezpieczny”.
- Co masz na myśli?
- No wiesz, po pierwsze to typ kobieciarza. Co noc inna laska, niezobowiązujący seks, zero uczuć. Lubi się bawić dziewczynami. Niejedną już w ten sposób skrzywdził.  Z tego co słyszałam jest strasznie porywczy, więc lepiej go nie denerwować. Wiem, że kilka miesięcy siedział w więzieniu. Podobno prawie zatłukł jakiegoś faceta.
Wzdrygnęłam się na te słowa, a na ciele poczułam gęsią skórkę.
- Maggie, mam twoją colę. Wybacz, że tak długo, ale się zagadałem – Harry wrócił z dwoma szklankami. W swojej jak domyślam się miał alkohol, mi natomiast przyniósł to, o co go poprosiłam.
- Dzięki – uśmiechnęłam się do niego i pociągnęłam łyk.
- Lucy, wszędzie cię szukałem – koło nas pojawił się mulat. Jak się domyśliłam, to był Zayn. Gospodarz imprezy i chłopak blondynki.
- Nie chowałam się – puściła mu oczko, a jej twarz rozciągnęła się w jeszcze szerszym uśmiechu, o ile to w ogóle możliwe.
Wyciągnął do niej rękę, zachęcając  ją, żeby podeszła. Bez wahania ją chwyciła i przytuliła się do bruneta.
- Zdzwonimy się jutro? – spytała odwracając twarz w moją stronę.
- Pewnie – uśmiechnęłam się do niej.
Chwilę później zniknęli razem w tłumie.
- O czym gadałyście? – spytał Harry siadając obok mnie.
- O tym i tamtym. Babskie sprawy – pociągnęłam kolejnego łyka ze swojej szklanki.
Pokiwał w zamyśleniu głową i przeczesał włosy palcami.
- I co sądzisz o londyńskich imprezach?
- Nie mam porównania… Nigdy wcześniej na żadnej nie byłam.
- Serio? Na żadnej?
Czy ja seplenię?
- No przecież mówię, że na żadnej.
- Wow… To masz nudne życie – stwierdził. – Ale teraz to się zmieni, chodź tańczyć.
Nie miałam nic do stracenia więc pospiesznie dopiłam swoja colę i wstałam. Chłopak złapał moją rękę w swoją dużą dłoń i pociągnął na środek salonu. Był niezłym tancerzem. Zgrabnie wirowaliśmy między wszystkimi, mimo mojej beznadziejnej koordynacji ruchowej. W pewnym momencie strasznie zakręciło mi się w głowie i mocniej ścisnęłam jego koszulkę.
- Wszystko gra? – spytał.
-Tak… tylko tak jakoś mi się zakręciło w głowie – przyznałam szczerze.
- To dlatego że jestem takim świetnym tancerzem – wyszczerzył zęby i objął mnie ramieniem prowadząc z powrotem na kanapę. – Lepiej usiądź. Przyniosę wodę czy coś.
Pokiwałam tylko głową i przyłożyłam sobie dłoń do czoła. Było ciepłe, więc obstawiałam, że to tylko uderzenie gorąca albo ta dudniąca muzyka.
- Trzymaj – Harry wręczył mi szklankę.
- Dzięki – odpowiedziałam i natychmiast poczułam przyjemne zimno. – Gorzkie – skrzywiłam się.
- To dlatego, że rozpuściłem ci aspirynę.
- Przecież nie jestem chora.
- To tak zapobiegawczo – przewrócił oczami. – Wypij do końca.
Duszkiem wypiłam wszystko, ale nadal miałam nieprzyjemny posmak w ustach.
- Zaraz będzie lepiej – mrugnął do mnie.

Miał rację. Po paru minutach czułam się znacznie lepiej. Śmiałam się i bawiłam ze wszystkimi. Jednak można bez alkoholu. Było naprawdę świetnie, aż nie miałam ochoty wracać, ale zrobiło się późno,  chyba powinnam. Chichocząc wsiadałam do taksówki, którą zamówił mi… Nie pamiętam kto. Ktoś fajny. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Kierowca patrzył na mnie jak na idiotkę. Sama nie wiedziałam co się dzieje. Wysiadłam z samochodu i w podskokach dotarłam do drzwi.
- Który to klucz?
Miałam problem z włożeniem go do zamka. Ręce trzęsły mi się jak galareta, a kiedy okazało się, że nie pasuje zaniosłam się jeszcze głośniejszym śmiechem  i próbowałam dalej.



Siedziałem w salonie i kończyłem oglądać mecz, kiedy usłyszałem, jak ktoś próbuje się dostać do domu. Zdziwiłem się, bo moja mama miała mieć nocną zmianę w szpitalu. Usłyszałem stłumiony chichot za drzwiami. Kurwa, jeśli jacyś pijani gówniarze robią sobie żarty, to połamię im nogi. Odstawiłem piwo na szklany stolik i poszedłem do drzwi. Otworzyłem je gwałtownie i w ostatniej chwili złapałem Maggie, zanim się przewróciła.
- Co kurwa? – spytałem zdezorientowany. Była ostatnią osobą, której się tu spodziewałem.
Jej drobne ciało całe się spięło.
- Co ty robisz w moim domu?!
- Nie wrzeszcz. To ja pytam co robisz u mnie?
Dziewczyna wyswobodziła się z mojego uścisku i zrobiła dwa kroki w tył, aby spojrzeć na numer widniejący na drzwiach.
- Faktycznie – zaczęła się śmiać, co zbiło mnie z tropu.
- Gdzie byłaś? – liczyłem, że to pytanie pomoże mi ustalić przyczynę jej porąbanego zachowania.
Zachichotała, co zaczynało mi powoli działać na nerwy.
- Byłam z Harrym na imprezie.
Na jej słowa moje mięśnie natychmiast się napięły.  Złapałem jej twarz w dłonie ignorując jej sprzeciw i spojrzałem jej w oczy. Jej źrenice były nienaturalnie powiększone.
-Ćpałaś?
Jej brwi się zmarszczyły. Zauważyłem, że to jej nawyk.  Jednak nie chciało mi się wierzyć w połączenie Maggie i narkotyków. Pewnie ten skurwiel jej czegoś dosypał. Nie było mnie tylko jeden dzień…
-Ładnie pachniesz -  dobry humor jej nie opuszczał. Widać, że nie zdawała sobie sprawy z tego co się dzieje i co mówi. – I w ogóle jesteś ładny.
- Powtórz to jutro rano, skarbie. Twoi rodzice są w domu?
- Wyjechali do Stanów.
- Dobrze ci zrobi jak się położysz.
- U ciebie?
- Nie, u siebie. – Zręcznie wziąłem ją na ręce i zacząłem iść w stronę jej domu.
Zaniosła się śmiechem i zaczęła mnie okładać po klatce krzycząc, żebym ją puścił. Ignorowałem jej krzyki i zabrałem jej klucze z ręki. Wszedłem z nią do środka i zamknąłem drzwi. Położyłem ją na łóżku i zdjąłem jej trampki. Czułem na sobie jej wzrok.
- Zimno mi – powiedziała.
Przewróciłem oczami i rzuciłem na jej drobne ciało koc.
- Zrób ze mnie kokon.
- Nie jestem twoją niańką, kurwa.
Wydęła wargę, jak małe dziecko. Styles powinien sobie teraz wykupić polisę na życie. Jak z nim skończę, to będzie potrzebował nowych zębów i nie tylko… Co on do cholery chce udowodnić?!
- Jak się robi ten cały kokon? – westchnąłem, a na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Musisz mnie owinąć  z każdej strony.
Ale masz wymagania… przykryłem ją dokładnie kocem i po rzuceniu krótkiego „dobranoc” skierowałem się do drzwi.
- Niall?
Odwróciłem się w jej stronę i spojrzałem na nią pytająco.
- Zostań…
___________________________________________________________
3 rozdział już za nami! jak wrażenia? :)
Dziękujemy bardzo za wszystkie komentarze ♥ Nawet nie wiecie jak się cieszymy z choćby jednego! :) Zachęcamy do wypełnienia ankiety! To tylko jedno kliknięcie, a chciałybyśmy wiedzieć ile Was jest!
Całusy Asia&Wera ♥