- Co ci takiego powiedziała? – Cholera, jak nie Styles, to
jego siostrzyczka. Co popieprzyło tę rodzinę?
- Nic, nieważne. Jedźmy już…
Wkurzyła mnie jej odpowiedź. Nie mogła po prostu powiedzieć?! Włączyłem wycieraczki widząc, że zaczyna padać. No tak. Anglia.
- Czemu nie ruszasz? – spytała zerkając na mnie.
- Bo nadal mi nie odpowiedziałaś.
- I nie mam zamiaru. Przestań naciskać.
- Zawsze mogę wejść do klubu i sam jej spytać.
- Nie rób tego.
- To nie zachowuj się jak dziecko. Mów.
- Ja się zachowuję jak dziecko? To ty się obrażasz, gdy czegoś nie dostaniesz, w tym wypadku odpowiedzi na pytanie i nie mów mi co mam robić! - Wykrzyczała i pociągnęła za klamkę. Od razu wysiadła z auta nawet na mnie nie patrząc. Chciała mnie chyba jeszcze bardziej zdenerwować, bo trzasnęła drzwiami i zaczęła iść przed siebie. Opuściłem szybę i powoli ruszyłem chcąc się z nią zrównać.
- Nie rób scen, Maggie – nie odpowiedziała. Uparta jak osioł. – Pada, a do domu masz trzy przecznice.
- Poradzę sobie – parsknęła.
Kurwa. I weź tu się człowieku staraj. Chcesz dobrze, a ona dalej swoje. Powinienem teraz odjechać i jeszcze celowo wjechać w kałużę, żeby ją ochlapać. Tylko dlaczego tego nie zrobię?!
- Wsiadaj… proszę – dodałem po chwili zawahania.
Zadziałało. Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Jeszcze coś? – spytała.
- Przepraszam, zadowolona? –przewróciłem oczami, gdy z powrotem zajęła miejsce pasażera.
- Zadowolona – mruknęła w odpowiedzi i przeniosła swój wzrok za szybę. Gra niedostępną czy jak?
Podskoczyła lekko, kiedy położyłem rękę na jej kolanie, ale jej nie zabrała. Chociaż tyle. Dalej jechaliśmy w ciszy. Szybko znaleźliśmy się pod jej domem.
- Chcesz wejść?
- Dzięki kochanie, ale musze jeszcze coś załatwić.
- Oh… - najwyraźniej spodziewała się innej reakcji. – Jasne, dzięki za podwiezienie.
- Nie ma sprawy – puściłem jej oczko, gdy niezdarnie wychodziła z auta.
Zamknęła za sobą drzwi rzucając krótkie „cześć”. Ostatni raz na nią spojrzałem i odjechałem.
- Nic, nieważne. Jedźmy już…
Wkurzyła mnie jej odpowiedź. Nie mogła po prostu powiedzieć?! Włączyłem wycieraczki widząc, że zaczyna padać. No tak. Anglia.
- Czemu nie ruszasz? – spytała zerkając na mnie.
- Bo nadal mi nie odpowiedziałaś.
- I nie mam zamiaru. Przestań naciskać.
- Zawsze mogę wejść do klubu i sam jej spytać.
- Nie rób tego.
- To nie zachowuj się jak dziecko. Mów.
- Ja się zachowuję jak dziecko? To ty się obrażasz, gdy czegoś nie dostaniesz, w tym wypadku odpowiedzi na pytanie i nie mów mi co mam robić! - Wykrzyczała i pociągnęła za klamkę. Od razu wysiadła z auta nawet na mnie nie patrząc. Chciała mnie chyba jeszcze bardziej zdenerwować, bo trzasnęła drzwiami i zaczęła iść przed siebie. Opuściłem szybę i powoli ruszyłem chcąc się z nią zrównać.
- Nie rób scen, Maggie – nie odpowiedziała. Uparta jak osioł. – Pada, a do domu masz trzy przecznice.
- Poradzę sobie – parsknęła.
Kurwa. I weź tu się człowieku staraj. Chcesz dobrze, a ona dalej swoje. Powinienem teraz odjechać i jeszcze celowo wjechać w kałużę, żeby ją ochlapać. Tylko dlaczego tego nie zrobię?!
- Wsiadaj… proszę – dodałem po chwili zawahania.
Zadziałało. Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Jeszcze coś? – spytała.
- Przepraszam, zadowolona? –przewróciłem oczami, gdy z powrotem zajęła miejsce pasażera.
- Zadowolona – mruknęła w odpowiedzi i przeniosła swój wzrok za szybę. Gra niedostępną czy jak?
Podskoczyła lekko, kiedy położyłem rękę na jej kolanie, ale jej nie zabrała. Chociaż tyle. Dalej jechaliśmy w ciszy. Szybko znaleźliśmy się pod jej domem.
- Chcesz wejść?
- Dzięki kochanie, ale musze jeszcze coś załatwić.
- Oh… - najwyraźniej spodziewała się innej reakcji. – Jasne, dzięki za podwiezienie.
- Nie ma sprawy – puściłem jej oczko, gdy niezdarnie wychodziła z auta.
Zamknęła za sobą drzwi rzucając krótkie „cześć”. Ostatni raz na nią spojrzałem i odjechałem.
Patrzyłam jak jego samochód znika na końcu ulicy. Ciekawość rozsadzała mnie od środka. Chciałam wiedzieć co takiego musi załatwić, ale bałam się spytać znając jego wybuchowy charakter. Wszystko wydawało mi się nieco dziwne. Przyjechał do klubu tylko po to, żeby mnie z niego wyciągnąć i odwieźć do domu? Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że poprosiłam go żeby został… Zresztą to już drugi raz. Chciałam tego bardziej, niż powinnam. Może to nawet lepiej, że pojechał. Dzięki temu uniknęliśmy kolejnej kłótni.
Weszłam do domu nie zapalając nawet światła. Potknęłam się kilka razy wspinając po schodach na górę. Naprawdę nie ma osoby, mniej skoordynowanej ruchowo, niż ja. Po omacku znalazłam włącznik światła w swoim pokoju. Jęknęłam, gdy zobaczyłam wszechobecny chaos. Wiedziałam, że zostawiłam bałagan, ale nie, że aż taki. Zrezygnowana rzuciłam swoją torebkę na łóżko, a zaraz do niej dołączył mój strój. Było mi o wiele wygodniej w bawełnianym dresie. Nie wiedziałam od czego powinnam zacząć sprzątanie. Wspięłam się na stołek, żeby zdjąć skrawki zasłony. Miałam nadzieję, że rodzice nie będą na mnie źli z tego powodu. Nowe chciałam odkupić za własne oszczędności. Mimo woli spojrzałam w okno sąsiedniego domu, lecz w pokoju Nialla było ciemno. Zmarszczyłam brwi. Po raz kolejny złapałam się na myśleniu o chłopaku. Po godzinie mój pokój wyglądał przyzwoicie. Ubrania i reszta rzeczy wróciły na swoje miejsce. Zerknęłam na zegarek. Było już dosyć późno, więc postanowiłam się umyć. Wyszłam z łazienki i od razu rzuciłam się na swoje łóżko. Szczelnie owinęłam się kołdrą mimo tego, że było lato. To chyba jakiś mój niezmienny nawyk. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudził mnie irytujący dźwięk telefonu. Litości… kto się dobija o tej porze? Poduszką starałam się go zagłuszyć, ale to nic nie dało. Zdenerwowana wstałam z łóżka i pośpiesznie zaczęłam grzebać w torebce, w której go zostawiłam. Zmrużyłam oczy, gdy poraziła mnie jasność ekranu. Odebrałam, a w głowie już układałam sobie reprymendę dla Nialla.
- Lepiej żebyś miał dobry powód, dla którego budzisz mnie w środku nocy.
- Też się cieszę, że cię słyszę, skarbie – usłyszałam jego rozbawiony głos.
-Czego chcesz? –mruknęłam do słuchawki wspinając się z powrotem na łóżko.
- Zadziorna, podobasz mi się taka.
- Jeśli to wszystko, co masz mi do powiedzenia to cześć – rozłączyłam się i wsunęłam telefon pod poduszkę. Nie miałam ochoty na te jego idiotyczne żarty, a już na pewno nie w środku nocy!
Dlaczego on mi to robi? – jęknęłam w myślach ponownie słysząc mój telefon.
Odebrałam połączenie, ale tym razem czekałam, aż to on pierwszy się odezwie.
- Otwórz drzwi.
- Przestań Niall… chcę spać – na potwierdzenie moich słów głośno ziewnęłam.
- Właśnie słyszę – jego śmiech był chyba najcudowniejszym dźwiękiem pod słońcem.
STOP. Majaczę z niewyspania.
- Jest trzecia nad ranem. Nie masz ciekawszych rzeczy do robienia, niż dzwonienie do ludzi po nocy?
- Dzwonię tylko do ciebie – poprawił mnie.
- Gdybyś chciał się do mnie dostać, to poradziłbyś sobie bez dzwonienia do mnie. Już kilka razy się włamałeś, pamiętasz?
- Taaak, ale wtedy byłabyś na mnie zła. Więc wolę, żebyś mnie sama wpuściła.
- Idź spać Niall...
-Zamierzam, ale w twoim pokoju. Jak nie zejdziesz za minutę zacznę walić do drzwi i nachalnie wciskać dzwonek. Chyba tego nie chcesz, co?
- To jest szantaż… - westchnęłam zrezygnowana i ruszyłam na dół.
Cały czas trzymałam telefon przy uchu słuchając miarowego oddechu chłopaka. Przeczesałam palcami włosy i otworzyłam drzwi.
- Wyglądasz jak zombie – zaśmiał się i wszedł do środka.
- Nie denerwuj mnie, bo… - nie dał mi nawet skończyć zdania, bo zręcznie mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię jak lalkę. Mogłam wyczuć zapach papierosów zmieszany z jego perfumami. Upajający zestaw… Położył mnie na łóżku i sam stanął w jego nogach. Zaczął ściągać swoje ubrania. Zawstydzona odwróciłam głowę. Po chwili materac ugiął się pod jego ciężarem. Moje serce waliło jak oszalałe. Miałam wrażenie, że chłopak może je usłyszeć, co było według mnie jeszcze bardziej żenujące. W głowie przelewało mi się od pytań. Dlaczego przyszedł do mnie? Dlaczego chce tu zostać? Jego wytatuowane ramię owinęło się wokół mojej talii. Przysunął mnie bliżej siebie i oparł swoją brodę o czubek mojej głowy.
- Dobranoc Maggie.
Byłam w zbyt dużym szoku, żeby mu odpowiedzieć. Zamiast tego opuszkami palców śledziłam poszczególne wzory jego tatuaży. Nic nie powiedział, ani nie odsunął się ode mnie, więc uznałam, że mogę kontynuować. Jego klatka piersiowa prezentowała się lepiej, niż niejedna rzeźba Michała Anioła. Był po prostu idealny. Powoli podniosłam głowę, a nasze spojrzenia się spotkały.
Automatycznie odechciało mi się spać, a wszystko za sprawą jednego chłopaka. Jak to możliwe, że tak na mnie działa samą swoją obecnością? Przesunęłam palce wyżej do jego szyi badając jej fakturę. Jego spojrzenie jakby hipnotyzowało. Błękit oczu został przyćmiony mrokiem panującym na zewnątrz, ale nie tylko. Jego źrenice były znacznie powiększone. Zagryzłam swoją wargę, kiedy moje palce badały jego usta. To była pokusa, z którą nie miałam siły walczyć. Nie potrafiłam. Rozchylił je lekko, a ja nie wytrzymałam. Podciągnęłam się wyżej i jedyne o czym myślałam, to żeby tego spróbować. Złączyłam nasze usta w pocałunku, a on po raz kolejny tej nocy nie odsunął mnie od siebie. Wręcz przeciwnie. Odwzajemnił mój gest, a jego język idealnie współpracował z moim. Właściwie to był mój pierwszy poważny pocałunek. Nigdy nie myślałam jak powinien wyglądać. Do głowy na pewno by mi nie przyszło, że będę leżeć z chłopakiem wyglądającym jak on w moim łóżku… Wiedziałam jedno. Tego właśnie chciałam. Niall otworzył językiem moje usta i wsunął go do środka. Muskał nim delikatnie moje podniebienie doprowadzając mnie do szaleństwa. Czułam kolczyk w jego wardze, który ocierał się o moją w przyjemny sposób. Zwinnie znalazł się nade mną i podpierając się na rękach kontynuował pocałunek. Jego zęby chwyciły moją wargę i pociągnęły ją lekko wywołując u mnie cichy jęk. Rozchyliłam powieki, żeby zobaczyć u niego łobuzerski uśmiech. Zapomniałam jak się oddycha. Mam nadzieję, że opanował podstawy pierwszej pomocy i w razie czego będzie mnie ratował. Przeniósł pocałunki na moją szyję zahaczając wcześniej o linię szczęki.
Skrzywiłam się lekko czując ból, gdy zasysał moją skórę. Zaraz potem przyniósł mi ulgę przejeżdżając językiem po piekącym miejscu. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Niall cmoknął mnie w czubek nosa, co wydawało mi się strasznie słodkie z jego strony. Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy on układał się z powrotem na swoje miejsce.
- Myślę, że teraz powinniśmy iść spać – odezwał się, na co ja mu przytaknęłam.
Pytanie tylko, czy uda mi się zasnąć?
Obudziłem się, gdy usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Zawsze miałem słaby sen. Już chciałem zbiec na dół i sprawdzić co się dzieje, gdy przypomniałem sobie o rodzicach Maggie. W końcu kiedyś musieli wrócić do domu. Miałem tylko nadzieję, że nie wpadną tu z awanturą. Właściwie to po kolacji w moim domu uznałem, że są to naprawdę w porządku ludzie. Zwykle się nie mylę, jeśli chodzi o to. Nie miałem ochoty otwierać oczu, więc po prostu starałem się znów zasnąć. Maggie poruszyła się w moich ramionach, ale nadal spała. Jej oddech był miarowy i spokojny. Uśmiechnąłem się na wspomnienie ubiegłej nocy. Jej usta były cholernie miękkie. Założę się, że jeszcze nikt jej nigdy tak nie całował i nawet się z tego cieszyłem. Słyszałem ściszone głosy jej rodziców, które dochodziły z dołu, a po chwili ktoś wspinał się po schodach. Udawałem, że śpię, kiedy drzwi od pokoju Maggie się otwierały.
- Meg, właśnie wró… oh – musiała zdać sobie sprawę z tego, że jestem w łóżku jej córki – Bob – szepnęła lekko podekscytowana, a przynajmniej tak mi się wydawało. – Spójrz tylko. Niall jest u nas.
- Wow – odezwał się mężczyzna. – Myślisz, że oni coś razem może… - jąkał się, jakby brakowało mu słów.
- Nie mam pojęcia, ale sądzę, że wyglądają razem uroczo – miałem ochotę się skrzywić na jej słowa, ale wiedziałem, że wtedy zdaliby sobie sprawę, że nie śpię.
- Chodź lepiej, zanim się obudzą.
Drzwi się zamknęły, a my znów zostaliśmy sami.
Nie wiem ile minęło. Może kilka, może kilkanaście minut, a mi wciąż nie udało się zasnąć. Podparłem się na łokciu i patrzyłem na śpiącą dziewczynę zastanawiając się, co powinienem teraz zrobić. Jeśli zejdę na dół, zmierzę się sam na sam z jej rodzicami, czego wolałbym uniknąć. Nie chcę, żeby pomyśleli sobie, że wiążę z ich córką jakieś poważniejsze plany, bo tak nie jest. Po prostu nie bawię się w to całe gówno ze związkami, trzymaniem za ręce i okazywaniem sobie uczuć w miejscu publicznym. Właściwie na co komu to wszystko? Człowiek z natury jest istotą samolubną i myśli tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb. Jeśli nie wszyscy, to na pewno większość, w tym ja. Nie wiedziałem jak powinienem nazwać to, co mną wówczas kierowało. Starałem się ją utrzymać jakoś z dala od Harrego. Ale kurwa… nie raz już o niej myślałem, gdy nie było jej w pobliżu, a za każdym razem, gdy chciałem zająć umysł czymś innym, ona i tak wracała. Kiedy pieprzyłem się ostatnio z Kate wyobraziłem sobie, jakby to było uprawiać seks z Maggie. I tak w kółko.
- Nie śpisz już? – usłyszałem jej cichy szept i automatycznie na nią spojrzałem.
Jest chyba jedyną dziewczyną, która wygląda tak cholernie dobrze tuż po obudzeniu.
- Nie śpię – odpowiedziałem. – Właściwie to powinienem się zbierać do domu.
- Okej, nie ma sprawy.
Wstałem z łóżka i wskoczyłem we wczorajsze ciuchy. Meg nie fatygowała się z ubieraniem tylko zarzuciła na siebie kolorowy szlafrok. Chyba nie była świadoma tego, że jej rodzice wrócili, bo pewnym krokiem zeszła na dół. Dopiero na schodach, kiedy usłyszała ich głosy spojrzała na mnie przestraszona. Wzruszyłem tylko ramionami i minąłem ją, kiedy rozpuściła włosy, żeby zakryć malinkę na szyi.
- Dzień dobry – przywitałem się z jej rodzicami, a oni odpowiedzieli mi tym samym.
- Zjecie z nami śniadanie? – spytała jej mama.
- Bardzo chętnie – odpowiedziałem.
Siedzieliśmy przy stole, a ja czułem, że Maggie co chwilę zerka na mnie ukradkiem. Zupełnie jakby się bała tego, co jej rodzice powiedzą, kiedy ja już wyjdę. Rozluźniła się, kiedy moja ręka znalazła się na jej kolanie.
- Więc… - zaczął jej ojciec. – Wy dwoje się zabezpieczacie, racja?
Naprawdę miałem ochotę się zaśmiać z jego pytania.
- Tato – jęknęła Meg, a jej policzki były nienaturalnie czerwone – To nie jest tak… My nie… - nie potrafiła ułożyć logicznego zdania, więc postanowiłem przejąć inicjatywę.
- Tak, proszę pana. – W tym samym czasie poczułem jak dziewczyna kopie mnie w nogę, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- Em… to dobrze, dobrze – pokiwał w zamyśleniu głową.
- Chyba czas na mnie – odezwałem się wstając od stołu. – Było naprawdę miło. – Uśmiechnąłem się do jej mamy.
- Nie ma za co. Wpadaj częściej – odpowiedziała mi tym samym.- Maggie, odprowadź Nialla.
Dziewczyna posłusznie wstała od stołu i odprowadziła mnie do drzwi. W zasadzie od dłuższego czasu się nie odezwała.
- Spotkamy się jakoś później? – spytała, kiedy upewniła się, że jej rodzice jej nie słyszą.
- Po co?
Zmarszczyła brwi na moją odpowiedź.
- Nie wiem… tak tylko pytam.
- Dziś idę na imprezę, jutro też jestem zajęty.
- Em… - zawahała się – A pojutrze?
- Mała – zacząłem. – To, że się całowaliśmy i zrobiłem ci malinkę, nie oznacza, że teraz będziemy się spotykać codziennie. Zwykły pocałunek. To nic nie znaczy. – rzuciłem i wyszedłem z jej domu zostawiając ją całkiem zdezorientowaną w progu.
To nic nie znaczy. To nic nie znaczy. To nic nie znaczy… Te
słowa krążyły w mojej głowie bez przerwy już od godziny. Po jego wyjściu bez
słowa zamknęłam bez słowa w pokoju ignorując nawoływania rodziców. Miałam
ochotę zapaść się pod ziemię. Czułam się upokorzona. Łzy niekontrolowanie
ściekały po moich policzkach, a ja nie nadążałam za ich ścieraniem. Nie
spodziewałam się tego. Nawet po nim. Cholera, po co to wszystko? Po co
przyszedł, został na noc? Dlaczego ja go w ogóle pocałowałam? Na co ja
liczyłam?! Idiotka. On teraz pewnie opowiada o wszystkim swoim kumplom. Śmieją
się w najlepsze, podczas gdy ty ryczysz! – skarciłam się w myślach.
Postanowiłam wziąć się w garść. Sięgnęłam po telefon i zaczęłam wystukiwać treść wiadomości.
__________________________________________
Do: Lucy
Hej! Miałabyś dziś może czas i ochotę, żeby się spotkać?
__________________________________________
Szybko dostałam odpowiedź.
__________________________________________
Od: Lucy
Jasne ;) Za godzinę tam gdzie ostatnio?
__________________________________________
__________________________________________
Do: Lucy
Idealnie x
__________________________________________
Byłam jej wdzięczna za to, że zechciała się ze mną spotkać. Była jedyną osobą, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Gdy tylko odpisałam jej na ostatniego smsa odłożyłam telefon na szafkę i zaczęłam się szykować. Zrezygnowałam z makijażu na wypadek, gdybym miała się rozpłakać, czego bardzo nie chciałam. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę i spacerem ruszyłam w stronę centrum. Naprawdę potrzebowałam się wygadać.
Postanowiłam wziąć się w garść. Sięgnęłam po telefon i zaczęłam wystukiwać treść wiadomości.
__________________________________________
Do: Lucy
Hej! Miałabyś dziś może czas i ochotę, żeby się spotkać?
__________________________________________
Szybko dostałam odpowiedź.
__________________________________________
Od: Lucy
Jasne ;) Za godzinę tam gdzie ostatnio?
__________________________________________
__________________________________________
Do: Lucy
Idealnie x
__________________________________________
Byłam jej wdzięczna za to, że zechciała się ze mną spotkać. Była jedyną osobą, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Gdy tylko odpisałam jej na ostatniego smsa odłożyłam telefon na szafkę i zaczęłam się szykować. Zrezygnowałam z makijażu na wypadek, gdybym miała się rozpłakać, czego bardzo nie chciałam. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę i spacerem ruszyłam w stronę centrum. Naprawdę potrzebowałam się wygadać.
___________________________________________________________
Już 7 rozdział za nami! :D Trochę sprawy się pokomplikowały ;>
Liczymy na komentarze! :) Zostaw słówko, jeśli doceniasz nasz wysiłek!
Całuski :*
Wera&Asia
Już 7 rozdział za nami! :D Trochę sprawy się pokomplikowały ;>
Liczymy na komentarze! :) Zostaw słówko, jeśli doceniasz nasz wysiłek!
Całuski :*
Wera&Asia




