środa, 7 maja 2014

Rozdział 11

                                                                          SĄ SCENY.

- Chcę, żebyś poczuła się dobrze, Maggie…
Jego słowa odbijały się lekiem w mojej głowie powodując na moim ciele gęsią skórkę.
- Nigdy nie pragnąłem żadnej dziewczyny tak mocno, jak pragnę ciebie – wymruczał wprost do mojego ucha, a ja poczułam, że uginają się pode mną nogi.
- Niall ja… - udało mi się wykrztusić.
- Wiem skarbie- chłopak przygryzł płatek mojego ucha i przejechał po nim językiem.
Jego ręce zjechały po mojej talii, by po chwili zatrzymać się na biodrach. Przycisnął mnie do swojego torsu. Zaczął składać mokre pocałunki na mojej szyi.
- Uwielbiam sposób w jaki twoje ciało na mnie reaguje… jak się rumienisz – dodał. – Pozwól mi sprawić, że poczujesz się dobrze.
Oszołomiona pokiwałam głową. Nie byłam do końca świadoma tego co robię. Mimo wszystko chciałam tego. Niall zwinnie wziął mnie na ręce uśmiechając się łobuzersko .Objęłam go za szyję. W domu panowały egipskie ciemności, ale jemu to nie przeszkadzało. Pewnie manewrował po swoim pokoju zanim ułożył mnie na łóżku. Wnętrze oświetlała tylko latarnia stojąca niedaleko domu chłopaka.
-Gorąco tu, nie sądzisz? – spytał i rozpiął swoją koszulę.
Przygryzłam wargę, kiedy ukazał mi się jego umięśniony i wytatuowany tors. Jak można być tak idealnym? Rzucił swoje ubranie w kąt pokoju i uklęknął przy mnie na łóżku.
- Pozbądźmy się tej pięknej sukienki – rozsunął suwak i zręcznie zdjął ze mnie sukienkę. – Cholera – zaklął, gdy zobaczył moją czarną bieliznę. – Jesteś tak kurewsko gorąca.
Czułam na sobie jego palące spojrzenie. Duża dłoń ścisnęła moją pierś. Jęknęłam cicho pod wpływem nowego, przyjemnego uczucia. Niall sięgnął po moją rękę i przyłożył ją sobie do krocza. Byłam zakłopotana, ale nie pozwolił mi jej cofnąć. Czułam wybrzuszenie w jego spodniach i natychmiast spłonęłam rumieńcem.
- Tak właśnie na mnie działasz, piękna.
Miałam wrażenie, że celowo mnie zawstydza. Zaśmiał się z mojej reakcji i wpił sięw moje usta. Całowaliśmy się powoli, ale niezwykle namiętnie. Jego język muskał moje podniebienie, a zębami co chwilę przygryzał moją wargę. Po chwili jego usta kreśliły ścieżkę po moim dekolcie. Uniósł mnie lekko, żeby móc rozpiąć mój biustonosz.
- Niall – złapałam swoją bieliznę zanim zdążyłam odsłonić zbyt wiele.
Nikt mnie jeszcze takiej nie widział. Miałam kompleksy jak każda dziewczyna. Zdawałam sobie sprawę, że chłopak widział już niejedno nagie ciało, ale zapewne nie były to byle jakie ciała…
- Nie wstydź się skarbie. Nie masz czego.
- To krępujące – wymamrotałam unikając z nim kontaktu wzrokowego.
- Poczujesz się lepiej, jeśli się bardziej rozbiorę? – spytał.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo od razu zaczął rozpinać swoje spodnie, który po chwili dołączyły na podłodze do reszty garderoby. Zdecydowanie nie znał czegoś takiego jak wstyd.  Oboje byliśmy w samej bieliźnie. Znów zawisł nade mną i zsunął ramiączka mojego stanika całując nowoodkrytą skórę. Moje serce chyba nigdy wcześniej nie biło tak szybko. Miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi z piersi, a najgorsze było to, że Niall mógł wszystko słyszeć. Delikatnie całował mój biust pieszcząc go przy tym rękoma. Jęczałam pod nim czując niesamowitą przyjemność, którą mi dostarczał.
- Podoba ci się? – wyszeptał nie odrywając ust od mojej skóry.
W odpowiedzi otrzymał tylko moje skinięcie głową.
- To jeszcze nie koniec, maleńka. – zaczął schodzić pocałunkami niżej po moim brzuchu. – Twoja skóra jest tak idealnie miękka…. – Zębami zahaczył o krawędź moich majtek. – Podobają mi się, ale wolę cię bez nich. – Jedną ręką uniósł moje biodra, by drugą zsunąć ostatni skrawek materiału, jaki miałam na sobie. To była tylko nasza chwila. Erotyczna, romantyczna i jakby nie patrzeć – bliska. Mocno zacisnęłam powieki, kiedy poczułam jak nosem przejeżdża po moich miejscach intymnych.
Rękami masował wnętrze moich ud,  jego język znalazł się przy mojej łechtaczce. Wplotłam palce w jego blond włosy, a drugą rękę zacisnęłam na prześcieradle.
- Patrz na mnie, Maggie – usłyszałam jego słowa i natychmiast rozchyliłam powieki. Wpatrywał się we mnie intensywnie, ale nie przestawał ruszać swoim językiem.
- Tak doskonale smakujesz – wymamrotał między moimi nogami.
Pociągnęłam za jego włosy czując nagły przypływ przyjemności.
- Dojdź skarbie, dojdź dla mnie.
Poczułam jak moje kolana miękną, a po całym ciele przechodzi przyjemny dreszcz. Niall właśnie doprowadził mnie do orgazmu.
- Grzeczna dziewczynka – zauważyłam na jego twarzy uśmieszek, kiedy wciągał moje majtki z powrotem na moją pupę.
- Gdzie idziesz? – spytałam, kiedy zobaczyłam, że wstaje z łóżka. Mój głos lekko się trząsł po tym, co miało miejsce przed chwilą.
-Pod prysznic skarbie. Nie tylko ty doszłaś – puścił mi oczko i zniknął za drzwiami. Po kilku sekundach ponownie pojawił się w progu. – Może masz ochotę dołączyć?
- Nie, nie. Idź – odpowiedziałam.
Chłopak zaśmiał się, a po chwili usłyszałam dźwięk odkręcanej wody.
Korzystając z jego nieobecności podniosłam z podłogi swoje rzeczy i ubrałam się.
- Wybierasz się gdzieś kochanie? – spytał wracając do pokoju z ręcznikiem zawiniętym wokół bioder.
- Do domu?
- Zostań na noc… to znaczy chciałbym, żebyś została.
- Nie mam u ciebie żadnych swoich rzeczy. – odpowiedziałam, choć jego propozycja naprawdę mnie zaskoczyła.
- Dam ci swoje ciuchy do spania, ale możesz spać nago. Nie będę miał nic przeciwko temu – wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu.
Przewróciłam oczami na jego komentarz. Niall podszedł do szafy i wyjął z niej białą koszulkę. Podał mi ją wraz z parą czarnych bokserek.
- Trzymaj skarbie. Jak chcesz możesz wziąć prysznic.
- Dzięki – posłałam mu uśmiech i poszłam do łazienki, żeby się przebrać. Mimo tego zbliżenia nadal się wstydziłam. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w rzeczy, które mi dał. Uśmiechnęłam się, kiedy poczułam jego zapach. Kiedy wróciłam do pokoju Niall leżał na łóżku i przeglądał jakąś sportową gazetę. Gdy mnie zobaczył poklepał miejsce obok siebie. Położyłam się obok niego, a on przygarnął mnie bliżej siebie.
- Dobrze wyglądasz w moich ciuchach –skomplementował.
- Dziękuję – przykryłam się kołdrą.
- To był twój pierwszy orgazm? – wypalił nagle, kiedy już zamykałam oczy.
- Em… tak, to był pierwszy raz.
- Czuje się zaszczycony, ale czekam na rewanż skarbie.
- Dobranoc Niall – ucięłam temat.
- Dobranoc kochanie – złożył pocałunek w moich włosach, a ja zasnęłam ukołysana jego miarowym oddechem.
Obudziłam się wtulona w poduszkę chłopaka. Byłam sama w pokoju. Zdziwiłam się, bo myślałam, że to ja wstanę pierwsza. Tymczasem Nialla już nie było w łóżku. Uśmiechnęłam się sama do siebie na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Było naprawdę miło. Mógłby być taki codziennie. Miły, uroczy, czarujący… Przeciągnęłam się na łóżku i poprawiłam roztrzepane włosy. Moje bose stopy dotknęły podłogi, kiedy ruszyłam na dół. Zatrzymałam się na schodach w momencie, w którym usłyszałam męskie głosy. W jednym rozpoznałam Nialla.
- Macie zaległą kasę za towar? – spytał.
- Spokojnie Horan. Jesteśmy tu po to, żeby uregulować zległy dług.
- Będzie kasa, będą prochy – odparł.
Co?! Niall handluje narkotykami?! Zeszłam jeszcze kilka stopni w dół, żeby lepiej słyszeć.
- Masz, w kopercie są pieniądze. Nawet z małym procentem. Harry uznał, że tak będzie dobrze.
Teraz wszystko zaczynało się sklejać. To łączyło Harrego i Nialla. Narkotyki. Obaj się tym zajmowali i obaj mnie okłamywali.
- Zajebiście – skomentował Niall.
Chciałam już wrócić do pokoju po swoje rzeczy, kiedy przez nieuwagę potrąciłam ramkę ze zdjęciem wiszącą na ścianie. Tylko ja mogłam to zrobić. Udało mi się ją złapać, zanim spadła i się potłukła, ale i tak narobiłam hałasu.
- Ktoś jest u ciebie? – spytał jeden z chłopaków.
- Nie, nie ma nikogo. Przeciąg.
Super, jeszcze się mnie wstydzi. Chciałam wrócić na górę, kiedy usłyszałam kroki.
- No proszę… Ukrywasz przed nami taką ślicznotkę?
- Odwal się, Ashton. Maggie, idź na górę.
- Nie, nie, nie. Zostań mała. Jesteś wolna dziś wieczorem?
- Nie jest. – odpowiedział za mnie Niall.
Dlaczego wypowiada się za mnie?!
- Nie ciebie pytałem, Horan.
- Nie przylazłeś tu na podryw.
- To twoja dziewczyna?
Niall zaśmiał się, ale było w tym coś sztucznego.
- Nie miewam dziewczyn. Laska na jedną noc, poznaliśmy się na imprezie – wzruszył ramionami.
- Skoro tak, to dziś w nocy będzie moja – wredny uśmieszek zagościł na jego twarzy.
- Powiedziałem kurwa, żebyś się od niej odwalił! – Niall nagle przygwoździł go do ściany i mierzyli się spojrzeniami.
- Co ci Horan? Nigdy nie broniłeś żadnej laski.
- Wypierdalaj stąd. – blondyn był nieźle wkurzony i widać było, że chłopak trochę się go bał.
Niall złapał go za bluzkę i popchnął na drugiego chłopaka.
- Niech Styles trzyma się tego, co sam wcześniej ustalił – warknął i zatrzasnął im drzwi przed nosem.
Stał do mnie tyłem, więc nie mogłam zobaczyć wyrazu jego twarzy. Czułam jednak złość, która od niego biła. Pięści miał kurczowo zaciśnięte.
- Możesz mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? – Zebrałam się na odwagę i zadałam mu to pytanie.
- O co ci chodzi? – ton jego głosu nadal był ostry.
- Handlujesz narkotykami?
- To nie jest twoja sprawa, Maggie. Nie mieszaj się w to.
- Nie moja sprawa? Laska na jedną noc? Wiesz… przez chwilę myślałam, że naprawdę przestałeś być dupkiem. Myliłam się.
- Przecież wiesz, że tak nie myślę. Musiałem tak powiedzieć…
- Niby czemu?
- Cholera… bo spodobałaś się Ashtonowi  i nie chciałem, żeby wiedział, że mi na tobie zależy. Ale mnie wkurwił i podejrzewam, że już wie.
- Jakie to ma znaczenie? – Nie dawałam za wygraną. Nie chciałam znów być tą uległą, zgadzającą się na wszystko dziewczyną.
- Zrozum Meg… Ashton jest po stronie Harrego. Nie cierpi mnie, więc będzie chciał mi dokopać dobierając się do ciebie, rozumiesz?
- Przecież i tak nic dla ciebie nie znaczę – wzruszyłam ramionami.
Niall ujął moją twarz w dłonie, a jego oczy spotkały moje.
- Znaczysz… Nie mam pojęcia dlaczego, ale znaczysz dla mnie więcej, niż myślisz. – Mówiąc to składał na moich ustach delikatne pocałunki.
Byłam zdecydowanie zbyt uległa. Pokręciłam głową i oddaliłam się od niego.
- A narkotyki?
- To nie jest coś, o czym chciałbym z tobą rozmawiać.
- Ale może powinieneś?
- A może nie?
- Jesteś dilerem? – spytałam wprost.
Jego cisza była dla mnie potwierdzeniem. Pospiesznie wspięłam się po schodach na górę i wpadłam do jego pokoju. Wzięłam tylko swoje rzeczy i skierowałam się do wyjścia. Nadal miałam na sobie tylko jego koszulkę i bokserki, ale nie przeszkadzało mi to. Miałam dwa kroki do domu.
- Maggie, poczekaj. Daj mi wytłumaczyć!
- Nie chcę kolejnych kłamstw.
Wyszłam z jego domu, mimo tego, że starał się mnie zatrzymać.
W tamtym momencie bardzo potrzebowałam się komuś wyżalić. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Lucy. W myślach modliłam się żeby wróciła już od rodziców Zayna. Po kilku sygnałach usłyszałam jej głos.
- Maggie? Właśnie miałam do ciebie dzwonić – zaświergotała. – Dopiero wróciłam z Bradford, ale chciałabym się z tobą spotkać. Masz czas?
- Chciałam właśnie spytać cię o to samo. – Nie brzmiałam tak entuzjastycznie jak ona.
- Ooho wyczuwam, że coś się stało. Za godzinę w naszej kawiarni?
- Jasne – przytaknęłam i schowałam telefon do torebki.
Miałam odpowiednio dużo czasu, żeby doprowadzić się do porządku po nocy u Nialla. Wzięłam prysznic i przebrałam się w swoje ubrania.

Byłam już na miejscu i czekałam na dziewczynę. Mogłaby już być – pomyślałam nerwowo zerkając na zegarek. Po chwili czułam jej drobne ramiona zaciskają się wokół mojej szyi. Pocałowała mnie w policzek i usiadła na krześle obok.
Kelnerka przyjęła nasze zamówienia. Lucy ani na chwilę nie spuszczała ze mnie wzroku.
- Niech zgadnę – zaczęła – chodzi o Nialla.
- Taa – przyznałam bawiąc się torebeczką cukru.
- Maggie, co on ci znów zrobił? Spójrz na mnie – uniosłam głowę i napotkałam jej zmartwione oczy.
Chciałam jej powiedzieć, ale nie wiedziałam jak. No doprowadził mnie do orgazmu, było miło, cudownie, ale zapomniał mi powiedzieć, że sprzedaje narkotyki i w dodatku Harry robi dokładnie to samo? To wszystko brzmiało żałośnie… Ja jestem żałosna i głupia. Powinnam była domyśleć się wcześniej.
- Maggie? – Lucy wyrwała mnie z zamyślenia.
- Wiedziałaś, że jest dilerem?
Głośno wypuściła powietrze. Wiedziała.
- Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś? Nie uważasz, że powinnam wiedzieć takie rzeczy? – Nie chciałam na nią naskakiwać. Już sama plątałam się w moich myślach.
- Próbowałam. Powtarzałam ci, że jest zły, ale mimo to się z nim spotykałaś.
I tu miała racje. Mimo tego, że mnie ostrzegała, coś ciągnęło mnie do chłopaka.
- A Harry?
- To trochę inna historia Maggie. Harry  z tym skończył.
- Naprawdę? Ostatnio policja zgarnęła go sprzed mojego domu.
- Wiem, Zayn wpłacał za niego kaucję. Może to była jakaś stara paczka? Lub ktoś mu to podrzucił?
- Zaczynam wątpić w takie przypadki, Lucy.
- Nie powinnaś się tak przejmować Niallem. Po prostu skończ to zanim cokolwiek się stanie.
- Co masz na myśli?
- Widzę, że ci się podoba. Nie chcę żeby cię wykorzystał. Zabawi się i porzuci jak każdą.
- To już chyba nastąpiło – szepnęłam.
- Co?! – jej krzyk mogło usłyszeć większość ludzi w okolicy.
- Nie wszyscy muszą o tym wiedzieć Lucy – zauważyłam. – Po prostu… wczoraj… no… - nie mogłam z siebie tego wykrztusić. Wydawało mi się to zbyt intymne i wstydliwe.
- No powiedz wreszcie – ponagliła.
- Możliwe, że między nami do czegoś doszło – upiłam łyk swojej kawy, żeby tylko uniknąć jej spojrzenia.
- Nie wierzę… uprawialiście seks? – jej pytanie sprawiło, że zakrztusiłam się napojem.
- Jeju, nie. Po prostu on… no zaspokoił mnie – wydukałam.
- Wow… I jak było?
- Nie mam porównania, ale było miło.
- Doszłaś?
- Lucyyy – jęknęłam. – Zmieńmy temat. Powiedz lepiej jak było w Bradford.
Wiedziałam, w który punkt uderzyć. Dziewczyna od razu się rozgadała na temat mamy Zayna i jego sióstr. Miło się tego słuchało. Cieszyłam się, że tak dobrze im się układa. Zazdrościłam im tego, że nie mają przed sobą żadnych tajemnic.
Rozmawiałyśmy jeszcze dwie godziny. Potem pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy każda w swoją stronę.



Byłem wkurzony całą tą sytuacją. O ile wcześniej było dobrze, teraz wszystko się musiało spieprzyć. Cały czas miałem w głowie obraz Maggie, która prawdopodobnie pierwszy raz w życiu osiągnęła orgazm i to dzięki mnie. Uwielbiałem patrzeć na tą jej niewinną twarz. Sposób w jaki przygryzała wargę, ciągnęła mnie za włosy… Cholera. Robiło mi się gorąco na samo wspomnienie. Liczyłem też na miły poranek, ale oczywiście musiał przyleźć Ashton i z tym drugim frajerem, którego imienia wciąż nie mogłem zapamiętać. Meg dowiedziała się o wszystkim i znów wszystko szlag trafił. Nie chciałem zaczynać wszystkiego od początku. Swoją drogą znałem już trochę Ashtona i wiedziałem, że jest niezłym chujem. Nie przepuścił żadnej lasce. Czerpał z tego jakąś chorą satysfakcję, kiedy te odchodziły od swoich facetów dla niego. Po jego spojrzeniu widziałem, że Maggie mu się podoba. Zresztą któremu się nie podoba? Musiałem się upewnić, że będzie robił problemu. Niechętnie wybrałem numer do Stylesa.
- Odbierz no – rzuciłem zniecierpliwiony.
- Czego chcesz? – usłyszałem po chwili jego głos.
- Chcę ci przypomnieć o naszej umowie.
- Streszczaj się Niall. Jestem zajęty.
- Lepiej kurwa, żebyś znalazł trochę czasu i powiedział Ashtonowi, że ma się odwalić od Meg.
- A co? Maggie ma cię już dosyć?
- Nie. Nie twój zasrany interes. Niech on się trzyma od niej z daleka.
- Pamiętam o umowie. Nie wpieprzamy się w nasze sprawy dopóki się rozliczamy za towar.
Kiwnąłem głową.
- Taa. Pilnuj go albo potem będziesz go zeskrobywał z ulicy.
- Wszystko?
- Na razie tak – rozłączyłem się i schowałem telefon do kieszeni.




Było już po 20 a ja się strasznie nudziłam. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej dres. Szybko się przebrałam, a włosy związałam w kitkę. Wsunęłam na stopy wygodne adidasy i byłam gotowa to wieczornego treningu. Wzięłam swój odtwarzacz i włożyłam słuchawki w uszy. Zbiegając po schodach zauważyłam w salonie rodziców. Pomachałam im i wyszłam z domu. Biegłam już trzecie, to samo kółko. Wolałam nie odbiegać za daleko, bo z moją orientacją w terenie nie jest najlepiej. Wbiegałam właśnie na swoją ulicę, kiedy na kogoś wpadłam.
- Przepraszam, nie zauważyłam cię – powiedziałam wyjmując słuchawkę z ucha.
- Nic nie szkodzi piękna – odezwał się chłopak, a ja rozpoznałam w nim Ashtona, którego poznałam dziś rano u Nialla.
Zmarszczyłam brwi nie będąc pewna co tu robi. Znów załatwiał jakieś lewe interesy?
- Jesteś Maggie, prawda? – spytał uśmiechając się.
Nie podobał mi się jego uśmiech. Był jakoś dziwnie… wredny?
- Zgadza się – przytaknęłam i chciałam go minąć, kiedy zagrodził mi drogę.
- Spieszysz się gdzieś?
Odchrząknęłam.
- Tak, do domu.
- Noc jeszcze młoda – założył kosmyk moich włosów za ucho, ale od razu odtrąciłam jego rękę.
O co mu chodzi?!
- Muszę iść.
- Z pewnością mogę stwierdzić, że będziesz dla mnie wyzwaniem…




ZAUWAŻYŁYŚMY, ŻE OSTATNIO JEST MNIEJ KOMENTARZY. PISZCIE CO MYŚLICIE O ROZDZIAŁACH! TO DLA NAS BARDZO WAŻNE!
ZOSTAW PO SOBIE SŁÓWKO, JEŚLI DOCENIASZ GODZINY CIĘŻKIEJ PRACY!
MOŻECIE TEŻ PISAĆ NA TT CO MYŚLICIE POD HASHTAGIEM #WASIA



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 10

Przepraszamy za tak długą nieobecność! Teraz już rozdziały będą pojawiały się regularnie! Zachęcamy do komentowania! Wera&Asia
Przeczytajcie NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM! ♥



Cieszyłam się swobodą i ciszą, która panowała  w tym miejscu. Wreszcie czułam się tak jak dawniej, przed przeprowadzką. Nikt nie zawracał mi głowy, z nikim nie musiałam się kłócić… Było po prostu cudownie. Udało mi się nawet zrobić zakupy w małym sklepie niedaleko, więc spokojnie mogłam tam zostać kilka dni. Korzystając  ze słonecznej pogody wyjęłam leżak ,i ustawiłam go w ogrodzie. Miałam nadzieję, że popołudniowy relaks pomoże mi zapomnieć o wydarzeniach minionej nocy, ale niestety się myliłam. Mimo tego, że bardzo chciałam, nie potrafiłam wyrzucić tych obrazów z mojej głowy. Pocałunek z Niallem. Potem Niall uprawiający seks z Gemmą. Niall bijący pijanego  chłopaka. Niall, który mnie popchnął. Niall, Niall, Niall… To imię prześladowało mnie już od dłuższego czasu. Zranił mnie. Po raz kolejny pokazał, że wszystko co mówi to tylko puste słowa. Nic dla niego nie znaczyłam, byłam tylko kolejną zabawką. Mogłam to przewidzieć, mogłam posłuchać Maggie, ale to było silniejsze ode mnie. Jego urok sprawił, że nie mogłam się temu oprzeć, ale nie mogę też zrzucić całej winy na niego. W końcu sama chciałam spędzić z nim ten dzień… Zastanawiałam się co teraz robi. Czy odsypia wczorajszą imprezę, może bawi się gdzieś indziej, czy myśli o mnie. To ostatnie wydawało mi się mało prawdopodobne. Tę myśl narzucała mi raczej moja podświadomość, która chciałaby, żeby tak było.
- Meg? Meg, jesteś tu? – męski głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie zobaczyłam.
To kolejny wybryk mojej wyobraźni – pomyślałam i z powrotem zamknęłam oczy rozkoszując się ciepłym dniem.
- Maggie, wpuść mnie. – Tym razem głos był bardziej donośny, a ja rozpoznałam w nim charakterystyczną chrypę. Harry.
W jednym momencie poczułam jak moje mięśnie sztywnieją. Cała zastygłam nie wiedząc, co zrobić. Jak mnie tu znalazł? Już wyszedł z aresztu? Dlaczego tu przyszedł? Tysiąc pytań kłębiło się w mojej głowie, ale wiedziałam, że tylko Harry może udzielić mi na nie odpowiedzi.
Chłopak stał przed bramą i opierał się o furtkę czekając, aż mu otworzę. Był ubrany w czarne spodnie i bluzę tego samego koloru. Kilka loków wystawało mu spod kaptura. Właściwie wyglądał zwyczajnie… Zwyczajnie, ale mimo to lepiej, niż ktokolwiek w takim stroju.
- Co tu robisz? – pytanie wymsknęło się w moich ust, zanim zdążyłam to przemyśleć.
- Stoję i czekam, aż mnie wpuścisz – odpowiedział spokojnie.
Stałam jak głupia i gapiłam się na niego. W środku walczyłam sama ze sobą. Wpuścić go czy nie? Zabrała go policja. Znaleźli narkotyki, ale zawsze był miły. Okłamał mnie, ale nigdy nie skrzywdził. Otworzyłam mu furtkę i pozwoliłam, żeby wszedł.
- Wypuścili cię? Tak szybko? – zadałam kolejne pytanie.
- Zayn wpłacił za mnie kaucję.
- Dlaczego Harry? Dlaczego mnie okłamałeś i miałeś te narkotyki przy sobie?
- Nie były moje. Mówiłem ci, że ktoś mi je podrzucił. To pewnie Niall.
- Nie złapałeś go na tym, a ten policjant mówił, że już raz cię za to złapali.
- To było trzy lata temu – wyjaśnił. – Byłem gówniarzem, który chciał sobie dorobić. Teraz jestem czysty i nie bawię się w to gówno.
- Nie wiem czy mogę ci wierzyć po tym wszystkim.  W ogóle jak mnie tu znalazłeś?
- Byłem wczoraj wieczorem pod twoim domem. Nikogo nie było, więc czekałem w samochodzie. Wyglądałaś wczoraj na smutną, złą, nie wiem bo było ciemno. Wolałem poczekać, aż się uspokoisz. Dojechałem za taksówką aż tutaj. Musiałem z tobą porozmawiać, bo nie chciałem, żebyś wierzyła w to wszystko. Chcę żebyś mi ufała.
Wszystko  co mówił zdawało się mieć sens.
- Dlaczego tu jesteś? Czemu nie spałaś w domu? – teraz to on zadawał pytania
- Ja... – zawahałam się. – Po prostu potrzebowałam pobyć trochę sama, to wszystko.
- Nie umiesz kłamać Maggie – wywrócił oczami. – Chodzi o Nialla?
- Tak. Nie. Może – sama już plątałam się w swoich zeznaniach.
- Wiesz przecież, że możesz mi powiedzieć.
- Gdybym ci powiedziała to pewnie znów zaczęłabym beczeć, a ty byś się zdenerwował i nic dobrego by z tego nie wyszło.
-Ale jeśli mi powiesz, to zrobi ci się lżej, a ja będę miał kolejny powód, żeby nienawidzić Nialla – nie dawał za wygraną.
Westchnęłam. Nie wiedziałam nawet od czego powinnam zacząć. Starałam się tak dobrać słowa, żeby wszystko miało sens.
- Wczoraj spędziłam dzień z Niallem. Naprawdę było miło do momentu, w którym pojechaliśmy na jakąś imprezę. Właściwie to on pojechał. Ja siedziałam w samochodzie i nudziłam się jak mops… Potem nakryłam jego i jakąś dziewczynę razem w łóżku, a… - zawahałam się niepewna, czy ominąć jeden szczegół.
- Co? – dopytał.
- To była twoja siostra – dokończyłam nie patrząc na niego.
Poczułam , że atmosfera robi się bardziej napięta, ale Harry w żaden sposób nie skomentował tego, co właśnie mu powiedziałam.
- Co było dalej?
- Pobił jakiegoś chłopaka… Popchnął mnie. Zachowywał się tak jakby nie był sobą. Jak w transie. Bałam się go. Nie chciałam, żeby do mnie przyszedł, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, dlatego przyjechałam tutaj – wyjaśniłam,  a mój głos zaczął się trząść.
- Dobrze zrobiłaś, Maggie.




Obudziłem się z cholernym bólem głowy. Alkohol który wczoraj wypiłem zamienił się w wielkiego kaca. Szkoda tylko, że dobrze pamiętałem wydarzenia z poprzedniej nocy. Za dobrze. Już wczoraj chciałem pobiec za Maggie, ale chłopaki mnie powstrzymali i kazali ochłonąć. W sumie to może i lepiej, bo tak tylko pogorszyłbym sprawę. Po d prysznicem układałem sobie wszystko co jej powiem, gdy do niej pojadę. Jak ją przeproszę za to wszystko. Kurwa. Nigdy nie byłem w tym dobry. Szczerze mówiąc nigdy nie miałem potrzeby przepraszania kogokolwiek dopóki nie pojawiła się ona. Kiedy zobaczyłem w lustrze, że wyglądam jak człowiek, podszedłem pod jej dom. Znowu. Natarczywie wciskałem dzwonek, który coraz bardziej irytował mnie swoją wysoką melodyjką. Po chwili straciłem cierpliwość i zacząłem w nie walić. Zawiasy nieprzyjemnie skrzypiały. To cud, że ich nie wyważyłem. Widziałem jak nasza wścibska sąsiadka uważnie przygląda  się całej sytuacji. Walczyłem z chęcią pokazania jej środkowego palca i wykrzyczenia paru miłych słów. Znałem ją już kilka lat i wiedziałem, że jest w stanie nasłać na mnie psy z byle powodu. To mi teraz nie było potrzebne.
- Tam nie ma nikogo! – krzyknęła do mnie z drugiej strony ulicy.
- Jak to? – spytałem licząc na to, że udzieli mi więcej informacji. W końcu cały dzień siedzi bezczynnie na tarasie i patroluje okolicę. Wścibskie babsko.
- Ci państwo jeszcze nie wrócili, a w nocy widziałam tę małą jak wsiadała do taksówki i gdzieś pojechała. Kto to widział, żeby tak się włóczyć  po nocy? Te nastolatki… tylko jedno im w głowie – pokręciła głową. – W dodatku szwendał się tu wczoraj jakiś podejrzany typ. Wyglądał jak kryminalista i cały czas zaglądał tam do okien. Już miałam dzwonić na policję…
Gdzie do cholery mogła pojechać Maggie?! I kto był wczoraj pod jej domem?! Jeśli to ten skurwiel Styles… Jeśli jej coś zrobił to przysięgam, że powyrywam mu nogi z dupy.
Skinąłem głową w stronę sąsiadki i szybkim krokiem  wróciłem do siebie. Od razu wyciągnąłem telefon i wybrałem numer, który mnie interesował.
- Halo? – usłyszałem w słuchawce zaspany głos Josha.
- Zbieraj dupę w troki, pakuj sprzęt i przyjeżdżaj do mnie – rzuciłem zniecierpliwiony.
- Niall? Wiesz która jest godzina? Daj ludziom w spokoju odsypiać imprezę – jęknął.
- Przestań pierdolić – warknąłem. – Masz dwadzieścia minut, żeby tu być – powiedziałem po czym się rozłączyłem.
Miałem nadzieję, że nie nawali i mi pomoże. Właściwie zawsze mogłem na niego liczyć, zresztą na innych chłopaków też. Josh zjawił się punktualnie, ale te minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność. A przecież w ogóle nie powinno mnie  interesować gdzie ona jest i co się z nią dzieje. Poczucie winy było cholerne przytłaczające, a  ta niepewność co się z nią dzieje tylko zaostrzała sprawę.
- Wyjaśnisz mi co było tak ważnego, że mnie tu ściągnąłeś? – spytał rozkładając na stoliku sprzęt który miał.
- Musisz mi pomóc namierzyć jeden numer.
- Co, nie spytałeś chętnej panny o adres, a teraz ona nie odbiera? – zażartował, ale mi wcale nie było do śmiechu. Widząc moją niezadowoloną minę natychmiast się ogarnął.
- Zapisz numer – podyktowałem mu szereg cyfr, a on od razu wklepał go w komputer.
- Masz szczęście – powiedział. – Numer jest aktywny, więc bez problemu go namierzę.
- Ile to potrwa?
- Chwilę… 
Na komputerze pojawiła się mapa Anglii, która w szybkim tempie była przeszukiwana w poszukiwaniu sygnału z komórki Maggie.
- I co? – spytałem.
- Jeszcze chwila. Ciągle się namierza…
- Ile można?
- Cierpliwości. Mieszkamy w Londynie. Tu jest srylion telefonów. To trochę zajmie.
Jego oczy uważnie skanowały ekran laptopa, a ja z każdą chwilą coraz bardziej się nakręcałem.
- Mam sygnał. Pochodzi… z domu obok? – spojrzał na mnie.
- Kurwa. Zostawiła telefon.
To było trudniejsze niż myślałem.
- Mówisz o Maggie? Tej dziewczynie z wczoraj?
Pokiwałem głową nie chcąc dalej drążyć tematu.
- Namierz mi jeszcze numer do Stylesa.
- Co? Po co ci to? Przecież on siedzi.
- Obawiam się, że już nie. Sprawdź go.
- Okej, jak uważasz.
Znów nastąpił ten cholernie długi proces namierzania numeru. Liczyłem na to,  że nie jest z Meg, chociaż z drugiej strony, jeśli byłby z nią, to wtedy bym ją znalazł.
- Styles jest w jakimś Enfield. Dziwne… nigdy się nie chwalił, że ma tam jakąś metę.
- Bo to nie jego. Masz dokładny adres?
Zapisał mi coś na kartce.
- Trzymaj.
- Dzięki. Muszę jechać.
- Jasne, dzwoń jakbyś jeszcze czegoś potrzebował.
Skinąłem głową i razem wyszliśmy z domu. Od razu wsiadłem do samochodu i pojechałem pod adres, który dostałem. Nigdy bym nie pomyślał, że Meg mogłaby uciec aż tam i to wszystko kurwa przez mnie. Jechałem chyba jeszcze szybciej niż zazwyczaj. GPS doprowadził mnie do małego domku działkowego. Zacisnąłem mocno pięści na kierownicy, gdy zobaczyłem na podjeździe samochód Harrego. Wiedziałem, że tu był, ale i tak mnie to wkurwiło.
Wysiadłem z auta i od razu zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi Maggie.
- Co ty sobie do cholery wyobrażasz? Myślisz, że możesz tak bez słowa znikać? Szukałem cię cały dzień Maggie. Twoi rodzice wiedzą gdzie jesteś? To było kurewsko dziecinne – może niepotrzebnie naskoczyłem na nią tak na wejściu, ale nie mogłem się powstrzymać. Czy ona nie rozumiała, że się o nią martwiłem? Mogło jej się coś stać.
- Nie wrzeszcz na mnie, Niall – odpowiedziała czując nagły przypływ odwagi, kiedy za jej plecami pojawił się Styles. – Nie masz prawa się tu zjawiać i na mnie krzyczeć! Nie możesz mnie pouczać! Mam cię dosyć! Ciągle tylko sprawiasz, że płaczę i jestem zdenerwowana. Jesteś w ogromnym błędzie, jeśli myślisz, że po tym wszystkim wystarczy, że przyjedziesz, a ja rzucę ci się w ramiona. Nie wiem dlaczego mnie tak traktujesz, ale to cholernie upokarzające. Nie będę się na to godzić.
- Możesz nas zostawić samych? – spojrzałem na Harrego licząc na to, że raczy posłuchać.
- Jest okej – Maggie dała mu znać, że może odejść. Tak jakby był jakimś jej ochroniarzem.
-  Wiem kurwa… wiem, że nawaliłem tak samo jak to, że na to nie zasłużyłaś. Ale byłem wtedy pijany i zjarany.  Nie wiedziałem co robię. Seks z Gemmą nic dla mnie nie znaczył. Nie to co nasz pocałunek wtedy, w lesie. Kiedy zobaczyłem jak Brian się do ciebie dobiera, nie byłem w stanie nad sobą zapanować. Wpadłem w furię i pewnie gdyby nie chłopaki, to już by nie żył – skrzywiła się na moje słowa. Od rana dobijałem się do ciebie do domu… Chcę, żebyś mi wybaczyła… Proszę – zdawałem sobie sprawę, że brzmię trochę jak szczeniak, ale w tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Liczyło się tylko to, żeby mi wybaczyła i znów zaufała.
- Który to już raz, Niall? Ile razy można komuś dawać ostatnią szansę?
- Tym razem tego nie spieprzę.
- To tylko kwestia czasu.
- Meg… Nie chciałem cię skrzywdzić – dodałem przypominając sobie o jej rozciętej głowie. Uniosłem rękę i pogłaskałem ją po policzku. Ucieszyłem się, gdy nie zrzuciła mojej dłoni. – Nigdy bym cię nie skrzywdził. A już na pewno nie celowo.
- Wiem to… ale tu nie chodzi o to, tylko o to, że nie chcę być twoją zabawką. Rozrywką na ten czas, kiedy nie masz nikogo innego.
- Nie jesteś żadną zabawką – zaprzeczyłem. Przecież podobało ci się, gdy byliśmy razem w lesie.
- Właśnie, więc dlaczego nie możesz się tak zachowywać cały czas? Czemu co chwilę zmieniasz zdanie?
- Daj mi to naprawić.
Sam nie wierzyłem w to, co mówię. Ale ta mała, drobna i na ogół niepozorna dziewczyna przewróciła moje życie do góry nogami. I to dla niej chciałem się zmienić.
- Zabiorę cię gdzieś w piątek, dobra? Potraktuj to jako randkę. Nie pożałujesz.
Westchnęła, ale na jej twarzy pojawił się znikomy uśmiech.
- To do piątku – powiedziała.
Pokiwałem głową i pocałowałem ją w czoło. Zamknęła drzwi, a ja wróciłem do samochodu.
Nie chciałem zostawiać jej samej z Harrym, ale wiedziałem, że nie byłaby zadowolona, jeśli bym go stamtąd wyrzucił. Wybrałem numer do Liama, który odebrał po kilku sygnałach.
- Co jest Nialler?
- Potrzebuje kogoś, żeby miał oko na Harrego. Siedzi u Maggie w Enfield. Możesz kogoś podesłać? Najlepiej tego, kogo Styles nie zna. Nie chcę żeby się zorientował.
- Da się załatwić. Wyślij mi adres smsem.
- Jasne, dzięki – rozłączyłem się i od razu wysłałem mu wiadomość.





Piątek przyszedł szybciej, niż się spodziewałam. Nadal nie byłam do końca pewna, co do tej randki z Niallem, ale teraz było za późno, ze ją odwołać. W życiu bym nie pomyślała, że mógłby się tak zachować. Szukał mnie, przepraszał… zupełnie jak nie ten Niall, którego znam. Zdecydowałam dać mu tę ostatnią szansę. Chyba każdy na nią zasługuję. Do domu wróciłam dwa dni temu. Właściwie pobyt w Enfield dobrze mi zrobił. Odpoczęłam od miejskiego zgiełku. Wyjaśniłam też wszystkie sprawy z Harrym. Lucy miała wrócić dopiero w przyszłym tygodniu. Tęskniłam za nią. Brakowało mi jej uśmiechu, świetnego poczucia humoru, tych wielkich niebieskich oczu. Przydałaby się na pewno teraz, kiedy wybierałam strój na wyjście z Niallem. W końcu zdecydowałam się na sukienkę.
Trudno, najwyżej będę tego żałować – pomyślałam.
Wzięłam swoją torebkę i zeszłam na dół w tym samym czasie, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Cześć skarbie – chłopak prezentował się naprawdę dobrze. Rzadko miałam okazję widzieć go w koszuli, ale zdecydowanie mu to pasowało. Nawet mimo licznych tatuaży i kolczyków.
Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Wyglądasz cholernie dobrze w tej sukience. Powinnaś częściej ją nosić – zamruczał mi do ucha, po czym złożył na jego płatku delikatny pocałunek. – Ale wiem, że jeszcze lepiej wyglądałabyś bez niczego. – Czyżby wracał bezpośredni Niall? – Ale na wszystko przyjdzie czas – puścił mi oczko i splótł nasze palce razem. Miły dreszcz przeszedł przez moje ciało.
Cisza, która panowała w samochodzie nie była niezręczna. Niall cały czas trzymał rękę na moim kolanie i kciukiem kreślił na nim kółka. Otworzył mi drzwi, kiedy zaparkował pod restauracją.
Czułam się trochę jak w innej bajce. Nie mogłam wyobrazić sobie Nialla w takim miejscu. Siebie zresztą też. Chłopak poprosił o stolik w ustronnym miejscu, aby nikt nam nie przeszkadzał.
- Jednak potrafisz być dżentelmenem – uśmiechnęłam się do niego, kiedy odsunął mi krzesło.
Odpowiedział mi łobuzerskim uśmiechem i zajął miejsce naprzeciwko.
- Na co masz ochotę? – spytał przeglądając kartkę.
- Hmm może na potrawkę z kurczaka.
Niall zamówił dla nas dania i czekaliśmy, aż je nam, podadzą.
- Zastanawiam się czy to był dobry pomysł zabierać cię tutaj – odezwał się po chwili?
- Słucham?  - Nie wiedziałam jak mam to odebrać. Żałował, że przyszedł ze mną, wstydził się mnie?
- Po prostu każdy facet tutaj gapi się na ciebie i mogę się założyć , że większość z nich o tobie fantazjuje.
-Niall – skarciłam go  rumieniąc się, choć nie ukrywam, że jego słowa były poniekąd komplementem.
- No co? Nie chcę, żeby inni się na ciebie gapili. Chciałbym, żebyś była tylko moja – przysunął swoje krzesło bliżej mojego i pochylił się składając na mojej szyi pocałunki.
- T-to chyba nie jest dobre miejsce – wyjąkałam czując ciarki spowodowane jego dotykiem. Poczułam chłód metalowego kolczyka i natychmiast przygryzłam wargę.
- Przepraszam, państwa zamówienie – kelner wydawał się nieco zawstydzony, kiedy podszedł do naszego stolika.
Niall odchrząknął znacząco i wrócił na swoje dawne miejsce.
- Smakuje c? – spytał.
- Jest pyszne, a jak twoje?
- Sama oceń – nabrał trochę jedzenia na widelec i nakazał mi otworzyć buzię.
Czułam się trochę jak małe dziecko karmione przez rodzica, ale w wykonaniu Nialla wszystko i tak miało inne znaczenie.
- Ostre – powiedziałam sięgając po szklankę wody. Nie wiem jak on to mógł jeść bez popijania. Chłopak zaśmiał się, ale nic więcej nie powiedział.
- Masz ochotę na deser? – spytał, kiedy skończyliśmy jeść.
- Nie, dziękuję. Już pękam – odpowiedziałam, na co wywrócił oczami.
Na dworze zrobiło się zdecydowanie chłodniej. Wiał silny wiatr, a powietrze było mroźne. Niall zauważył to i okrył mnie swoją marynarką, za co mu podziękowałam. Kim jest ten chłopak i co zrobił z Niallem?!
- Twoi rodzice są w domu? – odezwał się kiedy zwinnie mijał wszystkie samochody na drodze.
- Tak, czemu pytasz?
- W takim razie jedziemy do mnie – odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się łobuzersko. Tak jak lubiłam najbardziej. Cieszyłam się, że nie musimy się jeszcze rozstawać. W domu Nialla panowały egipskie ciemności, więc obstawiałam, że jego mama znów jest w pracy. Chłopak zdjął w przedpokoju marynarkę z moich ramion i przytulając moje plecy do swojego torsu zaczął całować moją szyję.
- Chcę, żebyś poczuła się dobrze, Maggie…





CHCIAŁABYM WAS PROSIĆ O JEDNĄ MAŁĄ PRZYSŁUGĘ. ASIA - JEDNA Z AUTOREK MA DZIŚ KIEPSKI HUMOR I CHCIAŁABYM DLA NIEJ ZROBIĆ MAŁĄ AKCJĘ. WYSTARCZY POD HASHTAGIEM  #WASIA NAPISAĆ DO NIEJ COŚ MIŁEGO (NP. UŚMIECHNIJ SIĘ! ;) ) I OZNACZYĆ JĄ @PAZASIA ! Z GÓRY DZIĘKUJĘ! ♥ - WERA 


DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE MIŁE WIADOMOŚCI :) KOCHAM WAS - ASIA ♥

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 9

Uwaga!
Rozdział zawiera treści wulgarne i erotyczne, przeznaczone dla osób... a zresztą wiecie :D 


Obudziłem się jakoś po jedenastej. Późno wczoraj wróciłem od Maggie, więc musiałem odespać. Jej starzy uparli się, żebym został, co było mi na rękę, bo mogłem być bliżej niej. Cholera, co się ze mną dzieje?! Na pewno nic dobrego. Usiadłem na łóżku i przetarłem zaspane oczy. Odruchowo spojrzałem w jej okno. Chyba jeszcze spała. Zszedłem na dół zastając moją mamę krzątającą się w kuchni.
- Dzień dobry – przywitała mnie z uśmiechem.
- Cześć – rzuciłem i opadłem na krzesło.
- Zrobiłam jajecznicę, nałożyć ci?
- Taa, możesz.
- Więc… masz jakieś plany na dziś? – spytała stawiając przede mną talerz.
- Tak.
Chyba zauważyła, że nie mam zamiaru się rozwodzić, więc odpuściła.
- Mam dziś dwa dyżury w szpitalu, bo Katie jest chora.
- Spoko. – A mnie to tak interesuje…
- To do zobaczenia dziś w nocy – pożegnała się i wyszła.
Dokończyłem śniadanie i trochę się ogarnąłem. Wziąłem szybki prysznic i założyłem czyste ciuchy. Od razu wyszedłem z domu. Już po chwili stałem pod drzwiami Meg. Zadzwoniłem dzwonkiem, licząc na to, że ktoś mnie wpuści do środka.
- Niall – jej mama jak zwykle dobrze się prezentowała i szeroko do mnie uśmiechała.
- Dzień dobry – odpowiedziałem i wszedłem do środka.
- Maggie jeszcze śpi – poinformowała mnie.
- Cóż – zacząłem.– Poniekąd dobrze się składa, bo chciałem z panią porozmawiać.
- Ze mną? – zdziwiła się.
- Tak. Chciałem dziś gdzieś zabrać Maggie, ale niezbyt wiem, co lubi.
- Oh, to bardzo miło z twojej strony, Niall. Myślę, że będzie zachwycona.
Nie powiedziałbym, ale ok.
- Niezbyt nadaje się na jakiekolwiek imprezy, jest strasznie nieśmiała – stwierdziła śmiejąc się. – Sama nie wiem, po kim to ma. Może powinieneś ją zabrać w jakieś spokojniejsze miejsce.
Pokiwałem głową zastanawiając się nad odpowiednim miejscem.
- Na pewno coś wymyślisz. Ja niestety muszę już lecieć do pracy i tak jestem spóźniona. Możesz poczekać na górze, aż wstanie. Właściwie to nie będzie nas cały dzień.  Musimy załatwić parę spraw w Crawley i wrócimy dopiero jutro rano. Czuj się jak u siebie – powiedziała ściągając swoją torebkę z wieszaka. Pożegnałem się i zamknąłem za nią drzwi, jak mnie o to poprosiła. Upewniając się, że ojca Meg nie ma w domu poszedłem na górę. Dziewczyna spokojnie spała, a jej brązowe włosy falami układały się na poduszce. Bez pozwolenia wziąłem jej laptopa i położyłem się obok niej. Poprawiłem się na łóżku czekając, aż urządzenie się uruchomi. Na szczęście jej komputer był w miarę cichy, więc się nie obudziła, a ja mogłem spokojnie szukać tego, co mnie interesowało.


Obudziłam się, kiedy poczułam miękkie usta na swoim policzku. Natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam Nialla. Był zdecydowanie za blisko mnie, a jego niebieskie oczy intensywnie się we mnie wpatrywały. Uśmiechał się przez co wyglądał naprawdę uroczo.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha – odezwał się jako pierwszy.
- Jak zasypiałam byłam sama w pokoju – mruknęłam przecierając oczy.
- Od razu uprzedzę twoje pytanie, które prędzej czy później zadasz. Nie, nie włamałem się do ciebie do domu. Twoja mama mnie wpuściła. Na początku grzecznie leżałem, ale długo nie wstawałaś. Nudziło mi się, więc postanowiłem cię obudzić.
- Długo to znaczy ile?
- Jakieś dwie godziny. Już po pierwszej.
Aż tak długo spałam?! Musiałam być naprawdę zmęczona.
- Po co przyszedłeś?
- No wiesz? Mało przyjemne powitanie – powiedział bawiąc się moimi włosami, co wywołało u mnie gęsią skórkę. Moje ciało odmawiało współpracy. – Zabieram cię gdzieś.
- Skąd pomysł, że chcę gdziekolwiek z tobą jechać?
Westchnął, a kąciki jego ust uniosły się w łobuzerskim uśmieszku.
- Mówiłaś moje imię przez sen. Wiem, że chcesz.
Co?! Super. Chyba gorzej być nie może zwłaszcza, że chłopak naprawdę mi się śnił, a rodzice już kilka razy przyłapali mnie na gadaniu przez sen. Chciałam się zapaść pod ziemię.
- To nic złego – pogłaskał mój czerwony do granic możliwości policzek. – Mam nadzieję, że była tam jakaś erotyczna scena.
- Nie licz na to… - powiedziałam i wstałam z łóżka. Właściwie to niechętnie oddaliłam się od chłopaka. Naprawdę powinnam przestać tak myśleć.
- Wystarczy ci godzina na naszykowanie się? – spytał bawiąc się  telefonem.
- Myślę, że tak.  A jak powinnam się ubrać?
- Wygodnie. Nie będzie nas cały dzień.
Cały dzień z Niallem! Przygryzłam dolną wargę, kiedy wyciągałam z szafki odpowiednie  ubrania. Moje serce zdawało się wykręcać koziołki, kiedy poczułam jak chłopak staje za mną. Czułam jego oddech na czubku głowy.
- Możesz się przebrać tu – jego głos raptownie stał się niższy. – Nie będę miał nic przeciwko temu.
- Wiem – wywróciłam oczami. – Jednak przebiorę się w łazience.
Wzięłam z pokoju swoje rzeczy. Zanim weszłam do łazienki upewniłam się, że mam wszystko czego potrzebowałam. Nie miałam ochoty paradować przy Niallu w samej bieliźnie, czy coś.
Nie mogłam sobie pozwolić na pośpiech pod prysznicem. Po prostu stałam pod ciepłym strumieniem wody, dopóki nie usłyszałam pukania do drzwi.
- Utopiłaś się tam, czy jak?! – Niall bez problemu przekrzyczał dźwięk lecącej wody.
- Zaraz wychodzę – odpowiedziałam mu zakręcając wodę.
Czy on musi mnie tak denerwować? Nie daje mi się wyspać, spokojnie wykąpać i jeszcze nie chce mi powiedzieć dokąd mnie zabiera. Kiedy już wyglądałam jak człowiek, opuściłam łazienkę. Niall siedział u mnie w pokoju.
- Ślicznie wyglądasz – skomplementował mnie, a ja cicho podziękowałam. – Możemy jechać?
- Tak – odpowiedziałam zabierając swoją torebkę.
Zdziwiłam się, ale pozytywnie, kiedy złapał moją dłoń w swoją. Jego duże palce owinęły się wokół moich. Moje serce wybijało szaleńczy rytm na kontakt z jego skórą. Tylko dlaczego ten chłopak tak na mnie działa? Przeszliśmy do jego garażu, gdzie stał znany mi już samochód. Niall otworzył mi drzwi, a po chwili sam już siadał na miejscu kierowcy.  Zapięłam pasy znając jego styl jazdy. Przewróciłam oczami, gdy wyjechał na jezdnię z piskiem opon.
- Nadal nie masz zamiaru powiedzieć mi gdzie jedziemy?
- Zaraz się przekonasz – odpowiedział patrząc na mnie.
Ma jakieś nadprzyrodzone zdolności, że nie musi patrzeć na to, co robi?!
Jechaliśmy dosyć długo. Już pół godziny temu zauważyłam, że opuściliśmy Londyn. Siedziałam w samochodzie z chłopakiem, którego słabo znałam, a mimo to czułam się przy nim dziwnie bezpiecznie. Jeszcze dwa tygodnie temu nie pomyślałabym, że moje życie tak się zmieni. Z początku przeklinałam to duże miasto, ale teraz myślę, że się myliłam. To tutaj zdobyłam przyjaciółkę i poznałam Nialla. Mimo tego, że jest zarozumiały, chamski i ma rozdwojenie jaźni, to potrafię się z nim dogadać. Jest ciężko, nie powiem, ale podoba mi się w nim to, że nikogo nie udaje. Jest sobą, zawsze mówi to, co myśli, nie zmienia się tylko dlatego, że ktoś tak chce. Broni swojego zdania, a mimo tego, że przyjmuje postawę tajemniczego kobieciarza, to i tak wiem, że w środku jest zabawnym i uroczym chłopakiem. Nawet, jeśli stara się to ukryć, ja potrafię to dostrzec. Lubię kiedy się uśmiecha, jest miły i opiekuńczy, ale wkurza mnie to, że tak szybko zmienia zdanie. W jednej chwili potrafi się zdenerwować…
- O czym myślisz? – wyrwał mnie z zamyślenia, przerywając tym samym panującą w samochodzie ciszę.
Nie chciałam się przyznawać, że myślę właśnie o nim, bo wpadłby w jeszcze większe samouwielbienie.
- Daleko jeszcze?
Uśmiechnął się łobuzersko, jakby doskonale zdawał sobie sprawę co przed chwilą zajmowało moje myśli, a raczej kto.
- Już dojeżdżamy, skarbie – powiedział i jakby na potwierdzenie swoich słów skręcił w wąską ulicę. Skarbie… Lubiłam jak tak do mnie mówi, chociaż zdawałam sobie sprawę, że nie mnie pierwszą tak nazywa.   –Dalej musimy iść pieszo – zatrzymał samochód i wysiadł.
Chciał otworzyć moje drzwi, ale ubiegłam go. Po raz kolejny tego dnia złapał moją rękę i poprowadził w stronę ściany lasu. Zachciało mu się grzybobrania?
Co chwilę potykałam się o wystające gałęzie. Niall ewidentnie miał ze mnie ubaw, ale za każdym razem mnie łapał nie pozwalając mi upaść.
- Straszna z ciebie niezdara – śmiał się głośno, a dźwięk rozchodził się po całym lesie.
- Spadaj – mruknęłam pod nosem.
Po kilku minutach spaceru dotarliśmy na miejsce. Widok, który się przed nami rozciągał dosłownie zapierał dech w piersiach. Staliśmy jakby nad klifem, z którego było widać cześć lasu położoną u jego stóp. Krajobraz jak z bajki lub jakiegoś romantycznego filmu. Ciekawiło mnie tylko skąd Niall zna takie miejsce. Chłopak pociągnął mnie w stronę wielkich kamieni i pomógł mi się na nie wdrapać.
Usiadłam tak, aby mieć widok na wszystko dookoła. Starałam się zapamiętać każdy szczegół tego miejsca, bo nie wiedziałam, czy kiedykolwiek jeszcze je zobaczę. Jeśli miałabym tu nawet wrócić za kilka dni, sama w życiu bym tam nie dotarła. Droga wydawała się strasznie skomplikowana. Niall usiadł za mną i objął mnie układając swoją głowę na moim ramieniu.
- I jak ci się podoba? – wyszeptał mi do ucha.
- Tu jest… pięknie. – Ciężko było mi ułożyć proste zdanie. Moja koncentracja została całkowicie zburzona.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. Właściwie to jesteś pierwszą osobą, którą tu przywiozłem. Do tej pory to było tylko i wyłącznie moje miejsce.
Dlaczego moje serce bije tak szybko? Dlaczego on mi to mówi? Dlaczego to robi? Spośród tylu dziewczyn, które mógł mieć na wyłączność, to właśnie mnie tutaj zabrał. Czułam się cholernie wyjątkowa i nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że powiedział to tylko po to, żeby się do mnie zbliżyć, a potem powiedzieć, że to nic nie znaczy.
- Jak znalazłeś to miejsce?
- Cóż… parę lat temu trochę się buntowałem. Kiedyś po prostu wsiadłem w samochód i jechałem przed siebie. Nie miałem wtedy prawa jazdy.  Nie chciałem zostać złapany, więc skręciłem w leśną drogę. Wysiadłem żeby trochę ochłonąć. Łaziłem po lesie parę godzin, aż dotarłem tutaj. Od tamtej pory często tu przyjeżdżam.
- Udało ci się potem znaleźć drogę powrotną?
- Mam dobrą orientację w terenie. – splótł swoje ręce na moich brzuchu.
- Jeśli to twoje miejsce – zaczęłam niepewnie – to czemu mnie tu przywiozłeś?
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, bo parę sekund panowała cisza.
- Dobre pytanie. Po prostu chcę, żebyś mi zaufała. Widziałaś, że miałem rację, jeśli chodzi o Harrego. Ostrzegałem cię przed nim, ale ty nie słuchałaś.
- Wiem… - przyznałam. – Nadal nie mogę w to uwierzyć, że handlował narkotykami. Zmarnował sobie życie.
- Nie gadajmy o nim – urwał krótko kończąc temat.
Przytaknęłam mu i na powrót zatraciłam się w malowniczym widoku, który się przed nami rozciągał. Nie wiem ile tak trwaliśmy. Żadne z nas się nie odzywało, ale cisza, która panowała nie była niezręczna. Słońce powoli zachodziło zmieniając kolory.
- O czym myślisz? – tym razem to ja postanowiłam zadać mu to pytanie.
- O tym jak bardzo nawaliłem mówiąc ci to całe gówno ostatnim razem i o tym jak świetnie całujesz.
Uśmiechnęłam się pod nosem zadowolona, że nie może on tego zobaczyć.
- Pocałuj mnie, Maggie. Pocałuj mnie jeszcze raz – wyszeptał zahaczając wargami o płatek mojego ucha. Obróciłam głowę lekko w lewą stronę, a jego usta od razu naparły na moje. Na początku całował mnie bardzo delikatnie. Jego język badał fakturę moich ust, by po chwili je rozchylić. Byłam w siódmym niebie, kiedy czułam jak muska moje podniebienie. Jego zęby delikatnie złapały za moją dolną wargę i lekko ją pociągnęły.
 Gwałtownie podskoczyłam, gdy przestraszył mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Niall z początku nie wydawał się tym faktem poruszony. Ujął moje policzki i kontynuował pocałunek. Telefon nie dawał jednak za wygraną. W końcu chłopak oderwał się ode mnie i przeprosił, po czym odebrał.
Nie wydawał się zbytnio zadowolony z faktu, że ktoś mu przeszkadza. Rzucał do słuchawki zdawkowe odpowiedzi, ale po chwili widać było, że naprawdę jest zły. Widziałam to po sposobie w jaki zaciska szczękę i napina wszystkie miejsce.
- Zamknij mordę. Zaraz kurwa będę – wykrzyczał i przerwał połączenie.
Nawet nie na mnie nie spojrzał,  tylko po prostu zaczął iść przed siebie, za pewne do samochodu. O tym właśnie mówiłam. Teraz pokazywał swoją drugą stronę, której bardzo nie lubiłam. Starałam się dorównać mu kroku, ale złość tylko pomagała mu iść szybciej.
- Niall, poczekaj – rzuciłam zdyszana, a moje ręce lekko krwawiły poobcierane o gałęzie i wszystko inne, czego próbowałam się złapać.
Chłopak w jednej chwili się zatrzymał, jakby przypomniał sobie o mojej obecności. Bez słowa podszedł do bliżej i przerzucił mnie sobie przez ramię. Zupełnie tak, jakbym ważyła dziesięć kilo. Nadal był zły, chociaż nie wiem dlaczego. Nie chciałam go denerwować jeszcze bardziej więc posłusznie wgramoliłam się na siedzenie i zapięłam pas. Niall od razu ruszył, a jego samochód szybko przemierzał kolejne kilometry. Znaleźliśmy się w nieznanej mi dotąd dzielnicy Londynu. Stanęliśmy pod dużym domem, gdzie trwała jakaś impreza. Kolejna. Spojrzałam pytająco na chłopaka, ale on wyraźnie nie był mną zainteresowany. Wyjął kluczyki ze stacyjki pociągnął za klamkę od swoich drzwi.
- Poczekaj tutaj. Zaraz wracam – powiedział i zostawił mnie samą.
Widziałam jeszcze jak przeciska się między ludźmi i wbiega po schodach. Gdy wszedł do środka, zniknął mi z pola widzenia.
Sama nie wiem ile czasu spędziłam w tym samochodzie. Myślałam, że chłopak szybko wróci i uda nam się jeszcze uratować ten wieczór. Tymczasem wciąż nie wracał, a ja z nudów odchodziłam od zmysłów. Pograłam na telefonie, przeszperałam płyty, które miał w schowku. Nawet wyjadłam mu wszystkie orzeszki. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak głodna byłam, ale nie powinnam być zaskoczona, w końcu nic nie jadłam od rana. Mógł mi chociaż zostawić radio – westchnęłam w myślach.
- Co ty tam robisz tyle czasu ?– zapytałam na głos i po raz kolejny przekręciłam się fotelu. Był wygodny, ale moje nogi zbyt długo pozostawały nieruchome. Zniecierpliwiona wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer blondyna. W głowie odliczałam kolejne sygnały, do momentu w którym nie włączyła się automatyczna sekretarka. Byłam już lekko podirytowana. Za każdym razem, kiedy jest miło,  on musi coś zepsuć. Albo powie coś, co mnie zrani albo coś zrobi. W tym wypadku po naszym pocałunku wstał jak gdyby nigdy nic i poszedł, a teraz siedzę godzinę w tym samochodzie, a on na pewno świetnie się bawi na imprezie. To jest chyba znak, ze nie powinniśmy się całować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię trzymać się od niego z daleka. Często o nim myślę, nawet gdy tego nie chcę. Chłopak pojawia się w moich snach, w dodatku moja mama ma na jego punkcie obsesje. Gdyby tylko wiedziała, że jest bipolarny…
Po raz setny zerknęłam na telefon. Czekałam dokładnie godzinę i dwadzieścia osiem minut. Straciłam cierpliwość. Szarpnęłam za klamkę i wysiadłam z auta trzaskając drzwiami. Chciałam wrócić do domu samodzielnie, ale nie znałam Londynu. Nawet nie wiedziałam na jakiej ulicy się teraz znajduję. Cudownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu postoju taksówek, przystanku autobusowego, ale nic takiego tam nie było. Zaraz… jeśli Niall mnie tu przywiózł, kazał na siebie tyle czekać, to niech teraz odstawi mnie do domu! Zdeterminowana wtargnęłam na teren imprezy, a moja pewność siebie natychmiast się ulotniła. Nigdy nie lubiłam takiego tłumu, zwłaszcza wtedy, gdy był to pijany tłum. Rozglądałam się dookoła starając się wypatrzeć charakterystyczne blond włosy lub mnóstwo tatuaży. Czułam się dziwnie nieswojo, kiedy chodziłam po całkowicie obcym domu wśród tylu nieznajomych osób. Idąc musiałam stawać na palcach, ponieważ mój niski wzrost zdecydowanie nie był w tamtej chwili pomocny.
- Ostrożnie maleńka – powiedział do mnie pijany chłopak, na którego wpadłam przez nieuwagę.
- Przepraszam – bąknęłam nie patrząc na niego.
- Szukasz kogoś? – mówił strasznie niewyraźnie przez co miałam niemały problem, żeby go zrozumieć. – Mam nadzieję, że mnie.
- Nie, szukam Nialla. Widziałeś go?
- Nialla? – powtórzył za mną. – Pewnie, że widziałem. Jest na górze, ale nie powinnaś mu teraz przeszkadzać – jego wyraz twarzy świadczył o tym, że coś go bardzo bawiło.
- Trudno…  - odpowiedziałam mijając go. Bez problemu udało mi się znaleźć schody. Dom nie był zbyt duży, a pokoi na piętrze też nie było wiele. Zapukałam do pierwszego pomieszczenia, które okazało się łazienką. Zza drugich drzwi dochodziły dziwne odgłosy. Mimo to postanowiłam to sprawdzić, ale zdawało się, że nikt nie słyszał mojego pukania. Nieśmiało uchyliłam drzwi, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.

Byłem cholernie wkurwiony, że Sam zadzwonił akurat wtedy. Co było tak ważnego, że nie mogło poczekać do jutra? Wszedłem do jego domu, w którym była impreza i od razu do moich nozdrzy dotarł odrzucający zapach. Śmierdziało piwskiem, wódą i rzygami. Jak oni mogą tu siedzieć?
Rozejrzałem się za gospodarzem imprezy, ale znaleźć kogoś w tym tłumie to nie lada wyzwanie.
- Niall! – Sam znalazł mnie pierwszy i od razu wciągnął do kuchni, gdzie byli pozostali z naszej paczki.
- Co do kurwy się tu dzieje? – warknąłem oburzony. – Na cholerę kazałeś mi tu przyjeżdżać. Nie mam ochoty na imprezę.
- Wyluzuj stary – zaczął mnie uspokajać, co w tym wypadku raczej przyniosło odwrotny skutek.
- Po prostu mów o co chodzi – powiedziałem przez zęby.
- No wiesz Stylesa zwinęły psy, a nam nie ma kto wypłacić kasy za towar.
No tak. Nienawidziliśmy się wzajemnie, ale mimo to nadal łączyły nas interesy.
- Gadaliście z kimś od niego? – spytałem.
- Taa – Sam podrapał się po karku. – Zayn mówi, że wpłacił za niego kaucje, więc niedługo powinniśmy dostać co nasze.
- Stylesa wypuszczają? – Mogliby go trochę dłużej potrzymać w tym pierdlu.
Pokiwał twierdząco głową.
 - Co mamy zrobić, jeśli się nie rozliczą do końca tygodnia? – spytał Josh.
- Wiecie co macie robić – odparłem.  – Nie ma kasy, nie ma towaru. Jeśli Styles po wyjściu nie zapłaci to pokażcie mu gdzie jego miejsce.
- A jeśli to nie pomoże? – Willie jak zwykle zakładał najgorsze.
-Harry zawsze rozliczał się z nami w terminie. Za bardzo sra po gaciach, żeby tego nie robić, poza tym ma w tym taki sam interes jak my. Ale jeśli faktycznie będzie za bardzo kombinował, to zajmijcie się jego siostrzyczką, Gemmą. Sami wiecie jak on tego nie lubi. Na nic jej nie narazi. Gemma jest dla niego zbyt ważna.
- Jest tutaj dziś. Przyjechała jakąś godzinę temu.
- No jasne, że jest – przewróciłem oczami. Ta laska nie przepuści żadnej imprezy.
- Szukała cię – dodał.
- Mnie? Na cholerę… już myślałem, że jej przeszła ta cała miłość – zaśmiali się z mojego komentarza, ale taka była prawda. Każda normalna dziewczyna dałaby sobie już spokój, ale nie ona. Cały czas łazi na imprezy, na których ja się pojawiam, te same kluby, nawet mecze. Chociaż, czemu ja się dziwię? Ta rodzina jest dziwna.
- Masz Niall, napij się – Josh wcisnął mi butelkę piwa.
Byłem wkurzony i potrzebowałem się napić i jakoś zrelaksować. Całą butelkę opróżniłem praktycznie za jednym razem. Miałem mocny łeb, więc żeby się upić potrzebowałem znacznie więcej. Chwilę później na blat odstawiałem już czwartą butelkę. Nagle poczułem jak ktoś owija ramiona wokół moich bioder. Odwróciłem się i zobaczyłem Gemmę. Tylko nie to – pomyślałem.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała robiąc do mnie słodkie oczy.
- Ale przyszedłem – wziąłem do ust papierosa i mocno się zaciągnąłem.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie zadziornie i zabrała mi go. Zbliżyła się jeszcze bardziej i wypuściła dym nikotynowy prosto w moje usta.
- Naprawdę myślę, że mogłoby nam się udać, Niall – kiedy mówiła jej usta dotykały moich.
- Wiesz, że nie bawię się w to gówno ze związkami.
- Myślę, że możesz zmienić zdanie – powiedziała przesuwając swoją rękę niebezpiecznie blisko mojego krocza.
Z jednej strony cholernie brakowało mi seksu, w końcu jestem tylko facetem, ale z drugiej nie miałem ochoty, żeby potem Gemma znów myślała sobie nie wiadomo co. Miałem już ciasno w gaciach, gdy przejechała dłonią po moim przyjacielu i lekko go ścisnęła. Niewiele myśląc złapałem ją za rękę i pociągnąłem w stronę schodów. Wpadliśmy do pierwszego lepszego pokoju i od razu przeszliśmy do rzeczy. Całowaliśmy się jednocześnie pozbywając swoich ciuchów. Gemma leżała na łóżku, kiedy ja sięgnąłem do swoich spodni, żeby wyjąć z nich małe, srebrne opakowanie.
- Ja chcę to zrobić – powiedziała i przejęła ode mnie prezerwatywę.
Rozciągnęła ją po całej mojej długości, a ja nie chciałem już dłużej czekać. Wszedłem w nią gwałtownie napotykając tym samym jej głośny jęk. Dla mnie to nic nie znaczyło. Zwykły, szybki, niezobowiązujący numerek. Cały czas zwiększałem tempo swoich ruchów i czułem, że jestem już blisko. W momencie, którym doszedłem, drzwi od pokoju uchyliły się.
Ja pierdole, ludzie naprawdę nie umieją pukać?!
- To nie jest widok dla dzieci – żachnęła się Gemma patrząc na osobę, która nam przeszkodziła.
- Przepraszam – usłyszałem cichy głos i odwróciłem głowę, żeby zobaczyć do kogo należy. Maggie. Cholera jasna, zapomniałem o niej. I w tamtej pieprzonej chwili poczułem coś dziwnego. Właśnie zwaliłem to, nad czym pracowałem od wczoraj. Jej zaufaniu. Zobaczyłem w jej oczach łzy, gdy pospiesznie wycofywała się z pokoju.
- Maggie, czekaj! – krzyknąłem wstając z łóżka.
- Niall, proszę cię. To jakaś gówniara, która nigdy nie widziała seksu na żywo. Daruj sobie. Możemy to jeszcze powtórzyć.
- Nie – warknąłem wciągając na siebie spodnie.
- Co ty w niej widzisz? – była wyraźnie oburzona tym, że nie chcę z nią zostać.
To, czego ty nie masz – odpowiedziałem w myślach i wybiegłem z pokoju. Meg zbiegała właśnie po schodach potykając się o własne nogi. Dlaczego mi ucieka?!
- Już do mnie wracasz maleńka? – Brian złapał ją i przycisnął do siebie. – Jeśli Niall jest zajęty to ja bardzo chętnie się tobą zajmę – bełkotał przypierając ją do ściany.
- Puszczaj – Meg się szarpała, ale on był silniejszy. Bez problemu przytrzymywał ją jedną ręką, a drugą przejechał po jej ciele. Po jej policzkach zaczęły ściekać łzy.
Błyskawicznie do niech podbiegłem i odciągnąłem go od niej. Złapałem go za włosy i przywaliłem jego łbem o poręcz schodów. Od razu zaczął krwawić, ale miałem to w dupie. Przywaliłem mu jeszcze kilka razy, a kiedy się przewrócił, zacząłem go kopać. Wpadłem w furię, której nie mogłem powstrzymać. Dodatkowo napędzał mnie alkohol, którego wypiłem naprawdę dużo. On chciał skrzywdzić Meg, ja chciałem go zabić. Na pewno nie miałbym wyrzutów sumienia. Poczułem, jak ktoś stara się mnie odciągnąć od niego, ale od razu odepchnąłem go od siebie.
- Niall! Wystarczy! Zaraz go zabijesz! – Sam i Josh znaleźli się koło mnie i zablokowali mi wszelkie możliwe ruchy.
- Puśćcie mnie kurwa! – wydarłem się.
- Opanuj się. Spójrz co jej zrobiłeś – Liam kucał przy Maggie, która trzymała się za głowę.
Ja jej coś zrobiłem?
- Tak, to ty. Chciała cię odciągnąć, a ty ją popchnąłeś – odpowiedział na moje nieme pytanie.
Spojrzałem na Briana, który usiłował się podnieść z ziemi, ale z marnym skutkiem. Po raz kolejny poczułem niewyobrażalną złość.
Josh i Sam zorientowali się i wciągnęli mnie do innego pokoju. Wszyscy się na nas gapili, a ja rzucałem im mordercze spojrzenie.
- Nie musicie mnie niańczyć do cholery – warknąłem gapiąc się na chłopaków, którzy mnie trzymali. – Co z Meg?
- Liam zabierze ją do domu.
- Dlaczego on? – Wiedziałem, że jest w porządku, ale to kurwa ja ją tu przywiozłem.
- Ty jesteś pijany i wkurzony. Lepiej ochłoń.



Podziękowałam chłopakowi, który mnie odwiózł do domu i czym prędzej zamknęłam się w środku. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko właśnie się stało. Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo mnie zranił. Nie fizycznie, ale psychicznie. Dlaczego za każdym razem coś musi się stać? Czemu to ja mam tak cholernego pecha? Pomijając fakt, że był pijany, wkurzony -  spał z Gemmą i to mnie dotknęło najbardziej. Ścierałam swoje łzy, które wciąż nie przestawały lecieć. Głowa bolała mnie niesamowicie i czułam, że będzie z tego niezły guz. Dziękowałam w duszy za to, że rodziców nie ma w domu. Wyjęłam z szafy małą torbę podróżną i spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Chciałam stąd po prostu uciec. Widziałam, że Niall prędzej czy później przyjdzie, a ja nie miałam ochoty na jego towarzystwo, a już tym bardziej na rozmowę z nim. Byłam już tym wszystkim zmęczona. Kłamstwami, Niallem, Harrym… Musiałam się od tego odciąć. Zostawiłam rodzicom kartkę, żeby się nie martwili, ale nie zdradziłam im dokąd jadę. Zadzwoniłam po taksówkę, bo stwierdziłam, że autobus o tej godzinie jest mało bezpiecznym rozwiązaniem. Wzięłam swoje rzeczy, a z gabinetu ojca zabrałam kluczyk od naszego małego domku na działce. Kupili go, żeby spędzać tam weekendy, ale i tak rzadko tam bywali. Nie wiem, czy w ogóle o nim pamiętają, zwłaszcza, że w soboty i niedziele pracują. Mój telefon cały czas dzwonił, ale za każdym razem odrzucałam połączenie. Niall wysłał mi kilkanaście smsów. Żadnego nie odczytałam. Zostawiłam komórkę w pokoju i wyszłam. Taksówka akurat parkowała, a kierowca zaproponował, że weźmie mój bagaż. Byłam wdzięczna rodzicom, że zapobiegawczo zostawili mi kieszonkowe. Droga  minęła dosyć szybko, ponieważ nie było dużego ruchu. Zapłaciłam mężczyźnie, a po chwili męczyłam się z zamkiem w drzwiach.
W środku było dosyć brudno, ale lepsze to niż nic. Z nadmiaru wrażeń dzisiejszego dnia i tak bym prędko nie zasnęła, więc postanowiłam posprzątać. Kiedy zerknęłam na zegarek dochodziła już trzecia.  Położyłam się na kanapie ze swoją ulubioną książką i całkowicie zatraciłam się w lekturze. To było dla mnie oderwanie się od rzeczywistego świata. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam. 



____________________________________________________________
Cześć Kochani! Przede wszystkim bardzo przepraszamy za to, że tak późno dodałyśmy ten rozdział... Na swoje usprawiedliwienie mamy to, że niedługo są egzaminy gimnazjalne, mnóstwo sprawdzianów, kartkówek i nie wyrabiamy się z tym wszystkim. Mamy nadzieję, że ten rozdział Wam to wynagrodził :)
Następny postaramy się dodać za tydzień, ale jeśli nam się nie uda, to możecie się spodziewać 10 już po egzaminach. Bardzo Wam dziękujmy za wszystkie komentarze! ♥
Love xx
Wera&Asia

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 8

- Maggie – usłyszałam krzyk Lucy, a po chwili byłam już przez nią ściskana. – Nie widziałyśmy się właściwie jeden dzień, a mimo to zdążyłam się stęsknić – zaśmiała się i trochę się ode mnie odsunęła, żeby dać mi więcej swobody.
Ja dalej milczałam. Nie wiedziałam od czego powinnam zacząć. Nie byłam w stanie wysilić się nawet na najmniejszy uśmiech. W dodatku czułam, że nie wyglądam zbyt atrakcyjnie.
- Czy ty płakałaś? Co się stało? – krzyczała ściągając na nas uwagę wszystkich ludzi dookoła.
Na jej twarzy malowało się zmartwienie, gdy zaczęła pospiesznie wycierać zaschnięte już łzy z moich policzków.  Moja warga niebezpiecznie drgała, jakbym znów miała się rozpłakać. Chyba centrum handlowe nie było odpowiednim miejscem na spotkanie. Za dużo ludzi.
- Chodź, musimy cię jakoś doprowadzić do porządku – powiedziała i zaprowadziła mnie do damskiej toalety. Odkąd się spotkałyśmy nie odezwałam się ani jednym słowem. Nie miała mi tego za złe, a ja byłam jej za to bardzo wdzięczna. Nie ciągnęła mnie za język. Czekała, aż sama zbiorę się na odwagę, choć wiedziałam, że ciekawość zżera ją od środka.
Obmyła moją twarz wodą, a ja czułam się nieco zażenowana. Nie tym, że wszyscy się patrzą i myślą o tym jak dziwna jestem. Bardziej tym, że pozwoliłam samej sobie doprowadzić się do takiego stanu przez jednego chłopaka. Jeśli dla niego ten pocałunek nic nie znaczył, to i ja powinnam brać  z niego przykład. Ale nie potrafiłam. Nie byłam wystarczająco silna. Cholera, wiedział, musiał wiedzieć, że nigdy się z nikim nie całowałam. Chciałam, żeby mój pierwszy pocałunek był w jakiś sposób piękny. Ten taki był, ale Niall postanowił wszystko zniszczyć.
- Miałaś rację – odezwałam się, gdy siedziałyśmy już w jeden z kawiarni.
- Nie rozumiem…
- Mówię o Niallu. Powinnam była cię posłuchać i trzymać się od niego z daleka.
- Zrobił ci coś? Skrzywdził cię?
- Nie – zaczęłam od razu – Właściwie to nie wiem czy tak to można nazwać – mój śmiech zabrzmiał nieco histerycznie – Całowaliśmy się, ale dla niego to i tak nic nie znaczyło i po prostu poszedł – podsumowałam w jednym zdaniu siląc się na spokojny ton.
- Dupek. Chciałabym teraz powiedzieć „a nie mówiłam?”, ale tego nie zrobię. Widzę, że cię zranił. Naprawdę, Maggie, to nie jest chłopak dla ciebie. Nie powinnaś w ogóle się tym przejmować. Ja rozumiem, że mogłaś się zauroczyć, on na pewno rzucał ckliwymi słówkami, a ty dałaś się nabrać. Ten idiota pewnie jeszcze czerpie z tego satysfakcję. Nie daj mu jej. Pokaż, że jesteś silna i nie potrzebujesz jego uwagi. Bądź co bądź, to tylko jeden pocałunek.
Wiedziałam, że ma rację. Od początku powinnam się trzymać tego, co mówiła. Złapała moją dłoń i uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
- Naprawdę powinnaś się uśmiechnąć i zapomnieć o nim.
- Będzie ciężko, jeśli mieszka obok mnie.
 -Nie szkodzi. Możesz go po prostu ignorować.
Chciałabym, ale nie potrafię…
- Postaram się – odpowiedziałam. – A jak tobie się układa z Zaynem? – postanowiłam zmienić temat i nie obarczać jej dłużej swoim zawodem.
Jej uśmiech jak na zawołanie się poszerzył, a oczy zaświeciły z podekscytowania. Naprawdę muszą się strasznie kochać.
- Cudownie nam się układa – nawet jej głos stał się bardziej melodyjny, gdy zaczęła o nim mówić. – Właściwie to mam wrażenie, że ciągle się do siebie zbliżamy, jeśli jest to w ogóle jeszcze możliwe. Naprawdę uwielbiam spędzać z nim czas. Rozumiemy się w zasadzie bez słów. Kłócimy się czasem, to jasne, ale zawsze się godzimy i nie ukrywam, że w całkiem miły sposób.
- Ugh… bez takich szczegółów, proszę – jęknęłam wywołując u niej chichot.
- W ogóle to uważam, że przydałby się nam babski wieczór. Jakieś dobre filmy, maseczki, manicure i te sprawy. Mogłybyśmy się spotkać w sobotę. Przyszłabyś do mnie i trochę się wyluzowała.
Naprawdę wiedziała jak poprawić mi humor  i za to ją uwielbiałam.
- Właściwie to świetny pomysł. Zawsze widziałam to tylko na amerykańskich filmach. Powinnam coś przynieść?
- Nie, chyba, że masz jakieś dobre filmy.
- Myślę, że cos znajdę. Jak nie, to wypożyczę.
- W porządku. Zobaczysz, będzie super.
- Nie wątpię – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Dopiłaś już swoją kawę? – spytała wskazując głową na mój kubek.
- Tak, możemy jeszcze gdzieś pójść.
- Właściwie to widziałam ostatnio prześliczną sukienkę, ale nie byłam pewna, czy dobrze mi w tym kolorze. Doradziłabyś mi?
- Pewnie, co to za pytanie? I tak na pewno wyglądasz w niej świetnie.
- Zaraz się okaże – powiedziała i wstałyśmy ze swoich miejsc.
Lucy poprowadziła mnie do jednego z mniejszych butików. Mogłam się założyć, że był bardzo drogi. Dziewczyna zgarnęła z wieszaka fioletową sukienkę i zniknęła za zasłoną przymierzalni. Czekałam cierpliwie, aż skończy się przebierać. Po chwili wyszła okręcając się dookoła, żebym mogła ją zobaczyć w całej okazałości.
- I ty się zastanawiałaś czy jest ci w niej dobrze? Wyglądasz obłędnie.
- Tak myślisz?
- Jasne. Zayn padnie z wrażenia, gdy cię w niej zobaczy.
- W takim razie biorę i już się nie zastanawiam – zaśmiała się i popędziła z sukienką do kasy. – Chcesz jeszcze połazić po sklepach? – spytała, gdy ekspedientka pakowała jej zakupy. - Może wybrałabyś coś dla siebie. Nic tak nie poprawia humoru jak nowa para butów. Zwłaszcza, jeśli są przecenione.
- Sama nie…
- Cześć dziewczyny – Harry pojawił się znikąd. Nawet nie zauważyłam kiedy wszedł do sklepu.
- Przestraszyłeś mnie – przyznałam szczerze.
- Wybacz – uśmiechnął się i cmoknął mnie i Lucy w policzek na przywitanie.
- Co tu robisz, Harry? Myślałam, że macie dziś załatwiać z Zaynem jakieś ważne sprawy,  o których mi nie chciał powiedzieć.
- Bo mieliśmy, ale już wszystko załatwione. Zayn jest już w domu. Założę się, że zaraz zadzwoni, o ile jeszcze tego nie zrobił.
Lucy pospiesznie przegrzebała swoją torbę w poszukiwaniu telefonu.
- Dzwonił już dwa razy, nie słyszałam…- widziałam, że bardzo zależało jej na tym, żeby oddzwonić do chłopaka, ale zerknęła na mnie niepewna tego, co powinna zrobić.
- Zadzwoń do niego – zachęciłam.
Od razu trzymała telefon przy uchu, a ja nie chcąc podsłuchiwać postanowiłam zagadać jakoś Harrego.
- Więc… co tu robisz?
- Wybrałem się na małe zakupy. Trzeba przecież w czymś chodzić – jego dołeczki były naprawdę urocze.
- Już myślałam, że nas śledzisz.
- Nie – zaśmiał się. – Po prostu przechodziłem obok i zauważyłem was. Ta kolorowa torba Lucy naprawdę rzuca się w oczy.
- To prawda. Ma chyba z tysiąc kwiatów – zachichotałam.
- Długo już tu jesteście? – spytał.
- Właściwie to  około dwóch godzin. Najpierw siedziałyśmy w kawiarni i gadałyśmy a potem postanowiłyśmy trochę połazić.
- Zayn, nie mogę teraz pojechać. Maggie mnie potrzebuje. Tak, chodzi o Nialla – mimo konwersacji z Harrym mogłam usłyszeć to, co dziewczyna mówi do słuchawki. Nie wiem tylko, czy była tego świadoma.
- O co chodzi z Niallem? – Harry zmarszczył czoło, a jego zielone oczy intensywnie się we mnie wpatrywały.
Ugh, nie każcie mi tego powtarzać jeszcze raz. Miałam zapomnieć.
- O nic. Po prostu przejrzałam na oczy i nie zamierzam mieć z nim nic wspólnego.
- Co zrobił?
- Musimy o tym gadać? Szczerze mówiąc nie mam na to najmniejszej ochoty.
- Okej, jak wolisz. Nie ma gadania o Niallu.
Odpowiedziałam mu uśmiechem i przeniosłam swój wzrok na Lucy, która dalej starała się przekonać Zayna do swoich racji. Nie chciałam się wtrącać, ale też nie chciałam być powodem, dla którego nie mieliby się spotkać.
- Lucy,  przecież możesz iść. Nie obrażę się. Poza tym i tak już poprawiłaś mi humor. Jesteś najlepsza i nie dziwię się,  że Zayn chce mieć cię dla siebie. – Z całych sił im kibicowałam.
- Chce żebym pojechała z nim do Bradford… do jego rodziców. – Powiedziała zatykając słuchawkę.
- Nie rozumiem, czemu się wahasz. Koniecznie musisz pojechać.
- Naprawdę? Nie będziesz zła, ani nic? Nie chcę żebyś została sama.
- Nie będzie sama – wtrącił się Harry.
- Właśnie, nie będę. Poza tym i tak jesteśmy umówione na sobotni wieczór – przypomniałam jej.
Jej oczy zaświeciły się z podekscytowania. Przesłała mi buziaka i wróciła do rozmowy z Zaynem. Po chwili zadowolona schowała telefon z powrotem do torby.
- Rozumiem, że już się zbieramy – powiedziałam, choć wcale nie miałam jej tego za złe. Cieszyłam się z jej szczęścia. To niesamowite, że w tak krótkim czasie, tak bardzo się do siebie zbliżyłyśmy.
- Podrzucić was? Sam miałem się niedługo zbierać.
- Ja się przejdę. W zasadzie mam dwa kroki – odpowiedziała Lucy.
Przytuliłam ją mocno na pożegnanie i poprosiłam, żeby do mnie zadzwoniła, gdy już dojadą. Potem zostałam sama z Harrym.
- To jak? Dasz się odwieźć?
- W sumie to chętnie – przystanęłam na jego propozycję.
Przeszliśmy przez podziemny parking i zajęliśmy miejsca w samochodzie. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to, w co był ubrany. Miał na sobie czarne rurki i białą, obcisłą koszulkę, która podkreślała jego mięśnie, a jednocześnie uwydatniała czarny tusz, którym była pokryta jego skóra. Jego loki zaczesane były do tyłu. Był niewątpliwie przystojny. Powtarzasz się – skarciłam się w myślach. I przestań myśleć o nim w ten sposób. Ale właściwie dlaczego? Jest miły, nie zachowuje się chamsko jak niektórzy. W dodatku wygląda jak z okładki najlepszego magazynu mody.
- Masz jakieś plany na dziś? – spytałam kiedy wjeżdżaliśmy na główną ulicę.
- Właściwie to nic jeszcze nie planowałem, czemu pytasz?
- Ja… Zastanawiałam się, czy nie chciałbyś dziś zostać u mnie na kolacji?
- Bardzo chętnie, dzięki za zaproszenie – przeczesał palcami włosy, a ja w głębi ducha dziękowałam sobie, że nie zaczęłam się ślinić. Mimo wszystko, to nie były te same blond włosy, te same nawyki, zupełnie inny zapach. Mentalnie przywaliłam sobie w głowę, gdy złapałam się na porównywaniu Harrego do Nialla. Powinnam przestać o nim myśleć. Dla własnego dobra i dla dobra mojej psychiki.

 Kilka minut później staliśmy pod moim domem. Moje serce zabiło szybciej, kiedy zobaczyłam Nialla, który dłubał coś w masce swojego auta. Byłam wdzięczna, że nie zauważył tego, że przyjechałam razem z Harrym. Ale zaraz... właściwie to dla niego nie ma żadnego znaczenia. Tylko udawał troskliwego. W końcu dla niego to nic nie znaczy. Jednak nie mogłam się powstrzymać przed gapieniem się na niego. Zwłaszcza, że było na co patrzeć. Jego nagi tors jak zwykle prezentował się nienagannie. W zwykłych dresowych spodniach wyglądał lepiej niż ja po godzinnym szykowaniu się.
- Emm... wysiadamy? - głos Harrego wyrwał mnie z zamyślenia.
Poczułam jak moje policzki płoną. Widział jak się gapię na Nialla.
- Tak, jasne - odpowiedziałam i szybko wygramoliłam się z auta, co jak zwykle wyszło nieco niezdarnie.
- Powinnaś popracować nad koordynacja ruchową - zażartował ze mnie przykuwając tym samym uwagę Nialla.
Blondyn spojrzał na nas, a ja miałam wrażenie, że kurczowo zaciska ręce na samochodzie. Tylko mi się zdawało.
- Więc co dobrego planujesz upichcić na kolację? - Harry starał się go zupełnie ignorować, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
- Właściwie to moja mama ma dziś dyżur w kuchni - uśmiechnęłam się do niego. - Planowała zrobić jakąś sztukę mięsa. Mam nadzieję, że twój żołądek na tym nie ucierpi.
- Myślę, że nie będzie tak źle.
Ostatni raz spojrzałam na Nialla zanim weszliśmy do domu. Poczułam lekkie rozczarowanie, kiedy nie podbiegł do nas i nie zrobił jakiejś afery. Wiem, głupio to brzmi, ale za każdym razem, kiedy byłam z Harrym tak to się kończyło. Zawsze mówił, żebym trzymała się od niego z daleka, a teraz kompletnie nie zwracał na to uwagi. Wpuściłam Harrego do środka i zamknęłam za nami drzwi.


Już południe, a ja wciąż siedzę w swoim pokoju. Właściwie nie ruszyłem się z niego odkąd wyszedłem od Maggie. Taa... Kolejna skomplikowana sprawa. Sam nie wiem dokładnie jak to działa. Chcę być przy niej, słuchać jej śmiechu, oglądać te cholerne rumieńce, patrzeć na jej twarz, kiedy marszczy brwi w tym dziwnym nawyku. A z drugiej strony nie chcę się do niej przyzwyczajać. Nigdy nie ładowałem się w stałe związki. Nawet nie mam pojęcia jak się bawić w to całe gówno. W dodatku ciągle z tą samą dziewczyną, kiedy dookoła kręci się tyle niezłych lasek. Mimo to za każdym razem widzę ją. Maggie. Jest jak jakieś cholerne, prześladujące mnie widmo. Jakby ktoś zesłał ją specjalnie na moją zgubę. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi, a po chwili stanęła w nich moja mama. Czasem mam ochotę pieprznąć to wszystko i się wynieść. Wynająć jakieś mieszkanie i mieć ten święty spokój, ale chyba jestem na to zbyt wygodny. Nie martwię się o kasę, bo tego akurat mi nie brakuje. Bardziej martwiłbym się o stan tego lokum. Nie chciałoby mi się sprzątać, prać, gotować. Tak, zdecydowanie jestem na to za leniwy. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
- Będziesz tak siedział w pokoju cały dzień? Nigdzie nie wychodzisz, żadnej imprezy?
Skrzywiłem się. O co jej chodzi.
- Tak, zamierzam cały dzień zostać w pokoju. Jeszcze coś?
- Oh... nie, po prostu chciałam powiedzieć, że przyjechał kurier z paczką dla ciebie.
- Co to za paczka?
- Jakieś części samochodowe. Popsuło ci się auto?
- Nie popsuło. Po prostu chcę w nim dziś trochę pogrzebać. Nic takiego.
- Rozumiem, wszystko jest w garażu.
- Dzięki. - odpowiedziałem, a ona od razu wyszła z pokoju.
Miałem dość bezczynnego leżenia i gapienia się w ekran telefonu, więc wciągnąłem na siebie szare dresy i zbiegłem na dół. W garażu faktycznie czekały części, które zamówiłem tydzień temu u znajomego mechanika. Zawsze to jakieś zajęcie. Poza tym, lubię to robić.
Nie wiem ile czasu nad tym siedziałem, ale zakładam, że sporo. Kończyłem właśnie wlewać płyn do spryskiwaczy, kiedy na podjeździe obok zaparkowało auto Stylesa. Po chwili wysiadła z niego Meg, a za nią ten idiota. W tamtym momencie uświadomiłem sobie jak bardzo spieprzyłem sprawę. Powiedziałem to całe gówno, więc pewnie się obraziła. Ten chuj tylko to wykorzystał. Oddalała się ode mnie, zbliżała do niego. Miałem ochotę wgnieść mu nos w mózg w chwili, gdy jego łapa znalazła się na jej talii. Mimo to starałem się zachować spokój i udawać, że mam wszystko w dupie. Kiedy tylko drzwi wejściowe się za nimi zamknęły, zatrzasnąłem maskę i wróciłem do domu. Wziąłem szybki prysznic, zmywając z siebie resztki smaru i przebrałem się w jakieś ciuchy.
- Jednak wychodzisz? - wścibska kobieta, zwana też moją matką jak zwykle musiała wszystko wiedzieć.
- Tak - odpowiedziałem krótko i już mnie nie było.
Teraz chodzi jak złoto - pomyślałem odpalając silnik. Wóz był nowy, ale mimo to przydało się kilka ulepszeń. Jechałem autostradą zupełnie ignorując wszystkie znaki drogowe. Szybko znalazłem się poza granicami Londynu. Zatrzymałem się na totalnym zadupiu przy jednej z budek telefonicznych. Niewiele myśląc od razu wybrałem numer policji. Nigdy wcześniej nie dzwoniłem na psy. Ale chciałem udupić Stylesa. Wiedziałem, że muszę to zrobić, żeby zobaczyła, że Harry nie jest aniołkiem. Zawsze był głupi i lekkomyślny. Kiedy jeszcze się przyjaźniliśmy, często łapałem go na tym, że zostawiał towar w bagażniku. Oby ten nawyk mu pozostał.
- Posterunek policji, słucham?
Szybko przekazałem kobiecie potrzebne informacje. Rozłączyłem się po dwudziestu pięciu sekundach, żeby nie byli w stanie namierzyć połączenia no i oczywiście mnie.
Pospiesznie wsiadłem w samochód i zadowolony z siebie jechałem do domu. Miałem nadzieję, że zdążę na to widowisko.




- Może „Bal maturalny” albo „Oszukać strach” ? – Harry rzucił kolejną propozycją horroru na wieczór.
- Naprawdę lubisz tylko straszne filmy?
- Te są najlepsze – bronił swojego wyboru.
- Nie byłabym tego taka pewna. Nie lubię się bać.
- Oj, no dawaj. W horrorach przynajmniej się coś dzieje. – Zupełnie ignorując moje protesty włożył płytę do DVD. Przewróciłam oczami i poprawiłam się na kanapie. Podziękowałam Harremu, kiedy pozwolił mi rozprostować nogi i położyć je na jego kolanach.
- Jesteśmy! – usłyszałam powitanie mamy w momencie, kiedy mieliśmy włączać film.
- Cześć – odpowiedziałam.
- Oo, nie wiedzieliśmy, że masz gościa – moja mama obrzuciła Harrego niezbyt przyjaznym spojrzeniem. Miło z jej strony.
- Dzień dobry państwu – na szczęście chłopak wiedział jak powinien się zachować i kulturalnie przywitał się z moimi rodzicami.
- Niall wpadnie na kolacje? – czy ona robiła to specjalnie, żeby mnie zdenerwować?
- Um, nie. Czemu miałby przyjść?
- No cóż, spędził tu noc, a poza tym świetnie się dogadujecie.
Co ty możesz o tym wiedzieć?!
- Nie przyjdzie już więcej. Harry zostanie na kolacji.
Skrzywiła się lekko, ale nic nie powiedziała. Naprawdę byłam na nią bardzo zła, za jej zachowanie. Mogłaby chociaż udawać miłą. Właściwie to nie wiem jaki miała ku temu powód. Nialla polubiła od razu…
- Będę w kuchni.
Ojciec tymczasem nie odezwał się ani słowem tylko zniknął w swoim gabinecie. Żadna nowość.
- Przepraszam za nich. – Uśmiechnęłam się delikatnie do Harrego.
- Nie ma sprawy. Ludzie przeważnie tak na mnie reagują – zaśmiał się. – Oglądamy?
- Jasne – odpowiedziałam i zajęliśmy się filmem.

Pół godziny później usłyszeliśmy natarczywy dzwonek do drzwi.
- Zatrzymasz film? – spytałam wstając z kanapy.
- Jasne – odpowiedział, kiedy ja poszłam otworzyć.
- Dzień dobry – przede mną stało dwóch policjantów. Mieli na sobie mundury, a jeden z nich wyciągał w moją stronę odznakę.
- W czym mogę pomóc? – spytałam lekko trzęsącym się głosem. Pierwszy raz do mojego domu zapukała policja, a ja zupełnie nie widziałam dlaczego.
- Czy zastaliśmy może Harrego Stylesa? – spytał funkcjonariusz.
- To ja. O co chodzi? – chłopak stał tuż za mną i opierał się o framugę drzwi. Zerknęłam na niego przez ramię. Był tak samo zaskoczony ich obecnością, jak ja. Skąd wiedzieli gdzie jest?
- Pojedziesz z nami.
- Może mi najpierw powiecie o co chodzi do cholery?
Chciałam mu coś powiedzieć, żeby się opanował, ale nie wiedziałam, czy w tej sytuacji powinnam się w ogóle odzywać. Moja mama z zainteresowaniem przysłuchiwała się całej tej rozmowie. Jeszcze tego brakowało.
- Dowiesz się na komendzie.
- Nie. Macie mi powiedzieć teraz. Nigdzie nie muszę z wami jechać.
Mężczyzna westchnął zniecierpliwiony.
- Dostaliśmy zgłoszenie, że znów handlujesz narkotykami. Z tego co wiem, byłeś już za to wcześniej karany.
Myślałam, że udławię się własną śliną. Czemu mi tego wcześniej nie powiedział? Czy Lucy wiedziała?
Słyszałam jak moja matka zachłysnęła się powietrzem.
- Było minęło. Dajcie mi spokój. Jestem czysty – odparł z przekonaniem w głosie.
- Jeśli jesteś czysty, jak twierdzisz, to nie będziesz miał nic naprzeciwko, jeśli przeszukamy ciebie i twój samochód.
- Nie macie kurwa takiego prawa – powoli tracił nad sobą panowanie, a ja dalej stałam osłupiała.
- Owszem, mamy. Naszym obowiązkiem jest to sprawdzić. Lepiej załatwmy to szybko. Przecież nie masz nic do ukrycia.
Chłopak cicho zaklął pod nosem i uniósł ręce dając im znak, że mogą go przeszukać. Policjant dokładnie sprawdzał jego kieszenie, które na szczęście okazały się puste.
- To jeszcze kluczyki – wyciągnął rękę do chłopaka, czekając aż da mu to, czego chce.
- Zapomnij – prychnął. – Musicie mieć nakaz.
- Naprawdę chcesz mieć kłopoty – odpowiedział ten, który do tej pory milczał. – Daj te kluczyki i nie rób problemów.
Harry po chwili wahania mu je dał i spojrzał na  mnie jakby lekko przestraszony. Nie wiedziałam,  co mam o tym myśleć. Harry handlujący narkotykami? Jakoś mi się to wszystko nie kleiło. Po prostu nie pasowało mi to do niego. Wyszłam za nim przed dom i patrzyłam jak policjanci starannie przeszukiwali jego auto.
- Jack, popatrz tylko – odezwał się jeden z nich wymachując kilkoma torebeczkami z białym proszkiem.
- To nie moje – warknął brunet.
- Pewnie moje – zakpił Jack i spróbował tego, co było w woreczku.  – Kokaina. Zdaje się, że i tak z nami pojedziesz. Może dziewczyna odwiedzi cię chociaż raz w pierdlu – zaśmiał się, a ja skrzywiłam się na jego słowa.
Drugi z nich wyjął kajdanki i skuł chłopaka, który w ogóle nie miał zamiaru stawiać oporu.
- Maggie, to nie jest tak jak myślisz. To naprawdę nie jest moje. Musisz mi uwierzyć.
Stałam patrząc się pusto przed siebie. Naprawdę mogłam się aż tak pomylić co do niego?
- Maggie – zaczął znów, ale przerwał mu jeden z policjantów.
- Założę się, że są na tym twoje odciski, Styles. Żaden prawnik cię z tego nie wyciągnie.
- Wal się – splunął i ponownie na mnie spojrzał. – Proszę…
Stałam osłupiała i patrzyłam jak wpychają go do radiowozu. Nie wiem, co bardziej mnie bolało. Fakt, że mnie okłamał, czy to, że nie miałam na tyle odwagi by go bronić. Jeśli te narkotyki faktycznie były jego, to wtedy w dzień imprezy mógł mi czegoś dosypać. A to by znaczyło, że Niall ma racje. W tamtym momencie chciałam pobiec do Lucy. Porozmawiać z nią o tym wszystkim, wiedziałam, że swoim specyficznym poczuciem humoru poprawiłaby mi nastrój. Ale była teraz z Zaynem u jego rodziców,  a ja nie zamierzałam jej psuć dnia.
Chwilę później zauważyłam znajomy samochód Nialla. Parkował właśnie przed swoim domem. Zauważył mnie i od razu do mnie podszedł.
- Maggie? Coś się stało? Wyglądasz na przerażoną.
- Zostaw mnie.
- Nie. Powiedz mi o co chodzi – górował nade mną wzrostem, ale mimo to  czułam na sobie jego wzrok.
- Harrego właśnie zabrała policja.
Chłopak prychnął, a ja miałam ochotę go uderzyć. Nie chciałam  wysłuchiwać jego docinek.
- Nie jesteś specjalnie zdziwiony – zauważyłam.
- Nie jestem, bo to było do przewidzenia. Mówiłem ci, że nie jest święty.
- Może i mówiłeś.
- Jesteś na mnie zła?
- Nie. W ogóle skąd ten pomysł? – ciągnęłam przesłodzonym głosem. – Miałabym być zła na ciebie? Wiesz pomijając to, że jesteś skończonym dupkiem, mogłabym powiedzieć, że jesteś w porządku.
- Przesadzasz.
- Przesadza to ogrodnik! Ja nie mam zamiaru być kolejną dziewczyną do twojej popieprzonej kolekcji! Bawisz się uczuciami dziewczyn, bo sam nic nie czujesz! Nie chcę być jedną z tych, do których możesz przyjść, kiedy ci się żywnie podoba. – Moja irytacja rosła, kiedy widziałam jak uśmieszek na jego twarzy staje się coraz większy. – Czemu się szczerz idioto?
- Jesteś naprawdę słodka, gdy się złościsz.
- Maggie! Niall! Chodźcie do domu, kolacja na stole! – moja  mama krzyczała przez kuchenne okno i machała do nas. Właściwie to do Nialla. Mogłabym nawet powiedzieć, że ma do niego słabość.
- Już idziemy! – odkrzyknął jej chłopak, co spotkało się z moim niezadowoleniem.
- Nie, nie idziemy – odpowiedziałam, ale tak, że tylko on mógł mnie usłyszeć.
- Nie rób scen, piękna. – Złapał moją dłoń w swoją, a ja mimo tego, że powinnam, nie zabrałam jej. Co jest ze mną nie tak?!
- Niall, miło cię widzieć. – Nawet mój ojciec wyszedł z gabinetu, żeby się z nim przywitać. Serio? Zmówili się, czy jak?
- Pana również – odparł  ściskając rękę.
-Siadajcie do stołu – wtrąciła się moja mama.
Zajęliśmy miejsca, a ja byłam zmuszona usiąść koło blondyna. Moja mama od razu zaczęła rozmowę.
- Maggie, kim jest ten cały Harry? To jakiś kryminalista! Niall, znasz tego chłopaka? Właśnie policja wyprowadziła go z naszego domu. Coś podobnego.
- Słyszałem o nim same złe rzeczy.
- O mój Boże… Maggie, zabraniam ci się z nim spotykać.
Czy ja kiedykolwiek będę miała coś do powiedzenia? Raczej  nie.
- Twoja mama ma rację, Meg. – zamierzałam kopnąć Nialla, ale powstrzymał mnie kładąc mi rękę na kolanie.
- Niall, mam prośbę- odezwała się moja mama.
- Tak?
- Chciałabym cię prosić, żebyś ją chronił.
- Będę…



____________________________________________________________
Hi Darkness! 
Przepraszamy za opóźnienie z rozdziałem, ale chciałyśmy, żebyście i Wy i my były zadowolone z tej notki xx
Jak się podoba? :)
Zostaw słówko, jeśli doceniasz nasze starania! ♥
Love <3
Asia&Wera ♥ 

piątek, 28 marca 2014

Rozdział 7

                                  Zachęcamy do obejrzenia ZWIASTUNA naszego opowiadania ! ♥


- Co ci takiego powiedziała? – Cholera, jak nie Styles, to jego siostrzyczka. Co popieprzyło tę rodzinę?
- Nic, nieważne. Jedźmy już…
Wkurzyła mnie jej odpowiedź. Nie mogła po prostu powiedzieć?! Włączyłem wycieraczki widząc, że zaczyna padać. No tak. Anglia.
- Czemu nie ruszasz? – spytała zerkając na mnie.
- Bo nadal mi nie odpowiedziałaś.
- I nie mam zamiaru. Przestań naciskać.
- Zawsze mogę wejść do klubu i sam jej spytać.
- Nie rób tego.
- To nie zachowuj się jak dziecko. Mów.
- Ja się zachowuję jak dziecko? To ty się obrażasz, gdy czegoś nie dostaniesz, w tym wypadku odpowiedzi  na pytanie i nie mów mi co mam robić! - Wykrzyczała i pociągnęła za klamkę. Od razu wysiadła z auta nawet na mnie nie patrząc. Chciała mnie chyba jeszcze bardziej zdenerwować, bo trzasnęła drzwiami i zaczęła iść przed siebie. Opuściłem szybę i powoli ruszyłem chcąc się z nią zrównać.
- Nie rób scen, Maggie – nie odpowiedziała. Uparta jak osioł. – Pada, a do domu masz trzy przecznice.
- Poradzę sobie – parsknęła.
Kurwa. I weź tu się człowieku staraj. Chcesz dobrze, a ona dalej swoje. Powinienem teraz odjechać i jeszcze celowo wjechać w kałużę, żeby ją ochlapać. Tylko dlaczego tego nie zrobię?!
- Wsiadaj… proszę – dodałem po chwili zawahania.
Zadziałało. Zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Jeszcze coś? – spytała.
- Przepraszam, zadowolona? –przewróciłem oczami, gdy z powrotem zajęła miejsce pasażera.
- Zadowolona – mruknęła w odpowiedzi i przeniosła swój wzrok za szybę. Gra niedostępną czy jak?
Podskoczyła lekko, kiedy położyłem rękę na jej kolanie, ale jej nie zabrała. Chociaż tyle. Dalej jechaliśmy w ciszy. Szybko znaleźliśmy się pod jej domem.
- Chcesz wejść?
- Dzięki kochanie, ale musze jeszcze coś załatwić.
- Oh… - najwyraźniej spodziewała się innej reakcji. – Jasne, dzięki za podwiezienie.
- Nie ma sprawy – puściłem jej oczko, gdy niezdarnie wychodziła z auta.
Zamknęła za sobą drzwi rzucając krótkie „cześć”. Ostatni raz na nią spojrzałem i odjechałem.



Patrzyłam jak jego samochód znika na końcu ulicy. Ciekawość rozsadzała mnie od środka. Chciałam wiedzieć co takiego musi załatwić, ale bałam się spytać znając jego wybuchowy charakter.  Wszystko wydawało mi się nieco dziwne. Przyjechał do klubu tylko po to, żeby mnie z niego wyciągnąć i odwieźć do domu? Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że poprosiłam go żeby został… Zresztą to już drugi raz. Chciałam tego bardziej, niż powinnam. Może to nawet lepiej, że pojechał. Dzięki temu uniknęliśmy kolejnej kłótni. 
Weszłam do domu nie zapalając nawet światła. Potknęłam się kilka razy wspinając po schodach na górę. Naprawdę nie ma osoby, mniej skoordynowanej ruchowo, niż ja. Po omacku znalazłam włącznik światła w swoim pokoju. Jęknęłam, gdy zobaczyłam wszechobecny chaos. Wiedziałam, że zostawiłam bałagan, ale nie, że aż taki. Zrezygnowana rzuciłam swoją torebkę na łóżko, a zaraz do niej dołączył mój strój. Było mi o wiele wygodniej w bawełnianym dresie. Nie wiedziałam od czego powinnam zacząć sprzątanie. Wspięłam się na stołek, żeby zdjąć skrawki zasłony. Miałam nadzieję, że rodzice nie będą na mnie źli z tego powodu. Nowe chciałam odkupić za własne oszczędności. Mimo woli spojrzałam w okno sąsiedniego domu, lecz w pokoju Nialla było ciemno. Zmarszczyłam brwi. Po raz kolejny złapałam się na myśleniu o chłopaku. Po godzinie mój pokój wyglądał przyzwoicie. Ubrania  i reszta rzeczy wróciły na swoje miejsce. Zerknęłam na zegarek. Było już dosyć późno, więc postanowiłam się umyć. Wyszłam z łazienki i od razu rzuciłam się na swoje łóżko. Szczelnie owinęłam się kołdrą mimo tego, że było lato. To chyba jakiś mój niezmienny nawyk. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Obudził mnie irytujący dźwięk telefonu. Litości… kto się dobija o tej porze? Poduszką starałam się go zagłuszyć, ale to nic nie dało. Zdenerwowana wstałam z łóżka i pośpiesznie zaczęłam grzebać w torebce, w której go zostawiłam. Zmrużyłam oczy, gdy poraziła mnie jasność ekranu. Odebrałam, a w głowie już układałam sobie reprymendę dla Nialla.
- Lepiej żebyś miał dobry powód, dla którego budzisz mnie w środku nocy.
- Też się cieszę, że cię słyszę, skarbie – usłyszałam jego rozbawiony głos.
-Czego chcesz? –mruknęłam do słuchawki wspinając się z powrotem na łóżko.
- Zadziorna, podobasz mi się taka.
- Jeśli to wszystko, co masz mi do powiedzenia to cześć – rozłączyłam się i wsunęłam telefon pod poduszkę. Nie miałam ochoty na te jego idiotyczne żarty, a już na pewno nie w środku nocy!
Dlaczego on mi to robi? – jęknęłam w myślach ponownie słysząc mój telefon.
Odebrałam połączenie, ale tym razem czekałam, aż to on pierwszy się odezwie.
- Otwórz drzwi.
- Przestań Niall… chcę spać – na potwierdzenie moich słów głośno ziewnęłam.
- Właśnie słyszę – jego śmiech był chyba najcudowniejszym dźwiękiem pod słońcem.
STOP. Majaczę z niewyspania.
- Jest trzecia nad ranem. Nie masz ciekawszych rzeczy do robienia, niż dzwonienie do ludzi po nocy?
- Dzwonię tylko do ciebie – poprawił mnie.
- Gdybyś chciał się do mnie dostać, to poradziłbyś sobie bez dzwonienia do mnie. Już kilka razy się włamałeś, pamiętasz?
- Taaak, ale wtedy byłabyś na mnie zła. Więc wolę, żebyś mnie sama wpuściła.
- Idź spać Niall...
-Zamierzam, ale w twoim pokoju. Jak nie zejdziesz za minutę zacznę walić do drzwi i nachalnie wciskać dzwonek. Chyba tego nie chcesz, co?
- To jest szantaż… - westchnęłam zrezygnowana i ruszyłam na dół.
Cały czas trzymałam telefon przy uchu słuchając miarowego oddechu chłopaka. Przeczesałam palcami włosy i otworzyłam drzwi.
- Wyglądasz jak zombie – zaśmiał się i wszedł do środka.
- Nie denerwuj mnie, bo… - nie dał mi nawet skończyć zdania, bo zręcznie mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię jak lalkę. Mogłam wyczuć zapach papierosów zmieszany z jego perfumami. Upajający zestaw… Położył mnie na łóżku i sam stanął w jego nogach. Zaczął ściągać swoje ubrania. Zawstydzona odwróciłam głowę. Po chwili materac  ugiął się pod jego ciężarem. Moje serce waliło jak oszalałe. Miałam wrażenie, że chłopak może je usłyszeć, co było według mnie jeszcze bardziej żenujące. W głowie przelewało mi się od pytań. Dlaczego przyszedł do mnie? Dlaczego chce tu zostać? Jego wytatuowane ramię owinęło się wokół mojej talii. Przysunął mnie bliżej siebie i oparł swoją brodę o czubek  mojej głowy.
- Dobranoc Maggie.
Byłam w zbyt dużym szoku, żeby mu odpowiedzieć. Zamiast  tego opuszkami palców śledziłam poszczególne wzory jego tatuaży. Nic nie powiedział, ani nie odsunął się ode mnie, więc uznałam, że mogę kontynuować. Jego klatka piersiowa prezentowała się lepiej, niż niejedna rzeźba Michała Anioła. Był po prostu idealny. Powoli podniosłam głowę, a nasze spojrzenia się spotkały.
Automatycznie odechciało mi się spać, a wszystko za sprawą jednego chłopaka. Jak to możliwe, że tak na mnie działa samą swoją obecnością? Przesunęłam palce wyżej do jego szyi badając jej fakturę. Jego spojrzenie jakby hipnotyzowało. Błękit oczu został przyćmiony mrokiem panującym na zewnątrz, ale nie tylko. Jego źrenice były znacznie powiększone. Zagryzłam swoją wargę, kiedy moje palce badały jego usta. To była pokusa, z którą nie miałam siły walczyć. Nie potrafiłam. Rozchylił je lekko, a ja nie wytrzymałam. Podciągnęłam się wyżej i jedyne o czym myślałam, to żeby tego spróbować. Złączyłam nasze usta w pocałunku, a on po raz kolejny tej nocy nie odsunął mnie od siebie. Wręcz przeciwnie. Odwzajemnił mój gest, a jego język idealnie współpracował z moim. Właściwie to był mój pierwszy poważny pocałunek. Nigdy nie myślałam jak powinien wyglądać. Do głowy na pewno by mi nie przyszło, że będę leżeć z chłopakiem wyglądającym jak on w moim łóżku… Wiedziałam jedno. Tego właśnie chciałam. Niall otworzył językiem moje usta i wsunął go do środka. Muskał nim delikatnie moje podniebienie doprowadzając mnie do szaleństwa. Czułam kolczyk w jego wardze, który ocierał się o moją w przyjemny sposób. Zwinnie znalazł się nade mną i podpierając się na rękach kontynuował pocałunek. Jego zęby chwyciły moją wargę i pociągnęły ją lekko wywołując u mnie cichy jęk. Rozchyliłam powieki, żeby zobaczyć u niego łobuzerski uśmiech. Zapomniałam jak się oddycha. Mam nadzieję, że opanował podstawy pierwszej pomocy i w razie czego będzie mnie ratował.  Przeniósł pocałunki na moją szyję zahaczając wcześniej o linię szczęki.
Skrzywiłam się lekko czując ból, gdy zasysał moją skórę. Zaraz potem przyniósł mi ulgę przejeżdżając językiem po piekącym miejscu. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie stało. Niall cmoknął mnie w czubek nosa, co wydawało mi się strasznie słodkie z jego strony. Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy on układał się z powrotem na swoje miejsce.
- Myślę, że teraz powinniśmy iść spać – odezwał się, na co ja mu przytaknęłam.
Pytanie tylko, czy uda mi się zasnąć?



Obudziłem się, gdy usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Zawsze miałem słaby sen.  Już chciałem zbiec na dół i sprawdzić  co się dzieje, gdy przypomniałem sobie o rodzicach Maggie. W końcu kiedyś musieli wrócić do domu. Miałem tylko nadzieję, że nie wpadną tu z awanturą. Właściwie to po kolacji w moim domu uznałem, że są to naprawdę w porządku ludzie.  Zwykle się nie mylę, jeśli chodzi o to. Nie miałem ochoty otwierać oczu, więc po prostu starałem się znów zasnąć. Maggie poruszyła się w moich ramionach, ale nadal spała. Jej oddech był miarowy i spokojny. Uśmiechnąłem się na wspomnienie ubiegłej nocy. Jej usta były cholernie miękkie. Założę się, że jeszcze nikt jej nigdy tak nie całował i nawet się z tego cieszyłem.  Słyszałem ściszone głosy jej rodziców, które dochodziły z dołu, a po chwili ktoś wspinał się po schodach. Udawałem, że śpię, kiedy drzwi od pokoju Maggie się otwierały.
- Meg, właśnie wró… oh – musiała zdać sobie sprawę z tego, że jestem w łóżku jej córki – Bob – szepnęła lekko podekscytowana, a przynajmniej tak mi się wydawało. – Spójrz tylko. Niall jest u nas.
- Wow – odezwał się mężczyzna. – Myślisz, że oni coś razem może… - jąkał się, jakby brakowało mu słów.
- Nie mam pojęcia, ale sądzę, że wyglądają razem uroczo – miałem ochotę się skrzywić na jej słowa, ale wiedziałem, że wtedy zdaliby sobie sprawę, że nie śpię.
- Chodź lepiej, zanim się obudzą.
Drzwi się zamknęły, a my znów zostaliśmy sami.
Nie wiem ile minęło. Może kilka, może kilkanaście minut, a mi wciąż nie udało się zasnąć. Podparłem się na łokciu i patrzyłem na śpiącą dziewczynę zastanawiając się, co powinienem teraz zrobić. Jeśli zejdę na dół, zmierzę się sam na sam z jej rodzicami, czego wolałbym uniknąć. Nie chcę, żeby pomyśleli sobie, że wiążę z ich córką jakieś poważniejsze plany, bo tak nie jest. Po prostu nie bawię się w to całe gówno ze związkami, trzymaniem za ręce i okazywaniem sobie uczuć w miejscu publicznym. Właściwie na co komu to wszystko? Człowiek z natury jest istotą samolubną i myśli tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb. Jeśli nie wszyscy, to na pewno większość, w tym ja. Nie wiedziałem jak powinienem nazwać to, co mną wówczas kierowało. Starałem się ją utrzymać jakoś z dala od Harrego. Ale kurwa… nie raz już o niej myślałem, gdy nie było jej w pobliżu, a za każdym razem, gdy chciałem zająć umysł czymś innym, ona i tak wracała. Kiedy pieprzyłem się ostatnio z Kate wyobraziłem sobie, jakby to było uprawiać seks z Maggie. I tak w kółko.
- Nie śpisz już? – usłyszałem jej cichy szept i automatycznie na nią spojrzałem.
Jest chyba jedyną dziewczyną, która wygląda tak cholernie dobrze tuż po obudzeniu.
- Nie śpię – odpowiedziałem. – Właściwie to powinienem się zbierać do domu.
- Okej, nie ma sprawy.
Wstałem z łóżka i wskoczyłem we wczorajsze ciuchy. Meg nie fatygowała się z ubieraniem tylko zarzuciła na siebie kolorowy szlafrok. Chyba nie była świadoma tego, że jej rodzice wrócili, bo pewnym krokiem zeszła na dół. Dopiero na schodach, kiedy usłyszała ich głosy spojrzała na mnie przestraszona. Wzruszyłem tylko ramionami i minąłem ją, kiedy rozpuściła włosy, żeby zakryć malinkę na szyi.
- Dzień dobry – przywitałem się z jej rodzicami, a oni odpowiedzieli mi tym samym.
- Zjecie z nami śniadanie? – spytała jej mama.
- Bardzo chętnie – odpowiedziałem.
Siedzieliśmy przy stole, a ja czułem, że Maggie co chwilę zerka na mnie ukradkiem. Zupełnie jakby się bała tego, co jej rodzice powiedzą, kiedy ja już wyjdę. Rozluźniła się, kiedy moja ręka znalazła się na jej kolanie.
- Więc… - zaczął jej ojciec. – Wy dwoje się zabezpieczacie, racja?
Naprawdę miałem ochotę się zaśmiać z jego pytania.
- Tato – jęknęła Meg, a jej policzki były nienaturalnie czerwone – To nie jest tak… My nie… - nie potrafiła ułożyć logicznego zdania, więc postanowiłem przejąć inicjatywę.
- Tak, proszę pana. – W tym samym czasie poczułem jak dziewczyna kopie mnie w nogę, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- Em… to dobrze, dobrze – pokiwał w zamyśleniu głową.

- Chyba czas na mnie – odezwałem się wstając od stołu. – Było naprawdę miło. – Uśmiechnąłem się do jej mamy.
- Nie ma za co. Wpadaj częściej – odpowiedziała mi tym samym.- Maggie, odprowadź Nialla.
Dziewczyna posłusznie wstała od stołu i odprowadziła mnie do drzwi. W zasadzie od dłuższego czasu się nie odezwała.
- Spotkamy się jakoś później? – spytała, kiedy upewniła się, że jej rodzice jej nie słyszą.
- Po co?
Zmarszczyła brwi na moją odpowiedź.
- Nie wiem… tak tylko pytam.
- Dziś idę na imprezę, jutro też jestem zajęty.
- Em… - zawahała się – A pojutrze?
- Mała – zacząłem. – To, że się całowaliśmy i zrobiłem ci malinkę, nie oznacza, że teraz będziemy się spotykać codziennie.  Zwykły pocałunek. To nic nie znaczy. – rzuciłem i wyszedłem z jej domu zostawiając ją całkiem zdezorientowaną w progu.


To nic nie znaczy. To nic nie znaczy. To nic nie znaczy… Te słowa krążyły w mojej głowie bez przerwy już od godziny. Po jego wyjściu bez słowa zamknęłam bez słowa w pokoju ignorując nawoływania rodziców. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Czułam się upokorzona. Łzy niekontrolowanie ściekały po moich policzkach, a ja nie nadążałam za ich ścieraniem. Nie spodziewałam się tego. Nawet po nim. Cholera, po co to wszystko? Po co przyszedł, został na noc? Dlaczego ja go w ogóle pocałowałam? Na co ja liczyłam?! Idiotka. On teraz pewnie opowiada o wszystkim swoim kumplom. Śmieją się w najlepsze, podczas gdy ty ryczysz! – skarciłam się w myślach.
Postanowiłam wziąć się w garść. Sięgnęłam po telefon i zaczęłam wystukiwać treść wiadomości.

__________________________________________
Do: Lucy
Hej! Miałabyś dziś może czas i ochotę, żeby się spotkać?
__________________________________________

Szybko dostałam odpowiedź.
__________________________________________
Od: Lucy
Jasne ;) Za godzinę tam gdzie ostatnio?
__________________________________________

__________________________________________
Do: Lucy
Idealnie x
__________________________________________

Byłam jej wdzięczna za to, że zechciała się ze mną spotkać. Była jedyną osobą, z którą mogłabym szczerze porozmawiać. Gdy tylko odpisałam jej na ostatniego smsa odłożyłam telefon na szafkę i zaczęłam się szykować.  Zrezygnowałam z makijażu na wypadek, gdybym miała się rozpłakać, czego bardzo nie chciałam. Powiedziałam rodzicom, że wychodzę i spacerem ruszyłam w stronę centrum. Naprawdę potrzebowałam się wygadać. 





___________________________________________________________
Już 7 rozdział za nami! :D Trochę sprawy się pokomplikowały ;>
Liczymy na komentarze! :) Zostaw słówko, jeśli doceniasz nasz wysiłek!
Całuski :*
Wera&Asia